„Obywatel John Doe” – wciąż aktualny komediodramat Franka Capry

Obywatel John Doe

 

Tytuł: Obywatel John Doe (ang. Meet John Doe)

Rok produkcji: 1941

Reżyseria: Frank Capra

Obsada: Barbara Stanwyck, Gary Cooper, Walter Brennan, Edward Arnold, Spring Byington i inni

 

 

 

Obywatel John Doe to dzieło, które z całą pewnością mogłoby posłużyć za ironiczny komentarz wobec realiów współczesności – szerzących się fake newsów, manipulacji tłumem przez władzę i jej powinowactwa z „wolnymi mediami”. Pomimo upływu osiemdziesięciu lat od premiery, komediodramat Franka Capry wciąż inspiruje, a jego uatrakcyjnieniem jest wspaniały duet dwóch klasycznych gwiazd – Barbary Stanwyck i Gary’ego Coopera.

Zakurzony klasyk spod ręki Franka Capry

Obywatel John Doe to kolejny obraz w twórczości Franka Capry utrzymany w świątecznym klimacie, podobnie jak jego późniejsze dzieło To wspaniałe życie – pełen emocji moment kulminacyjny Obywatela... rozgrywa się bowiem w wigilijny wieczór. Capra był mistrzem łączenia dramatu z elementami komediowymi i w tym przypadku również nie zawiódł miłośników swego wyjątkowego stylu. Przemyślany i wielowątkowy scenariusz autorstwa Roberta Riskina został oparty na oryginalnym pomyśle Richarda Connella i Roberta Presnella, których to materiały wyróżniono nominacją do Oscara w 1942 roku. Sam film umieszczono natomiast na 49. miejscu listy najbardziej inspirujących filmów wszech czasów AFI z 2006 roku.

Należy jednak podkreślić, że prezentowana historia, choć inspirująca i niezwykle ciekawa, zawiera w sobie momenty naiwne, które działają na jej niekorzyść. Zakończenie filmu przybiera charakter aż nazbyt patetyczny, poprzez otwarte porównanie gotowości do podjęcia drastycznych kroków przez tytułowego bohatera z męką i śmiercią Chrystusa. Poza tymi mankamentami Obywatel John Doe pozostaje dziełem niezwykle aktualnym w tematyce społecznej, jaką podejmuje. Ciekawą okazuje się też strona techniczna tego czarno-białego klasyka, a zwłaszcza sceny zbiorowe na wiecu i zdjęcia nakładane, w których zestawione zostają nagłówki gazet z protestującą ludnością, niosącą na transparentach hasła wygłaszane przez ekranowego protagonistę.

Obywatel Joh Doe 1941 recenzja

I to wspaniałe aktorstwo… Chociażby dla duetu Gary’ego Coopera z Barbarą Stanwyck warto obejrzeć film Capry. Coop stworzył w nim fantastyczną kreację dramatyczną idealisty naznaczonego piętnem przeszłości, a pełna charyzmy Barbara Stanwyck hipnotyzuje z ekranu determinacją i energią bohaterki, w której – pod wpływem miłości – dokonuje się przemiana. Aktor już wcześniej współpracował z Caprą na planie filmu Pan z milionami (Mr. Deeds Goes to Town), jednak tamtejsza rola komediowa wymagała od niego całkowicie odmiennych zdolności. U Franka Capry, Gary przełamywał własny mit gwiazdy westernu, pokazując wszechstronność swego talentu.

Poznajcie Johna Doe…

Główną bohaterką komediodramatu Capry jest Ann Mitchell (Barbara Stanwyck) – młoda dziennikarka, która po gwałtownej zmianie zarządu redakcji, zostaje zwolniona. Ann na odchodne ma przygotować jeszcze jeden artykuł, tym razem podejmujący „gorący” temat. Rozżalona kobieta tworzy fikcyjną postać Johna Doe (polski „Jan Kowalski”) i w jego imieniu pisze nieprawdziwy list do redakcji, w którym informuje o planach samobójczych mężczyzny w wigilię świąt Bożego Narodzenia. Powodem tak skrajnej decyzji obywatela Doe jest bunt wobec zastanego układu świata, w którym to prosta i uboga ludność zostaje zepchnięta na margines społeczny.

List wywołuje powszechne zamieszanie – politycy zaczynają martwić się o własną reputację, a społeczność współczuje Johnowi Doe i chce nakłonić go do odejścia od myśli samobójstwa. Zewsząd płyną ciepłe słowa kierowane do zdesperowanego mężczyzny, a także propozycje pracy czy pomocy materialnej. Istnieją jednak osoby podważające wiarygodność listu i domagające się ujrzenia na własne oczy owego tajemniczego Johna Doe. Zwolniona Ann ponownie pojawia się w redakcji i przyznaje do oszustwa. Przekonuje jednak przełożonego, że korzystniejszym dla gazety okaże się dalsze zapewnienie o prawdziwości artykułu niż przyznanie do błędu. Wspólnie postanawiają „odnaleźć” Johna Doe – ogłaszają, że na autora tekstu oczekuje zatrudnienie.

Meet John Doe film

Na odzew nie trzeba długo czekać… Wkrótce na korytarzach redakcji pojawia się tłum Johnów Doe. Spośród bezrobotnych i bezdomnych mężczyzn Ann decyduje się na Johna Willoughby’ego (Gary Cooper), byłego baseballisty, który poszukuje pieniędzy na operację kontuzjowanej ręki. Mężczyzna otrzymuje nowe ubranie i dach nad głową, a między nim a Ann rodzi się uczucie. John publicznie odgrywa rolę obywatela Doe, wygłaszając pisane przez Ann przemowy, które porywają tłumy. W swych mowach John Doe kieruje słowa do najprostszych ludzi, mobilizując ich do społecznego zaangażowania, życzliwości, wzajemnej pomocy i budowania sąsiedzkich wspólnot.

Jego aktywność skłania słuchaczy do zakładania na masową skalę klubów Johna Doe, a to sprawia, że już wkrótce mężczyzna staje się najpopularniejszym człowiekiem w kraju, którego słowa dają nadzieję i mają prawdziwą moc przemian. Z czasem Willoughby sam zaczyna wierzyć w rodzącą się ideę, zapominając, że jedynie podszywa się pod fikcyjną postać. Sprawy zaczynają się komplikować, kiedy John buntuje się przeciwko politykom, próbującym zagarnąć dla celów kampanijnych jego zwolenników…

Władza vs. szary obywatel

Obywatel John Doe to obraz, który wciąż fascynuje. Z jednej strony działalność filmowego protagonisty przekonuje do idei oddolnej demokracji, pokazuje, jak ważną rolę odgrywają najmniejsze wspólnoty, które zjednoczone potrafią dokonywać znaczących przemian, a tym samym zwiększać komfort własnego życia. Z drugiej, dzieło Franka Capry to dosadny obraz ignorancji władzy, dbającej jedynie o własny interes. Odważnym w tym kontekście było ukazanie korupcji oraz zależności między polityką a mediami, które to stają się narzędziem w rękach rządzących.

Obywatel John Doe film świąteczny Franka Capry

Politycy szybko zauważają potencjał historii Johna Doe i postanawiają wykorzystać społeczne poruszenie dla celów kampanijnych. D. B. Norton (w tej roli Edward Arnold) przekupuje Ann Mitchell, aby dziennikarka, pisząc przemowy dla Johna Doe, budowała grunt dla jego własnych ambicji politycznych. Norton zamierza bowiem utworzyć nową partię, z której to ramienia miałby zostać kandydatem na urząd prezydenta. Sukces zapewniłoby mu przejęcie zwolenników Johna Doe, ponieważ społeczny ruch osiąga rekordy w kraju.

Ann (z własnej woli) staje się pionkiem w rękach władzy, jednak największą ofiarą tej działalności jest oczywiście sam John, manipulowany przez wszystkich – również kobietę, którą pokochał. Szary człowiek nie ma najmniejszych szans w starciu z władzą – publicznie skompromitowany w akcie zemsty Nortona John w jednej minucie traci wszystko, co udało mu się wypracować. Poinformowana o oszustwie ludność z łatwością wiesza na nim psy, nie mając świadomości, że Willoughby stał się prawdziwym obywatelem Doe. To wzbogaca historię ukazywaną przez Caprę, ponieważ obok zobrazowania siły tłumu, który zjednoczony potrafi czynić dobro i dokonywać rewolucji, widzimy też, jak prosto można nim manipulować, jak on sam niesiony chwilowym, ulotnym natchnieniem przyczynia się do upadku wzniosłych idei.

Niezwykle symboliczna okazuje się reakcja swoistych „wyznawców” Johna na wieść o jego domniemanym oszustwie – to właśnie oni przyczyniają się do (tym razem prawdziwych) skłonności samobójczych i psychicznego zrujnowania mężczyzny. Tylko nieliczna grupa po chwili zwątpienia, wyciąga dłoń do swego lidera. Również Ann uświadamia sobie, jak wielką krzywdę wyrządziła Johnowi i to właśnie ona ratuje go przed śmiercią w akcie odkupienia win. Jednak czy po tych wszystkich tragicznych zdarzeniach życie Johna Willoughby’ego może wrócić do normy? Frank Capra ofiarowuje nam jak zwykle pokrzepiające zakończenie, ukazujące niemal mityczną wizję magii nocy wigilijnej – czasu przebaczenia i nadziei…