Boris Karloff – 10 faktów z życia aktora

Boris Karloff

Był wybitnym aktorem charakterystycznym, który przeszedł do historii kina za sprawą mistrzowskich kreacji potworów w filmach z serii Universal Monsters, a przede wszystkim „Frankenstein” czy „Mumia”, gdzie sportretował kolejno postaci monstrum Frankensteina oraz mumii Imhotepa. Dziś jego nieprzeciętny wizerunek stał się nierozerwalny z klasyką horroru i wciąż fascynuje miłośników filmów grozy. Przedstawiamy 10 ciekawostek z życia i kariery legendarnego Borisa Karloffa.

1. Naprawdę nazywał się William Pratt.

William Henry Pratt, bo tak właściwie nazywał się Boris Karloff przyszedł na świat 23 listopada 1887 roku w Londynie jako dziewiąty potomek Edwarda Pratta i jego żony Elizy. Był najmłodszym ze swego rodzeństwa. W dzieciństwie miewał problemy z mową, które niejednokrotnie towarzyszyły mu w późniejszej aktorskiej karierze – we wczesnej młodości Karloff jąkał się i seplenił, a mimo wieloletnich ćwiczeń i przepracowania swych słabości, będąc u szczytu sławy, jego dykcja wciąż sprawiała problemy współpracującym z nim filmowcom. Charakterystyczny głos Borisa wpisał się w jego legendę i z czasem ze znienawidzonej wady stał się prawdziwym atutem: oryginalną cechą uwielbianą przez rzesze fanów pochodzącego z Wysp Brytyjskich artysty.

2. Geneza pseudonimu aktora do dziś wzbudza dyskusję.

Historia scenicznego pseudonimu Williama Pratta, który po przybyciu do Kanady przyjął imię „Boris Karloff” jest pełna niedopowiedzeń i współcześnie budzi wiele wątpliwości. Pewne teorie na temat genezy owego pseudonimu podają za źródło inspiracji postać Borisa Karlova z opowiadania „The Drums of Jeopardy” autorstwa Harolda MacGratha, jednak biorąc pod uwagę premierę wspomnianego utworu (1920 rok), z łatwością można obalić ten trop, dodając pytanie: kto kogo zainspirował?

Boris Karloff tłumacząc pochodzenie swego artystycznego pseudonimu, twierdził, że drugi człon jest nazwiskiem rodzinnym ze strony jego matki (córka Karloffa, Sara, zapewniała jednak, że nie udało jej się dotrzeć do informacji na temat rzekomych przodków). „Boris” został natomiast wybrany bez sztywnego kontekstu, zdaniem samego aktora brzmiał egzotycznie i chwytliwie, co w połączeniu z „Karloffem” z całą pewnością wpadało w ucho.

Boris Karloff Frankestein

Boris Karloff jako stwór Frankesteina

3. Mimo debiutu filmowego BorisKarloff przez długi czas nie mógł zrezygnować z pracy fizycznej.

W 1909 roku Boris Karloff wyemigrował do Kanady, gdzie wkrótce dołączył do jednej z objazdowych trup teatralnych. Na ekranie zadebiutował dziewięć lat później, grywając od tej pory niewielkie role w amerykańskich, niemych produkcjach. W międzyczasie występował także na scenach Broadwayu, stale poszerzając swój dorobek filmowy (do samego 1931 roku liczył już blisko 80 produkcji!). Rozwój kariery Borisa Karloffa nie wiązał się jednak z pokaźnymi zarobkami – aby się utrzymać, początkujący aktor był zmuszony dorabiać, ciężko pracując fizycznie. Z powodu dźwigania pakunków o zbyt wysokiej wadze Karloff nabawił się problemów zdrowotnych – do końca życia borykał się z chorobami kręgosłupa.

4. Przed premierą kultowego horroru „Frankenstein” nikt nie przypuszczał, że Boris Karloff zostanie gwiazdą.

Zanim Boris Karloff otrzymał angaż do kultowego obrazu Jamesa Whale’a „Frankenstein”, w którym wykreował najbardziej ikoniczną kreację w całej karierze, wystąpił w blisko 80 innych produkcjach. Grywał role dalszoplanowe, a ze względu na jego znamienny wygląd – ponadprzeciętny wzrost, ostre rysy twarzy, tajemniczy głos z wyraźnym akcentem brytyjskim i masywną sylwetkę – filmowcy nie wróżyli mu wielkiej kariery w Fabryce Snów. Jak wkrótce się okazało, nie mogli pomylić się bardziej. Karloff jako aktor charakterystyczny podbił serca publiczności rozmiłowanej w gatunku horroru, w pamięci widzów zapisując się jako mistrzowski potwór Frankensteina. Doskonale ucharakteryzowany, budzący grozę i wracający nocą pod postacią koszmarów odbiorców był niezwykle wyrazisty, a wielkość jego talentu dziś nie budzi najmniejszych wątpliwości.

5. Wcielił się w postać złoczyńcy Jonathana w broadwayowskiej sztuce „Arszenik i stare koronki”.

„Arszenik i stare koronki” to rozsławiona, wybitna i pełna kulturowych kontekstów sztuka Josepha Kesselringa, która w latach 40. ubiegłego wieku święciła triumfy na scenach Broadwayu. Legendarny sukces historii o dwóch cioteczkach wysyłających samotnych panów na tamten świat przy pomocy wina doprawionego arszenikiem zapewniał błyskotliwy scenariusz, cięte dialogi, dynamika akcji oraz rewelacyjne aktorstwo. Boris Karloff wcielił się tu w czarną owcę rodziny Brewsterów, demonicznego i bezwzględnego mordercę Jonathana, stale przyrównywanego przez swój wygląd do ikony horrorów i wielkiej gwiazdy kina… Borisa Karloffa! Obsadzenie w tej roli samego aktora było więc genialnym i pełnym ironii zabiegiem twórców, będącym swoistym „puszczeniem oka” do publiczności.

Boris Frankestein i Bela Lugosi

Boris Karloff i Bela Lugosi

6. Rzekomy konflikt Karloffa z Belą Lugosim został wykreowany przez wytwórnię na potrzeby reklamowe.

Kiedy na początku lat 20. ubiegłego stulecia wytwórnia Universal Studios rozpoczęła produkcję swej słynnej serii horrorów Universal Monsters, pierwszą twarzą franczyzy został „człowiek tysiąca twarzy” – Lon Chaney, znany m.in. z kreacji Eryka w niemym obrazie „Upiór w operze”. Jego godnymi następcami, a zarazem największymi gwiazdami serii o potworach stali się z czasem Bela Lugosi, słynny Dracula, a także Boris Karloff, stwór Frankensteina.

Nic więc dziwnego, że pomiędzy dwoma legendami ekranu zaistniała rywalizacja – Karloff i Lugosi prześcigali się w swych coraz to bardziej imponujących kreacjach monstrów z kultowych filmów grozy. Na planie filmowym spotykali się wielokrotnie, np. przy okazji „Czarnego kota” (1934) czy „Kruka” (1935). W rzeczywistości wzajemnie się szanowali i podziwiali, a ich konflikt został zaimprowizowany przez samą wytwórnię, wierzącą w komercyjny sukces emocjonującej reklamy. Mieli rację – ekranowe „starcie” Lugosiego z Karloffem przyciągało przed ekrany rzesze widzów.

7. Mimo hollywoodzkiej kariery i życia w Ameryce, w sercu wciąż pozostawał Brytyjczykiem.

Boris Karloff nigdy nie zapomniał o własnych korzeniach i swym pochodzeniu. Mieszkając przez dziesięciolecia w Ameryce, z sentymentem wspominał ojczyznę, a kiedy odwiedzał Anglię w ramach promocji filmów, przybywał na Wyspy Brytyjskie z nieskrywaną radością, powracając wspomnieniami do lat młodości. Prywatnie Karloff był wielkim fanem jednego z najbardziej brytyjskich sportów – krykieta. Do końca towarzyszył mu również typowy angielski humor. Pod koniec życia powrócił do Wielkiej Brytanii, zakupił mieszkanie w Londynie i domek na wsi. Odszedł 2 lutego 1969 roku w angielskim mieście Midhurst.

Karloff

8. Użyczył głosu postaci Grincha z filmu animowanego „Jak Grinch ukradł święta”.

Już pod koniec życia Boris Karloff zdobył popularność za sprawą animacji „Jak Grinch ukradł święta” (1966), znanej również pod tytułem „Grinch: świąt nie będzie”, w której znakomity artysta podłożył głos pod tytułową postać, będąc ponadto narratorem historii o zielonym stworku, próbującym zepsuć mieszkańcom Ktosiowa święta Bożego Narodzenia. Co ciekawe to nie Karloff wykonuje pochodzącą z obrazu piosenkę „You’re a Mean One, Mr. Grinch” – zaśpiewał ją aktor Thurl Ravenscroft.

9. Ulubionym aktorem Borisa Karloffa był George Kennedy.

Córka Borisa Karloffa, Sara, wyznała, że jej ojciec był prawdziwym fanem gry George’a Kennedy’ego – wybitnego, amerykańskiego aktora i laureata Oscara za drugoplanową rolę w filmie „Nieugięty Luke”. Wiele lat po śmierci Borisa, Sara Karloff spotkała ulubionego aktora ojca, dzieląc się z nim informacją o podziwie i uznaniu, jakie legendarny potwór Frankensteina żywił wobec talentu Kennedy’ego. Według relacji kobiety do oczu artysty napłynęły łzy. W odpowiedzi George Kennedy opowiedział Sarze sytuację, w której to ujrzał Borisa Karloffa opuszczającego jedną z broadwayowskich scen. Kennedy zamierzał się przedstawić i uciąć krótką pogawędkę z podziwianym gwiazdorem. Jednak zmierzając w stronę Karloffa ogarnęła go panika i zestresowany… uciekł. W efekcie dwóm legendom wielkiego ekranu nie było dane się poznać, mimo wzajemnej, skrywanej sympatii.

10. Według obliczeń córki Borisa Karloffa, Sary, studio Universal jest jej winne 10 000 000 $

Występ Borisa Karloffa w filmie „Frankenstein” przeszedł do historii kina, a twarz fenomenalnie ucharakteryzowanego aktora zapisała się w świadomości wszystkich kinomanów, będąc jedną z najlepiej rozpoznawalnych postaci w dziejach X muzy. Właściciel produkcji – studio Universal – niejednokrotnie i przez całe dziesięciolecia używało wizerunku Karloffa do celów promocyjnych oraz reklamowych, czyniąc to jednak bez porozumienia z jego córką. Sara Karloff wyliczyła, że wytwórnia jest jej winna 10 000 000 $.

Literatura:

J. Nowosad, „Teatr i kino na wesoło. Anegdoty, ciekawostki i dowcipy”, wydawnictwo POLIHYMNIA, Lublin 2008.

Udostępnij “Boris Karloff – 10 faktów z życia aktora” swoim znajomym.