“Kobieta w czerni” – czyli jak wystraszyć bez epatowania krwią

Kobieta w czerni 2012Tytuł: “Kobieta w czerni” (“The Woman in Black”)

Rok produkcji: 2012

Reżyseria: James Watkins

Obsada: Daniel Radcliffe, Janet McTeer, Ciaran Hinds, Liz White i inni

 

Czy też macie takie horrory, które śnią się Wam w nocy, nerwowo się rozglądacie przy ich oglądaniu i trudno o nich zapomnieć? Dla mnie jednym z takich jest „Kobieta w czerni” Jamesa Watkinsa z 2012 roku, na podstawie powieści Susan Hill.

 

Daniel Radcliffe już nie jako Harry Potter

Angielski aktor znany do tej pory jako niezapomniany Harry Potter stworzył w “Kobiecie w czerni” zupełnie inną niż dotychczas kreację, jakby chciał pokazać, że jego wachlarz możliwości jest znacznie szerszy. Zaledwie kilka miesięcy po ostatnim Potterze, młodziutki Radcliffe wcielił się w rolę poważnego mężczyzny, wdowca i ojca paroletniego synka.

Akcja filmu Jamesa Watkinsa rozgrywa się w Anglii na początku XX wieku. Bohater załamany po śmierci żony zaniedbuje pracę i nie chcąc podpaść znowu szefowi, wyjeżdża do domu na Węgorzowych Moczarach w celu uporządkowania dokumentów zmarłej klientki. Na miejscu okazuje się, że jedyną życzliwą mu osobą będzie Sam (Ciaran Hinds), który udziela mu gościny. Mieszkańcy miasteczka są za to nieufni i niechętni wobec przybysza. Nie chcą, by prawnik swoją obecnością sprowokował pojawienie Kobiety w Czerni. Jej obecność zawsze zwiastuje bowiem nagłą i straszną śmierć dziecka. Do tej pory kilkoro dzieci zginęło w makabrycznych i samobójczych okolicznościach, w tym syn Sama.

Trzeba przyznać, że Daniel Radcliffe wyraźnie pokazał, że nie jest aktorem jednej roli i fantastycznie zagrał ponurego, dojrzałego, a jednocześnie walecznego Artura. Zresztą w swoich kolejnych filmach, a wybierał niełatwe role, udowodnił, że jego kunszt aktorski jest na bardzo wysokim poziomie.

Kobieta w czerni recenzja

“Kobieta w czerni” – gotyckie kino grozy

W „Kobiecie w czerni” nie ma epatowania krwią i przemocą, czy efektów specjalnych. Jest to horror gotycki, czyli spełnia cechy powieści gotyckiej: pojawia się tu nawiedzony dom, szaleństwo i śmierć, a przede wszystkim charakterystyczna budowa grozy nie przez efekty, a ciągłe poczucie zagrożenia i nieuchronności tragedii. Mało tutaj kolorów, zdjęcia są w tonacji niebiesko-szarej, otoczenie przygnębiające, z częstym deszczem i błotem. Ludzie są smutni i przestraszeni, panuje atmosfera beznadziejności i czekania na najgorsze.

Najbardziej przerażająca jest posiadłość na Węgorzowych Moczarach, samo dostanie się do niej jest ekstremalne, gdyż droga prowadząca wzdłuż wody o pewnych porach jest niedostępna. Dom jest duży, pełen pamiątek po zmarłych, przesiąknięty złym klimatem i ciemnością, a obok niego ulokowany został cmentarz i bagna. Kryje w sobie straszną historię i sprawia wrażenie, że ktoś w nim jest. Jak się okazuje – słuszne.

Wszechobecny mrok w “Kobiecie w czerni”

Trudno zrozumieć jak Artur mógł przebywać w takim domu, co niebywałe wracać potem i nie dostać zawału serca, będąc w posiadłości przesiąkniętej mrokiem i śmiercią, bez możliwości ucieczki. Podczas seansu “Kobiety w czerni” nie ma odpoczynku od złowieszczej atmosfery, już od pierwszych minut filmu jest dramatycznie, niepokój na ekranie bardzo się udziela. To prawdziwy koncert na nerwach widza. Mimo oklepanych „straszaków” jak pojawiające się i znikające zjawy, tajemnicze dźwięki, postacie w odbiciach, jest to zrealizowane bardzo umiejętnie, w dużej mierze przez sugestywne zdjęcia i ścieżkę dźwiękową. Nie ma tutaj kiczu, ani śmieszności, za to konsekwentnie odczuwalny jest upiorny i klaustrofobiczny klimat.

Kobieta w czerni film

Kobieta w czerni jako zjawa przeraża samą obecnością i swoją złowieszczą aurą oraz chęcią zemsty. Wiadomo, że jej widok zwiastuje tragedię, trudno się więc dziwić unikaniem tego miejsca przez mieszkańców miasteczka. „Kobieta w czerni” to fascynujący, stylowy i klimatyczny horror w starym stylu, który swoją przejmującą atmosferą, sprawia, że nie sposób o nim szybko zapomnieć.