„Squid Game”. Recenzujemy nowy hit Netflixa

Squid Game

 

Tytuł: „Squid Game” („Ojing-eo Geim”)

Rok produkcji: 2021

Reżyseria: Hwang Dong-hyuk

Obsada: Lee Jung-jae, Park Hae-soo, Jung Ho-yeon, O Yeong-su, Gong Yoo, Lee Byung-hun i inni

 

Kino Korei Południowej od pewnego czasu stanowi jedną z moich największych pasji, a także przedmiot filmowych badań. Będąc po seansie mistrzowskiej, wielowymiarowej trylogii zemsty Parka Chan-wooka, brutalnego i uderzającego we wszystkie zmysły psychologicznego thrillera „Ujrzałem diabła”, wstrząsającego dramatu podejmującego temat pedofilii „Silenced” czy porażającej naturalizmem „Oazy” podchodziłam sceptycznie do najnowszego hitu Netflixa, jakim jest serial „Squid Game”. Jak się okazało – słusznie.

„Squid Game” faktycznie urzeka pierwszorzędną warstwą techniczną, olśniewającym aktorstwem i ważnymi kontekstami społecznymi, jednak nie jest to produkcja pozbawiona wad – bywa do bólu przewidywalna, a wypowiadane w jej kontekście określenia o „głębokim, szokującym przekazie”, „naturalizmie” czy „brutalności” zwyczajnie bledną w konfrontacji z faktycznymi arcydziełami południowokoreańskiej kinematografii.

„Squid Game” – nowy hit Netflixa

Nowy serial wyreżyserowany przez Hwanga Dong-hyuka dla Netflix „Squid Game” od początku odnosi niewiarygodne sukcesy. Dość wspomnieć, że zaledwie 28 dni od premiery przyciągnął przed ekrany ponad 111 milionów widzów, bijąc wszelkie rekordy. Popularność koreańskiego serialu przeszła najśmielsze oczekiwania zarówno platformy, jak i koneserów kina Korei Południowej. Rozgłos wokół „Squid Game” nie wiąże się jednak tylko z zachwytem publiczności z całego świata czy zaciekłą dyskusją krytyków. Coraz częściej można usłyszeć negatywne głosy na temat nowej produkcji Netflixa, przestrzegające zwłaszcza młodych odbiorców i ich rodziców przed rzekomo zgubnym, deprawującym wpływem serialu.

Squid Game Netflix

Ambiwalentność serialu „Squid Game”

„Squid Game” przykuwa uwagę konsekwentną, oryginalną estetyką, sugestywnymi motywami kolorów czy figur geometrycznych (koło, kwadrat, trójkąt), a w końcu światem przedstawionym budowanym na zasadzie kontrastów, zarówno w kontekście różnic ekonomicznych (luksusowe apartamenty ulokowane w wieżowcach kontra ponury obraz świata biedoty), jak i klasowych (opozycja obozowych, skrajnych warunków bytowania walczących na śmierć i życie uczestników gry oraz pełne przepychu, ekskluzywne wnętrza VIP-ów opłacających brutalne rozgrywki).

Ważny jest również uniwersalny przekaz serialu Netflixa oddający realia południowokoreańskiego społeczeństwa mierzącego się na co dzień z finansowym zadłużeniem i walką o godny byt. „Squid Game” to bowiem fatalistyczna opowieść o niesprawiedliwościach oraz z góry skazanej na klęskę nierównej walce z systemem wykluczającym słabsze jednostki. Ponadto serial podejmuje odwieczny temat żądzy władzy i pieniędzy, dla których człowiek jest w stanie posunąć się do najdrastyczniejszych kroków, zatracając samego siebie.

Nowy serial Netflixa „Squid Game” to poprawnie zrealizowana i chwilami naprawdę dobra produkcja, jednak dostrzegam w niej kilka zasadniczych wad. Wiele z rozwiązań fabularnych jest przewidywalnych, a niektóre wątki rażą patosem (wspólna śmierć graczy 212 i 101 czy postępowanie zwycięzcy po zakończeniu gry, który mimo miliardów na koncie wraca do wcześniejszego życia na skraju nędzy). „Squid Game” ma kilka mocnych momentów, jak piąta gra rozegrana na szklanym moście, będąca doskonałą wykładnią suspensu czy wdzięczne wątki przyjaźni głównego bohatera z graczem 001 oraz uczestniczek 067 i 240. Thriller Netflixa budzi skrajne emocje, począwszy od wzruszenia, przez napięcie i rozbawienie na złości i rozżaleniu kończąc. Mam jednak wrażenie, że wzbudzane w nas nastroje są zazwyczaj wymuszone, a całości brakuje niekiedy autentyzmu i powściągliwości.

Squid Game sezon 1

„Squid Game” Netflixa – aktorzy

Do jednych z największych atutów „Squid Game” należą z pewnością wyraziste, świetnie rozpisane postaci, a także olśniewające kreacje aktorskie. To rysuje przed nami interesujący przekrój społeczeństwa nie tylko Korei Południowej, ale też całej ludzkości. Mamy tu zarówno typowe czarne charaktery kierujące się egoistycznymi pobudkami, jak i bezinteresownych, dobrych bohaterów, których naiwność ściąga jednakże na nich samych katastrofę, a także jednostki ambiwalentne moralnie, w których na oczach widza dochodzi do kluczowej przemiany. Należy przy tym odnotować, że gra azjatyckich aktorów jest bardzo specyficzna, nastawiona na ekspresyjność, co często zwraca uwagę widzów, którzy do tej pory nie mieli styczności z koreańskim kinem.

W głównych rolach wystąpili Lee Jung-jae jako Seong Gi-hun (gracz 456), Park Hae-soo w roli Cho Sang-woo (gracz 218), Jung Ho-yeon portretująca Kang Sae-byeok (gracz 067) oraz O Yeong-su jako starszy mężczyzna z guzem mózgu Oh Il-nam (gracz 001), dla których „Squid Game” okazało się przełomem w karierze. Aktorzy momentalnie zyskali bowiem międzynarodową sławę i uznanie, co jest znaczące zwłaszcza dla blisko osiemdziesięcioletniego O Yeong-su, odnoszącego od lat 60. XX wieku imponujące sukcesy w teatrze. W serialu „Squid Game” pojawiają się również rozpoznawalne już na zachodzie nazwiska słynnych południowokoreańskich aktorów, jak znanego z „Zombie Express” (2016) Gonga Yoo czy Lee Byung-huna występującego w dziełach pokroju „Słodko-gorzkie życie” (2005) i „Ujrzałem diabła” (2010).

Squid Game recenzja

„Squid Game” – skąd ten fenomen?

Myślę, że fenomen nowego serialu Netflixa „Squid Game” zrodził się wśród osób nieobeznanych dotychczas ze specyfiką koreańskiego kina. Doskonale pamiętam, co zachwyciło mnie samą po pierwszym w życiu seansie filmu pochodzącego z Korei Południowej, jakim było dzieło „Pan Zemsta” (2002) Parka Chan-wooka – niezwykle ekspresyjne aktorstwo, techniczna maestria, brak tematów tabu i poprawności politycznej, tak różny od typowo hollywoodzkich produkcji, skrajne emocje rodzące się w odbiorcy, a w końcu swoiste filozofowanie z wielkiego ekranu. I choć „Squid Game” realizuje te cechy połowicznie, to mam nadzieję, że w połączeniu z niedawnym rozgłosem wokół genialnego „Parasite” (2019) Bonga Joon-ho zwróci jeszcze większą uwagę widzów na dorobek południowokoreańskich twórców, którzy jak nikt inny potrafią posługiwać się emocją, symbolem i środkami technicznymi, dając wyraz swej bezgranicznej miłości do X muzy.