Wojciech Pszoniak – w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej

Wojciech Pszoniak

Wojciech Pszoniak – Ziemia Obiecana

Jego aktorska plastyczność pozwoliła mu na genialne i różnorodne kreacje – znamy go jako żydowskiego handlowca z “Ziemi Obiecanej”, francuskiego polityka czasów rewolucji w “Dantonie” czy tytułowego Korczaka. Wojciech Pszoniak nigdy nie porzucił teatru, chociaż było to jednoznaczne z życiem na walizkach. Tym bardziej, że mieszkając w Paryżu, nie chciał rezygnować ze scen polskich.

Urodził się 2 maja 1942 roku we Lwowie, chociaż jego pierwsze, dziecięce wspomnienia związane były z Gliwicami, dokąd rodzina Pszoniaków przeniosła się w 1946 roku. Od najmłodszych lat przejawiał talenty artystyczne – grał na skrzypcach i klarnecie, uczęszczał do szkoły muzycznej oraz występował w amatorskich teatrzykach. Wkrótce przeniósł się do Krakowa, gdzie studiował na PWST i stawiał pierwsze poważne kroki w zawodzie aktora. Jeszcze w trakcie studiów występował w Teatrze STU, a po otrzymaniu dyplomu dał się poznać publiczności Teatru Starego w Krakowie, gdzie występował między innymi w sztukach reżyserowanych przez Konrada Swinarskiego, który dostrzegł talent młodego aktora i obsadził go w rolach Puka w “Śnie Nocy Letniej” Szekspira czy Aptekarza w “Sędziach” Wyspiańskiego.

Nie tylko Moryc Welt – rozkwit kariery Pszoniaka na Zachodzie

Wojciech Pszoniak z początkiem lat 70. rozpoczął współpracę z Andrzejem Wajdą, którą zainaugurowała rola Piotra Wierchowieńskiego w „Biesach” Dostojewskiego w Teatrze Starym w Krakowie. Po epizodzie na deskach teatru, reżyser obsadził młodego aktora w swoich filmowych dziełach. W 1972 roku Pszoniak otrzymał rolę Dziennikarza i Stańczyka w filmowej ekranizacji „Wesela” Wyspiańskiego. Dwa lata później wystąpił jako Moryc Welt w „Ziemi Obiecanej”. Rola ta na zawsze pozostanie już najpopularniejszą w dorobku artystycznym aktora, a na ekranie wyłania się cały kunszt jego aktorskiego geniuszu. Film był wielokrotnie nagradzany w kraju i zagranicą, można by rzec, że „otarł się” o Oscara, otrzymawszy nominację do nagrody.

Pszoniak

Pszoniak – Wesele Andrzeja Wajdy

Amerykańscy krytycy filmowi zwracali uwagę na rzekomy antysemityzm, a dystrybutorzy nie wyświetlali filmu w kinach największych amerykańskich metropolii, co skutkowało brakiem możliwości dotarcia do większej, międzynarodowej widowni. Nie zatrzymało to jednak aktorskiej drogi Wojciecha Pszoniaka, który w kolejnych latach występował między innymi w niemiecko-francuskim filmie „Blaszany bębenek” Volkera Schlöndorffa czy w „Austerii” Jerzego Kawalerowicza. W 1982 roku ponownie pojawił się w filmie reżyserowanym przez Wajdę – mowa o “Dantonie”, gdzie Wojciech Pszoniak wcielił się w jedną z głównych ról – Robespierre’a, a tytułowego Dantona zagrał znany francuski aktor Gérard Depardieu. Oprócz licznych nagród, jakie uzyskał film oraz Pszoniak za swoją rolę – między innymi nagrodę World Film Festival w Montrealu za najlepszą rolę męską w 1983 roku, dzieło to miało również wpływ na dalsze życie prywatne i zawodowe aktora. Gdy zaczynały się prace nad filmem, w Polsce wprowadzono stan wojenny. Reżyser z częścią ekipy filmowej przeniósł się do Francji, chociaż początkowo zakładał, by film nakręcić głównie w Polsce. Po zakończeniu zdjęć Wojciech Pszoniak zdecydował się pozostać nad Sekwaną.

Występował na wielu scenach Europy w tym chociażby w paryskim Teatrze Chaillot czy w londyńskim Teatrze Apollo, a także w filmach francuskich, niemieckich i brytyjskich. Gościnnie grał również na deskach polskich teatrów, współpracując z największymi polskimi reżyserami teatralnymi. W 1990 roku Pszoniak wcielił się w Janusza Korczaka w filmie „Korczak” w reżyserii Andrzeja Wajdy, a w kolejnych latach występował między innymi w obrazach „Brat Naszego Boga” Krzysztofa Zanussiego, „Zmowa Milczenia” Grahama Guit’a, „Mała Matura” 1947 Janusza Majewskiego, „Czarny Czwartek” Antoniego Krauzego i „Carte Blanche” Jacka Lusińskiego. Jego ostatnią rolą w polskiej produkcji jest postać Felicjana Zuppe w filmie „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” w reżyserii Janusza Majewskiego zaś ostatnim francuskim dziełem był film “Gdybyś mu zajrzał w serce” z 2017 roku. Aktor chętnie występował w teatrze radiowym, odgrywając w całej swojej karierze ponad trzysta ról w słuchowiskach, za które uzyskał w 2015 roku nagrodę Splendor Splendorów, przyznawaną za całokształt twórczości radiowej.

Wojciech Pszoniak i duch kresowych przodków

Chociaż Pszoniak nie mógł pamiętać swoich pierwszych lat życia, aktor niekiedy wspominał o swoim kresowym pochodzeniu i przywiązaniu rodziców do tego miasta – podkreślał, że jego matka często chodziła do Opery Lwowskiej, zbierając libretta i programy, wychowała się na Bogdanówce, czyli żydowskiej dzielnicy Lwowa. W jednym z wywiadów aktor stwierdził, że być może to doświadczenie jego matki, która wychowała się wśród Żydów i straciła przez holocaust większość swoich przyjaciół z lat młodzieńczych, a później przekazywała swoje wspomnienia synowi, pomogło mu przygotować się do roli żydowskiego pośrednika handlowego.

Pszoniak Wojciech

Wojciech Pszoniak w filmie Blaszany bębenek

Żartobliwie wspominał, że to dzięki matce rozpoczął karierę aktorską w dzieciństwie: „To matka zrobiła ze mnie aktora. Kiedy miałem gorączkę zawsze uznawała, że udaję i posyłała mnie do szkoły. Musiałem wspinać się na wyżyny aktorstwa, żeby przekonać ją do choroby”. Ojca wspominał jako osobę tęskniącą za rodzinnym miastem – szczególnie, że jego marzeniem była budowa domu na jednej z działek pod Wysokim Zamkiem, z której rozciągał się widok na cały Lwów. Budowa miała rozpocząć się we wrześniu 1939 roku, jednak z uwagi na rozpoczęte działania wojenne nie doszła nigdy do skutku. Aktor wspominał, że w domu w Gliwicach jako dziecko rysował bazgroły na kartkach z planem budowy lwowskiego domu.

Pszoniak często podkreślał, że jego ojciec zmarł młodo z „tęsknoty za Lwowem”. Jeszcze w 2011 roku aktor w rozmowie z Tadeuszem Lubelskim dla „Tygodnika Powszechnego” wspominał, że ma swój wyobrażony obraz miasta, stworzony na podstawie rodzinnych wspomnień i fotografii. Podkreślał, że nie chce odwiedzać Lwowa, by nie burzyć sobie wyimaginowanej wizji tego miejsca, które przecież musiało się przez tyle lat zmienić tym bardziej, że miał w pamięci słowa, jakie w kontekście Lwowa skierował do niego Tadeusz Różewicz: „miasto tworzą ludzie”. W 2015 roku aktor zdecydował się ostatecznie odwiedzić rodzinne strony, promując swój monodram „Belfer” oraz film „Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy” na Przeglądzie Najnowszych Filmów Polskich Pod Wysokim Zamkiem.

Pytany o wrażenia z wycieczki do rodzinnego miasta mówił: „Byłem mały, moi bracia byli dużo starsi, kiedyśmy wyjechali ze Lwowa. Dwa lata temu byłem po raz pierwszy we Lwowie dzięki Januszowi Majewskiemu. Pojechaliśmy tam, ja ze swoim spektaklem, moim monodramem „Belfer”. Tam kochają naszą kulturę. Odwiedziłem Park Stryjski, gdzie moja mama chodziła z wózeczkiem, mam zdjęcia. Byłem, odwiedziłem. Lwów jest nieruszony wojną, więc ta tkanka jest ta sama. To miasto jest dalej takie, jakie było: Hotel George, tylko to już nie jest ta klasa, do którego chodzili moi rodzice, Teatr Lwowski – odwiedziłem te miejsca, które znam z opowiadań”.

Wojtek Pszoniak

Pszoniak w filmie Danton

Piękno prawdziwej miłości

Życie prywatne Wojciecha Pszoniaka, mimo że od początku jego kariery ciekawiło zarówno fanki, jak i kolorową prasę, obyło się bez większych skandali. Aktor w 1977 roku poślubił Barbarę Lasocką, historyczkę teatru, o której zawsze z szacunkiem i miłością wypowiadał się publicznie: „Pobraliśmy się z ogromnej miłości i ta miłość jest w nas nadal. Jesteśmy oddanymi sobie ludźmi. Może gdybyśmy się nie kochali, nie byłoby to takie proste. Basia jest znakomitą żoną. Z nią wszystko jest piękne.” Gdy w trakcie stanu wojennego żonie aktora odmówiono wydania paszportu, by mogła dołączyć do męża we Francji, który właśnie miał rozpoczynał zdjęcia do „Dantona”, Wojciech Pszoniak zastanawiał się nad rezygnacją z roli i powrotem do ojczyzny. Ostatecznie udało im się zamieszkać w Paryżu. Małżeństwem byli przez 43 lata, aż do śmierci aktora, która nastąpiła 19 października 2020 roku.

Na koniec tego szkicu pozwolę sobie na pewnego rodzaju sentymentalne wspomnienie. Otóż oprócz niewątpliwych zasług w kinematografii, teatrze czy dubbingu, Wojciech Pszoniak był oddanym pedagogiem. Od 1974 roku przez sześć lat pełnił funkcję wykładowcy warszawskiej PWST (obecnie Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza). Po latach powrócił na tę uczelnię, gdzie przygotowywał młode pokolenie aktorów rozpoczynających swoją zawodową drogę na zajęciach noszących nazwę „Warsztat mistrzowski”. Będąc w 2015 roku studentką Akademii Teatralnej, miałam możliwość obserwowania zajęć prowadzonych przez profesora Wojciecha Pszoniaka, gdy przygotowywał sceny z początkującymi adeptami zawodu.

W mojej pamięci jawi się jako pedagog oddany swojej pracy, starający się wykrzesać ze swoich uczniów ich wszelkie aktorskie możliwości, których być może jeszcze nie są świadomi na tym początkowym etapie swojej teatralnej drogi. Wspierający, naprowadzający na poprawną interpretację danej postaci, niekiedy również surowy w ocenie, zawsze motywował studentów do pracy i doskonalenia swojego talentu. Gdy ze studentami-obserwatorami, czyli przyszłymi krytykami teatralnymi, omawiał poszczególne sceny, interpretacje i procesy wcielania się w rolę, zagłębiał nas w tajniki pracy aktora i zwracał uwagę na to, czego nie dostrzegliśmy w trakcie oglądania scen studentów aktorstwa. Dla niego liczył się nawet najmniejszy szczegół. Przypuszczam, że każdy student, któremu było dane uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez Pszoniaka w pewnym momencie dochodził do wniosku, że jedyną właściwą nazwę dla jego zajęć stanowiło właśnie określenie „Warsztat mistrzowski”. Wojciech Pszoniak niewątpliwie mistrzem był.

Bibliografia:

T. Lubelski, “Cebulaki mojej matki”, “Tygodnik Powszechny” 2011.

“Wojciech Pszoniak – spotkanie we Lwowie”, 9 Przegląd Najnowszych Filmów Polskich Pod Wysokim Zamkiem, FilmLwow.eu.

“Lwowskie sentymenty Wojciecha Pszoniaka”, Film. Interia.pl.

Arkadiusz Bartosiak, Łukasz Klinke, Marcin Meller, “Wojciech Pszoniak”, “PLAYBOY” nr 2, 2009 rok.

Olga Figaszewska, Ona była przy nim do końca. Oto niezwykła historia miłości Wojciecha Pszoniaka i jego żony. “Viva”.