„Truposz” Jima Jarmuscha – „western psychodeliczny”

TruposzTytuł: Truposz (Dead Man)

Rok produkcji: 1995

Reżyseria: Jim Jarmusch

Obsada: Johnny Depp, Gary Farmer, Cole Wilson, Iggy Pop, John Hurt, Robert Mitchum i inni

 

 

 

 

Jim Jarmusch należy do czołowych przedstawicieli amerykańskiego kina niezależnego. Truposz to dzieło niezwykłe, polemizujące z gatunkową konwencją, a także odsłaniające paradoksy człowieka współczesnego i jego drogę ku samoświadomości. Sam twórca określił swój obraz mianem „westernu psychodelicznego”. Film wyróżniono statuetką Europejskiej Akademii Filmowej.

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie

Truposz nie jest dziełem dla wszystkich, zrealizowanym pod dyktando publiczności i to właśnie w tym tkwi jego siła. Jim Jarmusch stworzył film artystyczny, o oniryczno-surrealistycznym klimacie, z czarno-białymi zdjęciami, gitarą Neila Younga i niezwykłym humorem. Fenomenalną kreację głównego bohatera stworzył w nim młody Johnny Depp.

William Blake (Johnny Depp) to księgowy, który przemierza długą podróż na wschód Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu pracy. Kiedy dociera do położonej w prowincjonalnym miasteczku fabryki bezwzględnego Johna Dickinsona (Robert Mitchum), okazuje się, że obiecane mu stanowisko zostało już obsadzone. Samotny i zagubiony w nieznanym środowisku Blake odnajduje pocieszenie w ramionach pięknej Thel Russell (Mili Avital). Niespodziewanie do mieszkania dziewczyny przybywa były narzeczony, który nakrywa ją z Wiliamem.

Truposz film recenzja

Dochodzi do strzelaniny, w której wyniku ginie Thel i napastnik, a sam Blake staje się mordercą. Postrzelony i pół-przytomny ucieka, a w pościg za nim ruszają łowcy nagród. Jego życie ratuje Indianin imieniem Nikt (Gary Farmer), przekonany, że ranny mężczyzna to słynny poeta, o tym samym nazwisku – William Blake. Księgowy z pomocą Nikogo ruszy w niezwykłą podróż, która okaże się duchową inicjacją.

Obalenie amerykańskiego mitu

Jim Jarmusch igra z konwencją najbardziej amerykańskiego gatunku – westernu. Znajdująca się w samym centrum motywacji westernu walka dobra ze złem, zostaje zastąpiona w Truposzu zwycięstwem przemocy nad wzniosłymi ideami. Jarmusch konstruuje karykaturę Dzikiego Zachodu, o groteskowej stylistyce i demitologizuje amerykańską historię. Honor i odwaga giną w interesowności i zdradzie tutejszych rewolwerowców, groźny złoczyńca śpi z pluszowym misiem, a traperzy przebierają się w damskie stroje i wykłócają, kto ma pierwszeństwo zgwałcenia nowego kolegi.

Truposz i bycie-ku-śmierci

Śmierć w Truposzu nabiera cech przypadkowości. Zabójstwo najczęściej przychodzi niespodziewanie i mimo woli ekranowego bohatera. Absurdalny mord dokonuje się również na natury, co obrazują ujęcia niezliczonej ilości czaszek zwierząt i nieuzasadnione strzelanie z pociągu do bawołów, których uśmiercone ciała zostają, ot tak, porzucone. Na jednym z głównych planów Truposza rysuje się też agresja i nienawiść do Indian, których wioski są palone, a na samych rdzennych mieszkańców urządza się krwawe polowania.

Dead man film

Tylko William Blake staje się wybrańcem, jedyną uprzywilejowaną jednostką, która ma szansę zmierzyć się z własną śmiercią. Z pomocą Nikogo przechodzi przez rytuał wprowadzenia w śmierć, wędrówkę prowadzącą do samopoznania i zaczyna sięgać ponad własną świadomość. Odejście Blake’a to powrót do tradycji, uczynienie ze zgonu „sztuki pięknego umierania”, podniosłego zdarzenia na miarę wielkości samej egzystencji. Nawiązując do jednej z podstawowych kategorii filozofii Martina Heideggera, Blake staje w obliczu bycia-ku-śmierci, a to z kolei pozwala mu na doświadczenie pełni istnienia.

Człowiek u Jarmuscha powraca niejako do świata natury, znów znajduje się w jednym szeregu z równymi sobie zwierzętami, od których w rzeczy samej niczym się nie wyróżnia. Najważniejszą w tym kontekście okazuje się symboliczna scena, kiedy William Blake dotyka martwej sarny, znaczy swą twarz jej gęstą krwią, a następnie kładzie obok zwłok stworzenia. To najpiękniejszy moment filmu, podniosły i tajemniczy, zbliżający nas do uchwycenia sensu (czy też bezsensu) naszej obecności w świecie.

Wszyscy jesteśmy truposzami

Co ważne, bohaterowie Truposza są oderwani od rzeczywistości, zbyt inni, aby dopasować się do środowiska i zostać zaakceptowanym. Nikt to Indianin pojmany przez Anglików, który żyjąc w Wielkiej Brytanii zakochał się w mistycznej poezji Williama Blake’a, a kiedy powrócił do Ameryki, został nazwany kłamliwym i wykluczony ze swego plemienia. Księgowy William Blake dziwi mieszkańców prowincji swym krzykliwym garniturem z Cleveland, dobrymi manierami i nienaganną higieną. Świat Truposza to świat dekadencji, odarty ze wszelkich złudzeń i marzeń, których symbolem stają kwiaty z papieru, rozdawane przez pełną nadziei Thel na chwilę przed gwałtowną śmiercią.

Film Truposz Jarmusch

Tytułowy „truposz” to człowiek nie tylko końca XIX wieku, ale też człowiek współczesny. Wszyscy jesteśmy truposzami – zdaje się mówić z ekranu Jim Jarmusch. Dlaczego? Kierujemy się pozornymi wartościami, doświadczenie istnienia nie ma w sobie niczego z mistyki, a życie i śmierć to zwykły przypadek. Jednak kiedyś wcale nie było lepiej – powrót do tradycji i natury czy wkroczenie na wyższy poziom świadomości okazują się w Truposzu równie zgubne, co kultura i nowoczesność. To sprawia, że film Jima Jarmuscha obok swego niepowtarzalnego humoru i legendarnych dialogów jest tak naprawdę obrazem pesymistycznym, odsłaniającym nasze skrywane pod pozorami wady, który pozostawia po sobie uczucie pustki. I dzięki temu Dead Man jest arcydziełem.