„Pewnego razu w Hollywood” – w hołdzie złotej erze kina

Pewnego razu w Hollywood

 

Tytuł: Pewnego razu w Hollywood (Once Upon a Time… in Hollywood)

Rok produkcji: 2019

Reżyseria: Quentin Tarantino

Obsada: Leonardo Di Caprio, Brad Pitt, Margot Robbie, Al Pacino, Emile Hirsh, Mike Moh, Rafał Zawierucha i inni

 

 

 

 

Pewnego razu w Hollywood stanowi powrót do Los Angeles lat 60. XX wieku. Film daje obraz zmieniającego się środowiska filmowego. Pokazuje styl życia wyzwolonych hippisów, pięknych, młodych i bogatych gwiazd Hollywood i odchodzących w zapomnienie dawnych aktorów. Mówi o zmianach, które musiały nadejść nie tylko w przemyśle filmowym, ale również w społeczeństwie. U Tarantino dostajemy to wszystko z widokiem na Hollywood Hills.

Szaleństwo Los Angeles czyli o fabule słów kilka

Jeden z głównych bohaterów Pewnego razu w Hollywood, Rick (Leonardo DiCaprio), po latach nieobecności wraca do miasta jako dawna gwiazda. Czuje się przegranym artystą, co zresztą nie omieszka dosadnie uświadomić mu Marvin Schwarzs (Al Pacino). Aktor ma jednak kogoś, dzięki komu jest w stanie uwierzyć, że jego pięć minut sławy jeszcze przed nim – kaskadera Cliff’a Booth’a (Brat Pitt). Co ciekawe, reżyser pokazuje nam dwie postaci (notabene głównych bohaterów), które zupełnie odmiennie postrzegają pracę w Hollywood. Rick chce błyszczeć, marzy o roli w filmie jednego z najsłynniejszych reżyserów w tamtym czasie, Romana Polańskiego (Rafał Zawierucha), który dopiero co pokazał światu Dziecko Rosemary i jest na fali sławy. Nie może pogodzić się ze zmianą w przemyśle filmowym, jaka zaszła w trakcie jego nieobecności w Los Angeles.

Nie chce dopuścić do siebie myśli, że są młodsi aktorzy od niego, którzy zaczęli nadawać Hollywood nowy kierunek pracy i za wszelką cenę pragnie wrócić na szczyt. Cliff, który sam kiedyś marzył, by zostać aktorem, jest oparciem dla Ricka w trudnych momentach. Nie prosi reżyserów o angaż w filmie, skupiając się na tym, żeby to przyjaciel został zauważony – mówiąc współczesnym językiem, Cliff jest „coachem” Ricka, który sam nazywa siebie „chłopcem na posyłki” i nie wydaje się, jakoby miało mu to przeszkadzać. Jest obserwatorem zachodzących zmian, jednak trzyma się na dystans.

Postawa Rick’a stoi w opozycji do młodych i pięknych Sharon i Romana. Para nadaje Hollywood świeżości, bawią się, korzystają z młodości i są symbolem nowej drogi, którą zaczęła podążać kinematografia początku drugiej połowy ubiegłego wieku.

Pewnego razu w Hollywood recenzja

Hollywood – spełnienie marzeń czy przekleństwo?

Osoby, które pójdą do kina, by zobaczyć historię Sharon Tate i sekty Mansona, mogą wyjść z seansu zawiedzione. Historia nie skupia się na zabójstwie aktorki i jej przyjaciół w takim stopniu, w jakim większość widzów przed premierą oczekiwała. Co nie znaczy, że dzieło na tym traci. Debra Tate, siostra Sharon, wypowiadając się publicznie o filmach czy książkach, które na przestrzeni lat opowiadały o historii jej starszej siostry, podkreślała, że zależy jej by, Sharon była zapamiętana za to, jakim była człowiekiem i jakie postacie filmowe wykreowała. Jednak to sposób, w jaki zginęła aktorka, często był centralnym punktem wszelkich poświęconych jej dokumentów. Tarantino wykorzystuje część tej historii – w końcu musi być trochę krwi i brutalności, ale pokazuje widzowi to w taki sposób, który zaskoczy niejednego widza, pozostaje więc artystycznie wierny ulubionej stylistyce postmodernizmu.

Co więcej, dzięki skupieniu na jasnej, a nie ciemnej stronie legendy Sharon Tate, Tarantino podkreśla swoistą baśniowość kina, którego rolą od zawsze było niejako ulepszanie rzeczywistości i jej idealizacja. Trop baśniowy obecny jest zresztą już w samym tytule filmu – Once Upon a Time… – to bowiem formuła rozpoczynające wszystkie dziecięce historie.

W tym sensie Pewnego razu w Hollywood stanowi również prywatną zemstę reżysera nad osobami, które ponad pół wieku temu niejako zniszczyły ową baśniowość kina i dokonały czynu zmieniającego kulturę na zawsze.

Krytycy zarzucają Tarantino zbyt długie sceny, niewiele wnoszące do fabuły. Jednak uważam, że niekiedy nawet milczenie na ekranie potrafi być przedstawione interesująco. Tak też jest w Pewnego razu w Hollywood. Reżyser skupia się na emocjach postaci, poświęcając tym scenom znaczną część filmu. Widzimy szczęśliwą Sharon, która ogląda w kinie film ze swoim udziałem, obserwując reakcję widzów czy Ricka, który przygotowuje się do roli powtarzając tekst i przechodząc przy tym cały wachlarz uczuć.

Widzimy prawdziwych ludzi, przeżywających swoje sukcesy i porażki – szczególnie w zestawieniu duetu Sharon – Rick można popatrzeć na Hollywood z perspektywy zwycięzcy i przegranego. Z drugiej strony można żałować, że Tarantino angażując takich aktorów jak Al Pacino czy Kurt Russell pozwala im pojawić się na ekranie tylko na chwilę.

Film Once Uopn a Time in Hollywood

Zaryzykuję stwierdzenie, że film pod względem aktorskim to majstersztyk – przy angażu Leonardo Di Caprio, Brada Pitta, czy wspomnianego wcześniej Al Pacino w zasadzie nie mogło być inaczej. Margot Robbie wygląda i zachowuje się niemal identycznie jak Sharon Tate, co potwierdziła Debra, siostra zamordowanej w ubiegłym wieku aktorki. Na wyróżnienie zdecydowanie zasłużyła również Margaret Qualley, wcielająca się w hippiskę Pussycat – postać do zagrania dodatkowo trudna, bo pojawia się najczęściej na ekranie w towarzystwie Brada Pitta, który od dawna ma wypracowany swój warsztat aktorski. Duet wyzwolonej młodej dziewczyny i kaskadera snującego się gdzieś na granicach Hollywood wydaje się refleksją nad zmieniającą się rzeczywistością.

Mówi się, że film Pewnego razu w Hollywood jest najbardziej osobistym dziełem reżysera, którego wczesne dzieciństwo przypadało właśnie na lata 60. XX wieku. Koniec niewinnej epoki Fabryki Snów można nieśmiało próbować porównać z końcem beztroskich lat reżysera (po raz kolejny pojawia się tu zresztą trop baśniowy). W końcu, kto z nas nie chciałby wrócić chociaż przez chwilę do lat dziecięcych? Tarantino próbuje w filmie zbudować miasto, które pamięta z dawnych lat. Powrócić do kultury, która przeminęła bezpowrotnie i trzeba przyznać, że wyszło mu to świetnie.