Alfred Hitchcock w pigułce, czyli zjawisko cameo

Cameo - Alfred Hitchcock

Alfred Hitchcock w filmie Marnie

Przechodzień, mężczyzna obecny na fotografii, osoba czytająca gazetę czy postać pośród tłumu – to zaledwie nieliczne z wielu przykłady aktorskich kreacji mistrza suspensu i filmu grozy – Alfreda Hitchcocka. Brytyjski reżyser poprzez odgrywanie nieznaczących dla fabuły filmu krótkich ról, w czasie których nie pada ani jedno słowo, stworzył niepowtarzalną rozrywkę dla wiernych mu odbiorców. Poszukiwanie Hitchcocka na ekranie stało się intrygujące dla większości widzów, choć paradoksalnie – twórca kultowej Psychozy (1960) nie czynił rzeczy nadzwyczajnych w czasie swych kilkusekundowych występów.

Początki przygody Hitchcocka z aktorstwem

Co było momentem kluczowym rozpoczęcia swoistej przygody Hitchcocka z cameo? Zdecydowanie pierwszym filmem, w którym reżyser pojawił się na ekranie był Lokator z 1927 roku. W scenie z jego udziałem można dostrzec pochyloną nad biurkiem postać twórcy, siedzącą tyłem do kamery w biurze prasowym. Sam reżyser swój udział w filmach tłumaczył w latach 60. podczas rozmowy z François Truffautem tymi oto słowami:

“(…) trzeba było wypełnić ekran. Później zrobił się z tego przesąd, a w końcu – stały żart. Teraz jednak ten żart stał się już dość kłopotliwy i żeby pozwolić ludziom spokojnie oglądać film, staram się pojawiać ostentacyjnie w ciągu pierwszych pięciu minut.”

Dla Alfreda Hitchcocka odgrywanie małych ról nie od razu stało się rutyną, początkowo wcielał się w nie sporadycznie. Za przyczynę zmiany i początek regularności cameo uznaje się wyjazd reżysera do Hollywood i rozpoczęcie realizacji amerykańskich filmów Rebeką (1940). Od tego momentu Hitchcock pojawia się na ekranie w każdym ze swoich dzieł, zazwyczaj będąc obecnym na drugim planie, wchodząc w interakcję z widzem, który niekiedy ma trudności z odnalezieniem twórcy. Ilekroć oglądam jedną z jego superprodukcji, zastanawia mnie sens samego przedsięwzięcia, jakim jest cameo. Poza oczywistą rolą humorystyczną, którą pełnią występy „producenta strachu”, ważna jest dla mnie mniej zauważalna na pierwszy rzut oka funkcja – ukazywanie, jakim człowiekiem był tak naprawdę Hitchcock.

Humorystyczna natura zjawiska cameo

Przyglądając się poszczególnym wcieleniom ojca Zawrotu głowy (1958), niezmiennie fascynuje mnie jego oryginalne poczucie humoru, nieidące w parze z dość surowym sądem o jego stanowczości i powadze. Prawdą jest, że reżyser na planie przyjmował formę „niezłomnego”, lecz ta postawa (wraz z innymi czynnikami) wpłynęła na ogromny sukces jego osoby. Cechy, które przejawiał w pracy, nie musiały oznaczać tego, jakim był naprawdę – teza ta brzmi jak truizm, lecz ludziom łatwo przychodzi zapominanie o niej. Obserwując go, jestem oczarowana dowcipem oraz sympatycznością, ukazanymi na przykład w Północy, północnym zachodzie (1959), gdzie w ostatniej chwili nie zdąża na autobus, Rozdartej kurtynie (1966), w której podczas pilnowania niemowlęcia otrzymuje od niego „przykro pachnący prezent” lub w Topazie (1969) – odgrywając rolę mężczyzny na wózku inwalidzkim, który nagle – ku zdziwieniu widza – wstaje.

Alfred Hitchcock cameo Ptaki

Alfred Hitchcock w filmie Ptaki

Błyskotliwość żartu Hitchcocka jest jednak najlepiej ukazana w Łodzi ratunkowej (1944) – reżyser pojawia się tu w ogłoszeniu z gazety, którego treść dotyczy skutecznego zrzucenia nadwagi. Korpulentny Brytyjczyk, co oczywiste, nie jest dobrą reklamą. W całej jego aktorskiej karierze nie odkryłam równoważnego dowodu na niezwykły dystans do samego siebie oraz nietypowe poczucie humoru, które jak wiadomo towarzyszyło mu prawie cały czas. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o płataniu przez niego figli na planie filmowym, których to ofiarami stawali się niewinni aktorzy (np. w czasie kręcenia Psychozy postanowił sprawdzić, na ile przerażające są szczątki matki Normana Batesa i w tym celu ukrył je w garderobie jednej z aktorek. Skala jej krzyku miała zadecydować o końcowym wyglądzie nieboszczki w filmie).

Manipulacja widzem

Odnajdywanie Hitchcocka nie zawsze okazywało się zajęciem prostym. Filmowy demiurg wchodził w niewypowiedzianą grę z odbiorcą, przybierając coraz to większy kamuflaż. W ostatnim dziele Intryga rodzinna (1976) widzimy już zaledwie zarys sylwetki reżysera, skrytego za przeszklonymi drzwiami. Widzów całkowicie urzekła jego zabawa, która absorbując ich zupełnie, niekiedy odciągała uwagę od głównego wątku. Stało się to na tyle problematyczne dla Hitchcocka, że postanowił pokazywać się jedynie na początku akcji filmu.

Nie zniechęciło to jednak wiernych fanów do uważnego wypatrywania producenta również w dalszym przebiegu historii. Dowodem tego jest mniemanie uznane przez niektórych za prawdziwe, jakoby reżyser w Północy, północnym zachodzie miał wcielić się w sekretną rolę kobiety goszczącej na ekranie w scenie w pociągu. Najbardziej prawdopodobną wersję stanowi jednak twierdzenie, że Hitchcock wcale nie odegrał roli przedstawicielki płci przeciwnej, a tajemniczą bohaterkę zagrała aktorka, zadziwiająco przypominająca reżysera (zwłaszcza z profilu) – Jesslyn Fax. Ta kontrowersja wskazuje na silne oddziaływanie twórcy na własnych fanów, którzy w czasie śledzenia poczynań Alfreda, popadają niekiedy w obłęd.

Analizując ze szczególną dokładnością cameo Hitchcocka, należy chociażby w kilku słowach wymienić jego kultowe role, które najbardziej zapadły obserwatorom w pamięć. Jako pierwszą z nich uznaję zburzenie czwartej ściany w filmie Marnie (1964), w którym to podczas opuszczania hotelowego pokoju słynny realizator odwraca się i patrzy wprost w oczy widza. Drugim ważnym wystąpieniem jest natomiast wygłoszony przez reżysera prolog w Niewłaściwym człowieku (1956), odbiegający jednak zasadniczo od samej istoty cameo w jego interpretacji.

Hitchcock w scenach swoich filmów - Złodziej w hotelu

Hitchcock w filmie Złodziej w hotelu

Hitchcock postanowił zapowiedzieć film, aby zaznaczyć, iż został on oparty o prawdziwą historię. Przykładem innych charakterystycznych wystąpień jest jego obecność wśród zgromadzonych gości na fotografii (M jak morderstwo, 1954), a także zajmowanie miejsca w autobusie wprost przy głównym bohaterze, granego przez Cary’ego Granta (Złodziej w hotelu, 1955).

Odrobina prywatności i „instrumentalna” symboliczność

Po uważnym prześledzeniu każdej z Hitchcockowskich ról, można odnieść wrażenie, że reżyser chciał zawrzeć w epizodach cząstkę prywatnego życia. W Ptakach (1963) widzimy go bowiem wyprowadzającego własne psy rasy sealyham terrier, a z kolei w Młodym i niewinnym (1937) jest fotografem, a jak wiadomo – to właśnie dzięki tej pasji rozpoczęła się cała kariera filmowa Hitchcocka, która poniekąd była kwestią przypadku.

Często można obserwować go również jako mężczyznę niosącego kontrabas, wiolonczelę, futerał na skrzypce lub trąbkę. Osobiście, odnoszę wrażenie, że tak mocno akcentowana obecność instrumentów, może zdradzać fascynację reżysera muzyką, bądź ukryte pragnienie posiadania umiejętności grania na którymś z wymienionych przedmiotów (Nie słyszałam o istnieniu odpowiednich źródeł na temat umiejętności muzycznych Alfreda Hitchcocka, moje przypuszczenia zakładają, że raczej nie potrafił grać na większości, bądź wszystkich z wymienionych instrumentów – gdyby było inaczej, zapewne informacja ta zostałaby bardziej rozpowszechniona jako ciekawostka).

Gdy próbuję pójść krok dalej, odnoszę wrażenie, że kolejność występowania danych instrumentów w filmach nie jest przypadkowa. Analizując symbolikę wiolonczeli – metaforę piękna i kobiecości zauważam, że Hitchcock niesie ją w Akcie oskarżenia (1947), w którym urodziwa bohaterka zostaje oskarżona o morderstwo. Atmosferę filmu tworzą wzajemnie przeciwstawne kobieca delikatność oraz tajemniczy niepokój. Rozwijając tę myśl dalej, w Nieznajomych z pociągu (1951) producent podróżuje z kontrabasem, utożsamianym z męskością i seksualnością. Te pojęcia doskonale obrazują główny klimat filmu, w którym erotyzm (jak często u Hitchcocka) łączy się zawile ze śmiercią.

Filmy Hitchcocka cameo - Nieznajomi z pociągu

Hitchcock w filmie Nieznajomi z pociągu

Trąbka, której atrybutem jest mobilizacja, pojawia się natomiast w Zawrocie głowy, kiedy to reżyser mija się z postacią graną przez Jamesa Stewarta, zmierzającą do biura Gavina Elstera. Pobyt w tym miejscu kieruje biegiem zdarzeń ku głównemu wątkowi, a tym samym, trąbka w rękach reżysera, może zapowiadać zwrot akcji oraz rozpoczęcie istotnego dla dalszego rozwoju fabuły działania. Pokuszę się nawet o hipotezę, że możliwe jest, aby czas, w którym Hitchcock wykonywał cameo, był momentem kończącym wprowadzenie i zarys historii prezentowanej widzowi, a tym samym – wyznacznikiem, kiedy tak naprawdę akcja wkracza na właściwe tory.

Wpływ na odbiór dzieła oraz Hitchcock też człowiek

Poza omówioną funkcją, która w skrócie ułatwia odbiorcom zrozumienie i bardziej dokładne poznanie Alfreda Hitchcocka, dostrzegam także istotny wpływ udziału twórcy na sam film, a także jego późniejszą interpretację. Mam wrażenie, że poprzez skupienie uwagi widza na szukaniu przez niego cenionej osobistości, Hitchcock chciał, aby obserwator poszerzył w granicach indywidualnych możliwości pole widzenia. W jego klasycznych dziś filmach, to właśnie tło pełni metaforyczną funkcję. Rekwizyty, miejsce, w którym rozgrywa się akcja, natężenie światła, kolory strojów aktorów, koncepcja głębokiej, tajemniczej przestrzeni i freudowska psychoanaliza, której poddani są bohaterowie, stają się kluczem interpretacyjnym.

Może to właśnie cameo – mimo obaw reżysera co do utraty autentycznego skupienia przez widzów – przeciwnie do jego niepokoju, powodowało uważne śledzenie przez większość z nich poza pierwszym planem, również tego co dalsze, ukryte, a tym samym – niedopowiedziane. Role twórcy efektu dolly zoom, tak naprawdę sprawiają, że widz pozostaje w skupieniu i poczuciu napięcia przez cały czas trwania seansu.

Cameo Hitchcock - Północ, północny zachód

Alfred Hitchcock w filmie Północ, północny zachód

A gdyby Hitchcock przez wcielanie się w epizodyczne role, chciał po prostu ukazać siebie od zwyczajnej, ludzkiej strony? Wszelkie jego kreacje aktorskie zazwyczaj pełniły podrzędną rolę w stosunku do pozostałych bohaterów, o czym świadczy na przykład nakręcanie zegara z polecenia innej osoby lub bycie idealnym obiektem do irytacji dla rozpuszczonego malca. Gdy w pobliżu nie znajdowała się dominująca postać, wtapiał się w tłum lub zachowywał neutralność. Hitchcock pokazuje, że jemu także może uciec autobus, niejednokrotnie był zmuszony czekać w kolejce, bądź z drugiej strony – chętnie gra w karty, tenisa, pije szampana i pali papierosy. Może to właśnie ten sposób pozwalał mu na przeżycie katharsis, a tym samym wewnętrznego oczyszczenia z tytułu popularności, (która wiąże się z utratą prywatności) jaki uzyskał przez lata w Hollywood?

Nowy wymiar cameo

Co by się stało, gdybyśmy połączyli wszelkie ukazane wątki interpretacyjne w całość? Mam wrażenie, że z pozoru błahy, epizodyczny udział osoby powszechnie znanej i aprobowanej, mógłby nabrać nowego i zarazem głębszego znaczenia. Hitchcock niczym saper – myli się tylko raz. Twórca był znany z podejmowania decyzji, które nie mogły odnieść negatywnego skutku i zawsze odgrywały istotną rolę w procesie tworzenia filmu, w związku z tym, nie traktował on zapewne cameo, jako zwykłej rozrywki. Marginalność jego ról w moim mniemaniu jest pozorna – tak naprawdę pełni ona rolę symbolu.

Analizując to zjawisko, czynimy tak, jak w wypadku interpretacji filmów reżysera, które dla osób poszukujących jedynie rozrywki, mogą się nią stać, lecz dla tych, którzy pragną czegoś więcej, dzieło Hitchcocka jawi się niczym skarbnica niekończących się pasm refleksji i metafor. Czy nie o to chodziło Hitchcockowi-artyście? Ową myśl, a także to, co niedopowiedziane, idealnie łączy w jedną całość fragment dokumentu Hitchcock/Truffaut (K. Jones, 2015), w którym to pada pamiętne pytanie François Truffauta:

„- (…) W gruncie rzeczy interesują Pana dylematy moralne, ukryte pod postacią intryg kryminalnych?

– Zgadza się.

– To będzie pointa”

 

Literatura:

H. Scott, F. Truffaut, A. Hitchcock, Hitchcock/Truffaut, tłum. T. Lubelski, Świat Literacki, Izabelin 2005.