„Twój Vincent” – lot nad kruczym gniazdem

Twój Vincent

Tytuł: Twój Vincent (Loving Vincent)

Rok produkcji: 2017

Reżyseria: Dorota Kobiela, Hugh Welchman

Obsada (głosy): Robert Gulaczyk, Douglas Booth, Jerome Flynn, Helen McCrory i inni

 

Twój Vincent zasługuje na miano jednego z najbardziej nowatorskich filmów ostatnich czasów. Polsko-brytyjska produkcja to niepodważalny wyraz uznania dla holenderskiego malarza Vincenta van Gogha, a także nie lada gratka dla koneserów jego sztuki.

Oryginalność i artystyczna wrażliwość filmu jawią się widzom z wszelkiej możliwej strony – nie sposób nie wspomnieć, że jest to pierwsza na świecie animacja, wykonana techniką malarską przez ponad 100 malarzy z różnych krajów. W kilku słowach, film Doroty Kobieli i Hugh Welchmana ukazuje historię życia, a także zagadkowej śmierci tytułowego artysty. Twój Vincent przykuwa uwagę nieznanymi przeciętnemu odbiorcy anegdotami, rodzącymi się wokół tajemniczej postaci van Gogha, słynącego z ekscentryczności.

Krytycznym okiem…

Ukazane w filmie oblicze malarza (niekiedy jednak wyidealizowane) nasuwa smutne refleksje związane z ludzką egzystencją. Samotność i głęboka melancholia bohatera, zostają podsycone końcowymi informacjami o życiowym niepowodzeniu – spośród ponad 800 obrazów, Vincent dożył sprzedaży zaledwie jednego. Współczucie bacznego obserwatora wiąże się ze swoistą artystyczną niesprawiedliwością, a ponadto niedocenieniem w odpowiednim czasie twórczości autora Słoneczników – jak się okazuje, ludzie musieli dojrzeć do rewolucyjności malarza, aby uznać jego nietuzinkowy talent.

Laureat Europejskiej Nagrody Filmowej coraz częściej budzi jednak skrajnie negatywne emocje. Można spotkać się z opiniami, że Twój Vincent to zmarnowany potencjał. Niektórzy zarzucają dziełu płytkość fabuły oraz brak możliwości interpretacyjnej, przy jednoczesnym uznaniu idei pomysłu na realizację oraz trudu związanego z urzeczywistnieniem animacji malarskiej. Po osobistych rozmyśleniach i konkluzjach a także pozytywnej reakcji zgromadzonej wokół kinowej widowni, komentarze tego typu budzą we mnie ogromne zdumienie. Film przede wszystkim wzrusza swoją autentycznością i co najważniejsze – awangardową definicją sztuki współczesnej, która jak widać ma się dobrze i nie wybiera na tamten świat. To odpowiedni przykład zakończonej pomyślnie próby ocalenia chylącej się ku upadkowi – według niektórych krytyków – dziesiątej muzy.

Twój Vincent – metafora kruka

Vincent film

Vincent Van Gogh, Pole pszenicy z krukami

Obok poruszających listów van Gogha i szczerych wspomnień bliskich mu osób ukazywanych w filmie Twój Vincent, moją uwagę przykuł wątek, którego pragnę nazwać motywem kruka. Kruki są nieodłącznym elementem fabuły filmu – nieustannie można dostrzec zaprezentowane ptaki w locie, często skierowane wprost na widza, niczym „wylatujące z ekranu” do kinowej sali. Ponadto przez większość seansu da się słyszeć ich gardłowe krakanie, pełniące swoiste tło zdarzeń rozgrywanych na zewnątrz. Ilekroć główny bohater opuszcza zabudowania, w dalszej drodze towarzyszy mu ich śpiew, co więcej – są to odgłosy jedynie kruków, w tym filmie nie ma miejsca na inne ptactwo!

O powiązaniach symboliki kruka i jego dyskretnej czy subtelnej funkcji pełnionej w owej realizacji, a samą twórczością malarza, świadczy obraz van Gogha z 1890 roku Pole pszenicy z krukami (wiernie oddany w filmie wraz z wieloma innymi dziełami). Bez wątpienia obraz ten został stworzony, jako jedna z ostatnich prac artysty, toczą się również spory o to, czy nie był w ogóle ostatnim dziełem, powstałym w dniu postrzelenia się Vincenta. Jak widać kruki musiały być wysoko cenione przez malarza, jako wartość metaforyczna, chociażby ze względu na poświęcenie im jednej z prac.

Jednak jest jeszcze drugie uzasadnienie tej hipotezy. Momentem kulminacyjnym metafory kruka, a zarazem chwilą niezwykle poruszającą w Twoim Vincencie jest scena, w której wioślarz relacjonuje głównej postaci zabawną z jego punktu widzenia historię. W czasie, gdy Vincent oddawał się rutynowo malowaniu nad rzeką, usiadł nieopodal niego kruk, który zaczął zjadać lunch artysty. Wioślarza zadziwiła reakcja van Gogha, a raczej jej brak – malarz z uśmiechem na ustach spokojnie przyglądał się ptaku, nie przeganiając go. „Pomyślałem wtedy, że musi być strasznie samotny, skoro nawet obecność kruka go tak ucieszyła” – tymi oto słowami podsumował zaistniałą sytuację bohater.

Van Gogha stosunek do śmierci

Jednak nie tylko o samotność tutaj chodzi. Moją uwagę przez większą część seansu skradł stosunek Vincenta do śmierci. Jak doskonale wszyscy wiemy, jest to tematyka trudna dla większości osób. Lęk przed utratą życia towarzyszy nam w codziennym boju, niekiedy przysparzając wielu trudności. Przeważnie stawiamy znak równości między słowami przemijalność, a strach – jednak nie tytułowy Vincent! Dzięki cytowanym listom malarza zapoznajemy się ze zdumiewającym spokojem, jaki go ogarnia w kontekście śmierci. Artysta się nie boi, jednak jak sam twierdził: „Miewam… straszną potrzebę… czyż wypowiem to słowo?… religii. Wychodzę wtedy nocą i maluję gwiazdy.”

Loving Vincent Dorota Kobiela recenzja

„Tak w życiu, jak i w malarstwie mogę sobie poradzić bez Pana Boga. Nie mogę natomiast istnieć ja – człowiek cierpiący, bez czegoś większego ode mnie, czegoś, co wypełnia całe moje życie – bez siły twórczej.” – może to właśnie owa siła twórcza determinowała, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, akceptację ludzkiej przemijalności przez Vincenta?

Nietypowy stosunek malarza do śmierci budzi we mnie tym większy podziw z powodu jego ubogiego (materialnie) życia, samotności i zdolności do realistycznego osądu świata, w jakim się znajdujemy – jak sam mawiał: „Nasze życie to wieczny rozbrat marzenia z rzeczywistością”. Vincent cieszył się na myśl o końcu istnienia, można rzec z ironiczną nutą – zniecierpliwiony, był w stanie nawet go przyspieszyć. Odzwierciedleniem tej myśli w filmie jest właśnie metafora kruka, praktycznie od początku istnienia ludzkości utożsamianego z symbolem śmierci. Scena, w której Vincent z półuśmiechem przygląda się ptakowi, równie dobrze mogłaby być momentem, gdy artysta śmieje się mrocznemu żniwiarzowi prosto w twarz.

Sztuka, jako sens ludzkiego istnienia

W Twoim Vincencie dostrzegam jakże uniwersalny sposób rozumienia sztuki – zbawicielki, w której twórca pokłada całkowicie sens własnej egzystencji. Artystyczne spełnienie Vincenta otworzyło przed nim, jakkolwiek by to nie brzmiało, radosną drogę ku śmierci. „Dobrze jest umierać, gdy ma się świadomość, że zrobiło się w życiu coś naprawdę dobrego, że pozostanie się w pamięci choćby kilku ludzi i będzie się przykładem dla potomnych.” – pomimo niedocenienia malarza za życia, odczuwał on wielkość i przyszłe zrozumienie własnej sztuki przez kolejne pokolenia. Faktem urzeczywistniającym przypuszczenia Vincenta było pozostanie całej kinowej widowni, pogrążonej w głębokiej ciszy, nawet na napisach końcowych filmu – nigdy nie widziałam podobnej sytuacji… i wątpię, aby szybko się to powtórzyło. Jakże ogromną rację miał „nasz” Vincent!