„Sok z żuka” – z humorem o śmierci

Sok z żuka

 

Tytuł: “Sok z żuka” (“Beetle Juice”)

Rok produkcji: 1988

Reżyseria: Tim Burton

Obsada: Alec Baldwin, Geena Davis, Winona Ryder, Michael Keaton, Jeffrey Jones, Catherine O’Hara i inni

 

 

 

 

„Sok z żuka” Tima Burtona z 1988 roku opowiada o sympatycznym, trochę ciamajdowatym małżeństwie – Barbarze (Geena Davis) i Adamie (Alec Baldwin), którzy wracając ze sklepu, ulegają wypadkowi: przez błąkającego się psa ich samochód wpada do rzeki. Bohaterowie jak gdyby nigdy nic docierają do domu, który wprawdzie wygląda jak wcześniej, ale szybko orientują się, że coś się zmieniło: nikt ich nie widzi. Niebawem odkrywają tajemniczy poradnik dla świeżo zmarłych, a ponieważ na dodatek nie odczuwają bólu, dochodzi do nich, że nie przeżyli wypadku…

„Sok z żuka” – historia Barbary i Adama

Bohaterowie „Soku z żuka” są duchami, którzy muszą żyć w swoim domu 125 lat. Najgorsze jednak, że do budynku wprowadza się hałaśliwa i ekscentryczna rodzina, która bardzo działa im na nerwy. Okazuje się jednak, że tajemnicza nastolatka Lydia (Winona Ryder) dostrzega ich obecność i nawiązuje z nimi znajomość. Kiedy małżeństwu nie udaje się swoimi sztuczkami wygonić intruzów, a ich przewodniczka z zaświatów zostawia ich samym sobie, kontaktują się wbrew jej radom z Beetlejuicem, wypowiadając trzy razy jego imię.

Beetlejuice czyli tytułowy Sok z żuka (Michael Keaton) to też zmarły egzorcysta, który okazuje się wyjątkowo antypatycznym osobnikiem. Żyje sobie na wielkiej makiecie miasteczka stworzonej przez Adama. Nie wzbudza zaufania małżeństwa, więc w końcu rezygnują z jego usług, ale skoro go wywołali, tak szybko nie odpuści…

Sok z żuka film

„Sok z żuka” – kilka słów o charakteryzacji i aktorstwie

W odniesieniu do „Soku z żuka” trzeba podkreślić, że Oscar za charakteryzację jest zasłużony, nie wyróżniającego się wyglądem przecież Michaela Keatona naprawdę ciężko poznać pod postacią szkaradnego, wymalowanego, pstrokato ubranego osobnika. Zresztą Keaton miał ogromny wpływ na to, jaka powinna być postać Beetlejuicea – jest tutaj sprośny, ekspresyjny, wredny i zabawny. Jego obecność na ekranie nie trwa może długo, ale aktor potrafi zdominować cały film i trzeba przyznać, że pamięta się głównie jego, aż dziwne że Keaton nie otrzymał nagrody za tą rolę… Świetna jest również Catherine O’Hara jako zwariowana rzeźbiarka i macocha Lydii.

Fantastyczne wypada też otoczenie domu. Film realizowano w bardzo małym i niezwykłym stanie USA – Vermont. Sielska atmosfera, niewiele domków, wzgórza i lasy, tworzą nierzeczywistą i bajkową aurę.

„Sok z żuka” – groteskowy obraz zaświatów

„Sok z żuka” to zapadający w pamięć obraz pośmiertnej egzystencji. Z pewnością nie da się zapomnieć wizyty małżeństwa w zaświatach oraz tego, jak je przedstawiono. Zmarłe osoby noszą ślady okoliczności swojej śmierci (co ciekawe małżeństwo Maitlandów tego nie ma) – recepcjonistka ma podcięte żyły, woźny jest spłaszczony po przejechaniu przez auto, w poczekalni czeka osobnik całkiem spopielony przez papierosy, które go wykończyły. Zaświaty przypominają duży, bardzo ruchliwy i chaotyczny urząd. Nieboszczyki z numerami oczekują na swoją kolejkę, a wszystkich obowiązują długie, biurokratyczne procedury. Są tu nowi, oczekujący i jest też sala duszy potępionych.

Film Sok z żuka recenzja

Kto nie lubi groteski i satyry, abstrakcyjnego i czarnego humoru, ten nie polubi kina Tima Burtona. Albo się nie czuje tego klimatu, albo się go, jak ja, uwielbia. Wspomnianą karykaturalność widać przede wszystkim w bardzo dziecinnych jak na dzisiejsze czasy efektach specjalnych i bardzo zwariowanych chwytach – potwór niczym dziecięcy wytwór z plasteliny, zabawa gałkami ocznymi, uciekająca szczęka z zębami. „Sok z żuka” to bardziej czarna komedia niż horror. Śmierć w naszej kulturze kojarzy się z mrokiem, smutkiem, tutaj natomiast przedstawiono ją humorystycznie i z dystansem.

Maitlandowie nie są załamani śmiercią, traktują ją jak przejście do innego etapu, w którym trzeba się odnaleźć. Zaświaty są pokazane w zabawny i prześmiewczy sposób. A jednocześnie gdy Lydia myśli o samobójstwie, Barbara przekonuje ją że najpierw trzeba swoje życie przeżyć jak najlepiej i że jest ono dużą wartością. Także w tym pozornie niepoważnym i jakże atrakcyjnym filmie, można znaleźć głębokie przesłanie, że warto żyć i starać się być z innymi w zgodzie.