„Do utraty tchu” – nowofalowe dzieło Godarda

Do utraty tchu Godard

 

Tytuł: „Do utraty tchu” („À bout de souffle”)

Rok produkcji: 1960

Reżyseria: Jean-Luc Godard

Obsada: Jean-Paul Belmondo, Jean Seberg, Daniel Boulanger, Roger Hanin i inni

 

„Do utraty tchu” to fabularny debiut Jean-Luca Godarda i sztandarowe dzieło Nowej Fali. Francuski reżyser podarował światu obraz będący swoistym manifestem wolności twórczej oraz kina autorskiego, w którym autentyczność obrazu i konwencja reportażowa łączą się z improwizacją i stylizowaną niedbałością. Całość dopełniają doskonała praca operatora Raoula Coutarda, a także genialne kreacje odtwórców głównych ról – Jean-Paula Belmondo i Jean Seberg, których duet zapisał się w świadomości widzów na całym świecie.

Godard i jego Wielka Improwizacja

Pomysł na film „Do utraty tchu” zrodził się z inicjatywy innego wybitnego przedstawiciela francuskiej Nowej Fali, François Truffauta. Twórca słynnych „400 batów” napisał zarys scenariusza produkcji, po czym odstąpił go koledze z redakcji magazynu „Cahiers du Cinema”. Był nim nie kto inny, jak Jean-Luc Godard, który podarował wspomnianemu przedsięwzięciu ducha nieograniczonej wolności, stawiając w czasie jego realizacji przede wszystkim na naturalizm i spontaniczność – jedne z najważniejszych wyznaczników stylu nowofalowców.

Głównym bohaterem „Do utraty tchu” jest młody mężczyzna imieniem Michel, który w czasie podróży skradzionym samochodem pod wpływem impulsu strzela do policjanta. Po tym zdarzeniu poszukiwany za zabójstwo chłopak ucieka do Paryża, gdzie postanawia odnaleźć dawnego dłużnika. Szukając pieniędzy, niespodziewanie nawiązuje intymną relację z piękną Amerykanką, która zaczyna towarzyszyć Michelowi w jego ucieczce przed systemem sprawiedliwości.

W pierwszoplanową rolę męską wcielił się legendarny Jean-Paul Belmondo. Jego kreacja Michela elektryzuje bogatą, lecz wyzbytą przerysowania ekspresją, spontanicznością gestów oraz swobodnym, naturalnym stylem gry. Belmondo stworzył w „Do utraty tchu” ikoniczny portret „młodego gniewnego” – zbuntowanego, wyłamującego się z wszelkich schematów i reguł amanta, zazwyczaj cynicznego i do reszty zepsutego, lecz chwilami – gotowego do aktów heroizmu i odsłaniającego tłamszoną wrażliwość. U boku wybitnego aktora wystąpiła zjawiskowa Jean Seberg, której emocjonująca postać Patricii doskonale skupia uwagę widzów.

Do utraty tchu

Jean-Paul Belmondo i Jean Seberg

„Do utraty tchu”, czyli nowy rozdział X muzy

Fabularny debiut Godarda szybko stał się synonimem formującego się w latach 60. ubiegłego stulecia nowego ruchu filmowców zrywających z dotychczasową tradycją kina. Powiew świeżości roztoczył się dosłownie nad każdym aspektem tworzenia filmu – rezygnowano ze scenariuszy, stawiając na improwizację i przypadkowość, na ekrany wkraczała nowa generacja aktorów charakterystycznych, ukazujących przed kamerą swobodę i autentyczność swej gry, sztuczne scenografie i plany filmowe zastępowano zaś naturalnymi plenerami, wyprowadzając niejako X muzę na ulicę.

Zmienił się także sposób filmowania, przy czym na pierwszy plan wysuwała się swoboda formalna i korzystanie z nowatorskich środków wyrazu. Fabułę często pozbawiano związków przyczynowo-skutkowych i logiczności, jednak za luźno powiązanymi ze sobą epizodami krył się zazwyczaj szeroki wachlarz metafor oraz interpretacji, odsyłających nas w analizie do wątków zaczerpniętych z filozofii egzystencjalizmu. Realizujące ów schemat „Do utraty tchu” wyznacza nowy kierunek europejskiej kinematografii, stając się prekursorem dla pozostałych produkcji owej stylistyki, jawnie czerpiących ze swoistego manifestu wolności Godarda.

Na sukces dzieła „Do utraty tchu” złożyło się z całą pewnością wiele czynników. Zachodzące zmiany społeczne i kulturowe wpływały przede wszystkim na publiczność, oczekującej od kina nowatorstwa i zerwania z dotychczasową schematycznością produkcji. Przedstawiciele „Cahiers du Cinema” – czyli rewolucjoniści europejskiego kina – na czele z Jean-Luc Godardem, mieli odwagę, ambicję i spójny program, by sprostać oczekiwaniom młodych widzów. Godard prezentuje w swym utworze dokładną wizję kina autorskiego, w jakiej reżyser sprawuje pełną kontrolę nad produkcją: począwszy od prowadzenia aktorów, nadzorowania scenografii i muzyki, a skończywszy na zaangażowaniu w reklamę czy pracę nad montażem.

Do utraty tchu film recenzja

Do utraty tchu, reż. Jean-Luc Godard

„Do utraty tchu” – autorska wizja filozofującego Godarda

Taki obraz autorskiej kreacji zawsze dodaje twórcom filmowym pewnych znamion boskości – koncepcja reżysera projektującego swój oryginalny, intymny świat to wizja niezwykle sugestywna. Pracując przy „Do utraty tchu”, Godard nawiązał jednak współpracę z człowiekiem, który jak nikt inny potrafił objąć jego fascynującą wyobraźnię przy pomocy klatek filmowych. Operator Raoul Coutard nadał poszczególnym kadrom niemal reportażowego charakteru, uzyskując porażający efekt realności i autentyczności obrazu. Zarówno sceny rozgrywane na paryskich ulicach, jak i zbliżenia kochanków w czasie miłosnych uniesień pozostają w świadomości widzów na długo po zakończonym seansie. Naturalizm filmu osiągnięto za sprawą niespokojnego montażu, nieprzewidywalnych cięć, a przede wszystkim rezygnacji ze statywu i prowadzenia kamery „z ręki”.

Stylizowana niedbałość niektórych scen, a więc celowe rozmycia, drgania obrazu i zaburzenia perspektywy podsycają niepokojący klimat dzieła Godarda. „Do utraty tchu” – choć inspirowane amerykańskim kinem noir – wzbudza jednakże napięcie w odbiorcach z całkowicie odmiennych przyczyn niż klasyka czarnego kina. Godard był ogromnym pasjonatem filozofii egzystencjalnej i ów wątek wyraźnie przenika filmową opowieść, wnosząc istny ból istnienia, lęk przed samym światem i życiem, a w końcu przemyślenia nad niestabilnością wszelkich sfer egzystencji wystawionej na zagrożenia płynące z nieuchronnego, zmiennego losu. Tym samym zbuntowana postać grana przez znakomitego Jean-Paula Belmondo staje się poniekąd metaforą buntu człowieka, rzucającego wyzwanie absurdom własnej egzystencji, niepotrafiącego pogodzić się ze swym miejscem w świecie czy poznawczymi ograniczeniami, uniemożliwiającymi dojście do prawdy o najbardziej frapujących aspektach ludzkiego życia.