Elena Anaya i jej filmowe role

Elena Anaya
Kino to potężne medium. Z jednej strony prezentuje prozaiczne historie, jakie znamy z własnego życia bądź doświadczeń bliskich nam osób, lecz z drugiej ukazuje również mrożące krew w żyłach opowieści podlane przemocą i perwersją, które w większości wypadków są nam całkowicie obce. Właśnie ta niemożność uczestnictwa w niecodziennych sytuacjach bijąca z ekranu nie pozwala nam oderwać od niego wzroku, gdyż, jak trafnie ujął to jeden z najważniejszych filozofów starożytności, Platon: „Dobrzy to ci, którzy zadowalają się marzeniami o tym, co w rzeczywistości czynią źli”.
Przekładając tę myśl na bardziej przystępny język, chodzi po prostu o to, że lubimy podglądać i jednocześnie napawać oczy tym, co postrzega się za moralnie potępione, a skoro siedzimy wygodnie w kinowym fotelu, gdzie z żadnej strony nie grozi nam najmniejsze niebezpieczeństwo, ekscytacja związana z rejestrowaniem coraz to bardziej kontrowersyjnych momentów wzrasta z każdą kolejną minutą.
Artystką specjalizującą się w tego rodzaju odważnych scenach, często ukazującą swoje roznegliżowane ciało, jak również portretującą osobowości psychologicznie skomplikowane i trudne do jednoznacznej oceny, jest hiszpańska aktorka, nieco już zapomniana, acz nadal aktywna zawodowo – Elena Anaya. Poniżej prezentujemy jej trzy najbardziej charakterystyczne role, które z uwagi na swoją seksualną intensywność, śmiałość w ukazywaniu nagości i kontrowersyjność na gruncie fabularnym odstraszyłyby wiele doświadczonych i uznanych gwiazd kina. Co więcej, hiszpańska aktorka dobitnie uświadamia widzom, że brak ubrania to również kostium, a ukazywanie różnego rodzaju wynaturzeń ma na celu ukazanie problemu, który – choć niekoniecznie związany z nami bezpośrednio – mimo to może kiedyś nam się przytrafić.
1. Elena Anaya jako Belén („Lucia i seks”, reż. Julio Medem, 2001)
„Lucia i seks” – zarys fabuły
Lucia to młoda dziewczyna pracująca w jednej z restauracji w Madrycie. Żyje w związku z pisarzem imieniem Lorenzo. Sześć lat wcześniej, kiedy mężczyzna jeszcze jej nie znał, odbył przygodny stosunek z niejaką Eleną. Po czasie dowiaduje się, że kobieta urodziła córkę. Wstrząśnięty, zostawia Luci krótki list pożegnalny, jednak nie wyjawia w nim prawdy. Kiedy kobieta zapoznaje się z jego treścią, w tym samym momencie odbiera telefon od policji. Zamiast wysłuchać tego, co funkcjonariusz ma jej do powiedzenia, rzuca słuchawką, a następnie wyrusza na jedną z wysp Morza Śródziemnego, przekonana, że ukochany odebrał sobie życie. Będąc na miejscu, przypadkiem poznaje Elenę…
Belén – przełomowa rola w karierze Eleny Anaya
Choć główną rolę w filmie Julio Medema odgrywa Paz Vega, za którą to kreację otrzymała nagrodę Goya dla najlepszej debiutującej aktorki, postać Belén – mimo że dalszoplanowa – jest równie istotna. To dorastająca dziewczyna pracująca w domu Eleny jako opiekunka. Poznaje Lorenzo na terenie szkoły, kiedy oboje doglądają jego córki. Następnie nawiązują niezobowiązujący romans. Belén zdradza Lorenzo, że jej matka pracowała do niedawna jako aktorka porno.
W celu wzbudzenia silniejszego podniecenia u mężczyzny, w perwersyjny sposób opowiada mu nie tylko o profesji rodzicielki i wyrafinowanych fantazjach, lecz również uzupełnia historię pikantnymi szczegółami ze swojego życia erotycznego. Ponadto pełni jeszcze inną, niezwykle kluczową rolę. To na bazie jej osoby Lorenzo buduje jedną z postaci, która okazuje się kluczowa dla jego nowej powieści. W efekcie Belén jest nie tylko namiętną kochanką z niepohamowanym apetytem seksualnym, lecz przede wszystkim muzą motywującą pisarza do ponownego tworzenia, gdyż do niedawna cierpiał na brak natchnienia.

Lucia i seks
„Lucia i seks” – dwie wersje filmu
Z powodu odważnych scen intymnych obraz Julio Medema upubliczniono w dwóch wersjach – ocenzurowanej, trwającej sto piętnaście minut, oraz kompletnej, dłuższej prawie o kwadrans. Erotyka odgrywa w filmie niezwykle ważną rolę, choć są momenty, gdzie subtelne ukazywanie seksu przybiera znamiona pornografii. Sceny intymne, w których oglądamy Paz Vegę czy odtwórczynię postaci Eleny – Najwę Nimri, mimo że odważne, cechują się artystycznym wyrafinowaniem, lecz to, co przed kamerą zrobiła Elena Anaya, wykracza daleko poza standardowe eksponowanie cielesności.
Odgrywana przez nią bohaterka, oglądając film porno z udziałem swojej matki, odtwarza bowiem poszczególne fragmenty, zaś dodatkowy wstrząs powoduje fakt, iż w pewnych momentach zaspokaja się sztucznym penisem. Wspomnianą scenę usunięto niemalże w całości. Podobnie jak fragment, w którym dochodzi do zbliżenia pomiędzy Belén a Lorenzo. Pośladki dziewczyny skierowane są wówczas w kierunku twarzy leżącego na plecach pisarza, natomiast jej głowa spoczywa na jego intymnych częściach ciała. Cała sekwencja skadrowana jest tak, że naszym oczom nie ukazują się „miejsca strategiczne”, lecz reakcje Belén. Moment, kiedy z grymasem rozkoszy na twarzy rozchyla dłońmi swoje pośladki, aby wygodnie usadowić się na obliczu kochanka, stanowczo przekracza granicę konwencjonalnej filmowej erotyki.
Równie wulgarną sceną, skróconą na potrzeby wersji ocenzurowanej, jest ta, w której dziewczyna obserwuje swoją rozebraną matkę w trakcie opalania na domowym balkonie. Niby nie ma w tym nic perwersyjnego, lecz cała sytuacja odbywa się w obecności pewnego mężczyzny. Okazuje się nim kochanek matki Belén, z którym dziewczyna wymienia dwuznaczne spojrzenia w trakcie obserwacji swojej rodzicielki. W ich oczach można wówczas wyczytać, iż relacja między nimi wychodzi daleko poza taktowne stosunki na gruncie ojczym – pasierbica.
Elena Anaya i jej wiarygodność w scenach intymnych
W wypadku odgrywania odważnych scen erotycznych aktorki zawsze mają możliwość skorzystania z pomocy dublerek. Julio Medem, znany ze swojego kreatywnego, acz bardzo nieskrępowanego podejścia do nagości, nalegał, by zarówno Paz Vega, jak i Elena Anaya w pełni zaangażowały się w powierzone im kreacje. W konsekwencji obie aktorki odegrały wszystkie sceny intymne samodzielnie. W obrazie hiszpańskiego reżysera seks nie działa na zasadzie atrakcyjnego dodatku, lecz wypełnia znaczną część opowieści, dlatego też pełne poświęcenie ze strony obsady, zwłaszcza jej damskiej części, było jak najbardziej właściwe.
O ile Paz Vega w roli Luci dominuje na ekranie, odgrywając śmiałe sceny erotyczne w sposób niezwykle naturalny, o tyle Elena Anaya – będąca na ekranie nie dłużej niż dwadzieścia minut – z uwagi na seksualną swobodę i erotyczną ofensywność swojej bohaterki wydaje się bardziej zmysłowa, a co za tym idzie, dłużej pamiętana. Scena masturbacji z jej udziałem okazała się na tyle perwersyjna, że można ją znaleźć na wielu portalach dla dorosłych.
Co więcej, jakby odseparować przytoczony fragment od reszty produkcji, faktycznie można odnieść wrażenie, iż mamy do czynienia z filmem porno, a nie dramatyczną historią o rozstaniu i leczeniu emocjonalnych ran. Za rolę Belén Elena Anaya otrzymała pierwszą w swojej karierze nominację do nagrody Goya, czyli hiszpańskiego odpowiednika Oscara.
2. Elena Anaya jako Alba („Noc w Rzymie”, reż. Julio Medem, 2010)
„Noc w Rzymie” – zarys fabuły
Dwie młode kobiety – Hiszpanka i Rosjanka, spotykają się przypadkiem w stolicy Włoch pierwszego dnia lata. Starsza o kilka lat Alba zaprasza Natashę do swojego pokoju w ekskluzywnym hotelu, aby uczcić ich ostatnią noc przed końcem urlopu. Młodsza z kobiet, z początku dość niechętna, oświadcza, że jest heteroseksualna, lecz bardziej doświadczona Hiszpanka ostatecznie przełamuje jej niezdecydowanie. Po krótkiej chwili nieznajome zaczynają prowadzić między sobą intymną grę, w której prawda miesza się z kłamstwem, a skoro od początku znajomości miały świadomość, iż to tylko jedna wspólna noc, karmią się coraz to bardziej poufałymi historiami ze swojego życia. W rezultacie z każdą kolejną opowieścią coraz mocniej zaczynają zbliżać się do siebie…

Noc w Rzymie
Drugie spotkanie Eleny Anaya z Julio Medemem
Julio Medem napisał rolę Alby specjalnie dla Eleny Anaya. W ich drugim wspólnym filmie hiszpańska aktorka wciela się w postać biseksualnej wynalazczyni pracującej obecnie nad nowym projektem – prototypem specjalnego motoru. To ona jest tą dominującą stroną w relacji z Natashą, choć im dłużej będziemy obserwować obie protagonistki, z czasem zauważymy, iż z początku zdystansowana Rosjanka nieintencjonalnie zacznie przejmować kontrolę nad związkiem. Przy czym nie chodzi tu o pojedynek na charaktery i racje, lecz uczucia. Coś, co na wstępnym etapie znajomości wydawało się bezpieczne, gdyż nie zobowiązywało żadnej ze stron do jakichkolwiek deklaracji, po upływie kilku wspólnie spędzonych godzin urośnie do poziomu czegoś emocjonalnie wiążącego.
Kiedy Elena Anaya i Julio Medem udali się do Rosji w celu znalezienia idealnej dziewczyny do kreacji Natashy, na miejscu zapoznali wiele aktorek i modelek, a kiedy wybrali już tę właściwą, w noc poprzedzającą ich wyjazd do Hiszpanii na zdjęcia próbne mąż wytypowanej artystki, po przeczytaniu scenariusza, nie wyraził zgody na jej udział w produkcji. Powodem była nagość i odważne sceny lesbijskie. Kiedy zrezygnowany reżyser w towarzystwie swojej muzy powrócili do Hiszpanii, podczas przesłuchania do roli w filmie, jakie zorganizowali w Barcelonie, odkryli ukraińską modelkę – Natashę Yarovenko. Pewni swojego wyboru, zaprosili ją do współpracy, co w ostateczności zaowocowało znakomitymi efektami.
„Noc w Rzymie” – efekt dyskrecji
Całą akcję „Nocy w Rzymie” usytuowano w jednym przestronnym pomieszczeniu i choć czołówka filmu prezentuje dwie główne bohaterki na ulicy przed hotelem, kamerę ulokowano na balkonie apartamentu. Właśnie z tego miejsca, na zasadzie ujęć z „lotu ptaka”, Julio Medem przedstawia nam Albę i Natashę. To wyraźny sygnał od reżysera, że kamera nie tyle nie opuści tytułowego pokoju, co otwarcie będzie napawać się jego wystrojem, wyposażeniem i intymną aurą. Mimo pięknej lokacji najważniejszymi ozdobami filmu pozostają jego dwa żywe obiekty egzystujące na dwóch różnych biegunach. I nie chodzi tu jedynie o dysharmonię na gruncie mentalnym, lecz również geograficznym. Hiszpania położona jest na południowym zachodzie Europy, zaś Rosja rozciąga się od wschodu Europy przez północną część Azji aż do Oceanu Spokojnego.
Jak widać, kobiety dzieli kilka przepaści, lecz mimo to znajdują one wspólny język. To porozumienie najlepiej materializuje się w łóżku i wannie do kąpieli. Sceny intymne, choć zajmują połowę filmu, poprzez swoją finezję i pomysłowość inscenizacyjną wyłamują się z katalogu typowych sekwencji erotycznych. Co dodatkowo warte odnotowania, Julio Medem w wielu momentach świadomie nakazał tylko subtelnie doświetlić kadry. Z jednej strony daje to efekt dodatkowej dyskrecji i nastrojowości, zaś z drugiej – co istotniejsze – nie pozwala na dokładne dostrzeżenie „królestwa” kobiecego ciała.
Zarówno Elena Anaya, jak i Natasha Yarovenko przez prawie cały film są rozebrane, lecz za pośrednictwem magii kadru, która potrafi uchować w tajemnicy to, co najbardziej pożądane, można jedynie w myślach kreować sobie obraz „punktu centralnego”, a nie dostać go w całej okazałości.
Elena i Natasha w „objęciach” Leone Battisty Albertiego
Po rozmowach, jakie prowadzą ze sobą Alba i Natasha, od razu widać, że są osobami wykształconymi, obytymi w świecie, zaznajomionymi z dziełami kultury. Ponadto pokój, w którym spędzają intensywną noc, przystrojono w obrazy prezentujące wielkich uczonych bądź istotne wydarzenia historyczne. Jednym z wybitnych myślicieli, którego wręcz gloryfikuje jedna z bohaterek, jest Leone Battista Alberti. Jej ulubiona sentencja autorstwa tego włoskiego uczonego brzmi: „Nie da się pociągnąć za sznurek, nie mając tarczy do rzutek”, co oznacza, że artysta musi zawsze wiedzieć, co przedstawia. Przytoczony cytat w pewnym sensie wydaje się tożsamy z „Nocą w Rzymie”.
Obraz Julio Medema otrzymał bowiem mieszane recenzje ze strony krytyków filmowych, którzy niesłusznie zarzucali produkcji płytkość fabularną i kierowanie się męskimi pobudkami pod względem ukazywania kobiecości. Hiszpański reżyser doskonale wiedział, co chce przedstawić, czego dowodem są pozytywne reakcje „zwykłej” widowni. Kino erotyczne z reguły spychane jest na margines, gdyż bardziej skupia się na ukazywaniu cielesności, aniżeli jakiegoś konkretnego problemu. Akurat „Noc w Rzymie” wyłamuje się z tego schematu. Świadczy o tym chociażby fakt, iż Alba i Natasha, mimo młodego wieku, są osobami mocno doświadczonymi przez los, przez co opowieści, jakimi dzielą się między jednym aktem miłosnym a drugim, obfitują w ciekawe niuanse, co w efekcie otwiera drzwi do poznania każdej tajemnicy. Tak więc film Julio Medema nie ogranicza się tylko i wyłącznie do ukazywania śmiałych scen erotycznych, lecz zwraca również uwagę na wiele niebanalnych problemów.
Mimo przemyślanego scenariusza i pewnej reżyserii największymi atutami tej sensualnej historii pozostają Natasha Yarovenko i Elena Anaya. Aktorki bez trudu potrafią bowiem utrzymać naszą uwagę, zaś ograniczenie ich manewrów tylko i wyłącznie do jednego pokoju hotelowego jest jak najbardziej trafionym pomysłem, gdyż dzięki takiemu właśnie rozwiązaniu są one metaforą dwóch rannych drapieżników nie tyle spragnionych cielesnych doznań, co po prostu bliskości i zrozumienia. Za swoje odważne i nacechowane emocjonalnie kreacje obie aktorki uhonorowano nominacjami do nagrody Goya, natomiast Elena Anaya otrzymała dodatkowe wyróżnienie w postaci statuetki Fotogramas de Plata.
3. Elena Anaya jako Vera Cruz („Skóra, w której żyję”, reż. Pedro Almodóvar, 2011)
„Skóra, w której żyję” – zarys fabuły
Uznany chirurg plastyczny – Robert Ledgard, mieszka w imponującej willi o nazwie El Cigarral ulokowanej poza miastem. Olbrzymi budynek służy nie tylko do zamieszkiwania. Znajduje się w nim również specjalistyczne laboratorium, w którym mężczyzna od kilku lat pracuje nad stworzeniem syntetycznej, ludzkiej skóry. Na terenie posesji, poza nim i gospodynią imieniem Marilia, przebywa jeszcze trzecia osoba. Jest nią tajemnicza młoda kobieta, na której lekarz przeprowadza zagadkowe eksperymenty.
W trakcie konwencji medycznej informuje swoich kolegów po fachu o nowym, fenomenalnym odkryciu dotyczącym przeszczepu ludzkiej skóry. Z powodu kontrowersji, jakie wzbudziła zaprezentowana przez niego metoda, grozi mu zakaz wykonywania zawodu. Mimo srogich konsekwencji nie zaprzestaje prowadzenia dalszych badań…

Skóra, w której żyję
Vera Cruz – najbardziej uznana rola Eleny Anaya
„Moja postać była świetna. Bardzo złożona, wielowarstwowa. To kobieta, która przeżyła straszne rzeczy. Doświadczyła w ciągu sześciu lat wiele okrucieństwa i dramatycznych zmian. Ale znosi to i „zamieszkuje” swoją skórę dość godnie, bez gwałtownych działań, ale za to z ciągłą determinacją, by żyć. To decyduje, że jest bardzo energetyczna, pragnie, aby coś się wreszcie stało. Dla mnie to zadanie nie było trudne, ponieważ reżyserem był taki mistrz jak Pedro Almodóvar. Przez dwa miesiące przed rozpoczęciem zdjęć robiliśmy próby. Pracowaliśmy ramię w ramię. Pedro prowadził mnie przez cały czas trwania projektu, przez całą historię. I sprawił, że poczułam się bardzo dobrze w tej skórze”. W taki oto sposób Elena Anaya wypowiedziała się o skomplikowanej postaci Very Cruz oraz współpracy z najważniejszym hiszpańskim reżyserem.
Odgrywana przez nią bohaterka, mimo że pozostaje w kobiecym uniwersum Almodóvara, jest całkowicie nową protagonistką. Twórca „Porozmawiaj z nią” dużo ryzykował, gdyż nigdy wcześniej ani później nie przedstawił tak złożonej i jednocześnie kontrowersyjnej postaci. Sam film również znacznie odbiega od normy pod kątem tego, do czego przyzwyczaiło nas kino Hiszpana. Almodóvar zrealizował bowiem wielopłaszczyznowy thriller, poruszając przy okazji wiele aktualnych problemów związanych z akceptacją ludzkiego ciała. Ponadto skonfrontował postęp nauki z etyką lekarską, gdyż nie wszystko, co rewolucyjne, z reguły musi uchodzić za dobre.
Kiedy Robert Ledgard konsultuje swoje odkrycie z jednym z najważniejszych lekarzy w branży, mówiąc do niego wprost: „Poprawiamy wszystko, co nas otacza: mięso, ubrania, warzywa, owoce. Wszystko! Czemu nie użyć postępu nauki do poprawy naszego gatunku?”, wyraźnie słychać w tym nutę optymizmu, a nawet zawodowej pychy. W trakcie seansu przytoczone przed chwilą pytanie będzie stawało nam przed oczami tak samo wyraźnie i często, jak poddawana eksperymentom Vera Cruz.
„Skóra, w której żyję” – inspiracje dla Eleny Anaya i Pedro Almodóvara
W każdym swoim filmie Pedro Almodóvar podrzuca tropy związane z jego filmowymi inspiracjami. Nie inaczej jest w wypadku „Skóry, w której żyję”. Za podstawę do nakręcenia tego obrazu posłużyła książka z 1984 roku, autorstwa Thierry’ego Jonqueta, zatytułowana „Tarantula”. Francuskiego pisarza, w przeciwieństwie do hiszpańskiego reżysera, inspirowały głównie artykuły z gazet, a konkretniej, jak sam zwykł mawiać: „barbarzyństwa świata, w którym żyjemy”. Mimo zapożyczenia kilku wątków, większym natchnieniem dla Almodóvara okazał się wybitny francuski horror z 1960 roku, zatytułowany „Oczy bez twarzy”, w reżyserii Georges’a Franju. Ciekawostką pozostaje fakt, że Elena Anaya, będąc niegdyś w Paryżu, kupiła ten film, lecz nie wiedziała wówczas, jak bardzo prorocze okaże się to w skutkach. Tak więc, kiedy weszła na plan, była już po wielu seansach tego przełomowego dzieła.
Francuski obraz opowiada historię chirurga, który porywa młode kobiety w celu pobrania skóry z ich twarzy, by następnie przeszczepić ją swojej ciężko poparzonej córce, na co dzień chodzącej w specjalistycznej masce i nie opuszczającej rodzinnej posesji. W jednym z wywiadów Elena Anaya uzupełniła ewidencję inspiracji dwoma amerykańskimi filmami noir. Wpierw wyszczególniła „Twarz anioła” (1953) w reżyserii Otto Premingera, a następnie „Podwójne ubezpieczenie” (1944) Billy’ego Wildera. Wpływ obu tych obrazów widać doskonale w scenie finałowej. Dodatkowe tropy widać również w imionach poszczególnych bohaterek. Vera Cruz to nie kto inny, jak wybitna francuska aktorka związana z równie utalentowanym Henri-Georges’em Clouzot – Véra Clouzot.
Natomiast imię córki Roberta Ledgarda, na którą wołają Norma, odnosi się do głównej bohaterki „Bulwaru zachodzącego słońca” (1950) Billy’ego Wildera. W tym katalogu natchnień i motywacji do działania najlepszy pozostaje fakt, że choć jest ich tak wiele, Almodóvar zrealizował całkowicie autorską, oryginalną historię z masą ciekawych obserwacji, przy czym najważniejszy pozostaje przekaz, mianowicie: „Sztuka jest gwarancją zdrowia”.
„Skóra, w której żyję” – odbiór filmu
Z uwagi na swoją kontrowersyjną tematykę, omawiane dzieło wzbudziło wiele dyskusji zarówno wśród krytyków, jak i widzów. Sam Almodóvar opisał swój film jako „horror bez krzyków i przerażenia”. O ile z tym pierwszym stwierdzeniem w zupełności można się zgodzić, o tyle w wypadku określenia „przerażenie” sprawa wygląda zgoła inaczej. Za efekt ciągłego niepokoju nie odpowiada jedynie ciekawie skonstruowana fabuła (historia opowiadana jest nielinearnie), lecz przede wszystkim odtwórcy ról głównych.
Kreacja Roberta Ledgarda to jedna z najlepszych i jednocześnie najbardziej detalicznych pod kątem filmografii i talentu Antonio Banderasa. Postać chirurga nie jest klasycznym czarnym charakterem. Odczytywanie go tylko i wyłącznie w sposób jednoaspektowy całkowicie spłyca jego osobowość i ogranicza jedynie do roli szalonego naukowca. W głębi ducha Robert Ledgard to humanista, który chce przysłużyć się ludzkości, a eksperyment, jaki przeprowadza na tajemniczej kobiecie, ma swoje osobiste uzasadnienie.
Choć Antonio Banderas w genialny sposób sportretował postać uznanego chirurga, najjaśniejszym elementem, wręcz ikoną na gruncie wszystkich kobiecych bohaterek filmowych, jakie ofiarowało nam kino, pozostaje odtwórczyni roli Very Cruz – Elena Anaya. Hiszpańska aktorka odgrywa tutaj tak naprawdę kilka kreacji. Vera przechodzi bowiem przez kilka stadiów i zanim zostanie w pełni „ukończona”, musi pozaliczać pewne drastyczne etapy. I nie chodzi tu jedynie o ciało, lecz również umysł i przyzwyczajenie do nowej roli społecznej, powodującej poważne problemy na gruncie identyfikacji. Mimo to, nawet z chwilą „uzyskania” atrybutów pięknej i pewnej siebie kobiety, postać Very nadal pozostaje skomplikowana, tajemnicza i niezwykle absorbująca dla odbiorcy.
W jednej chwili potrafi wzbudzić zarówno strach i pewnego rodzaju wstręt, jak również pożądanie i podziw, by na ostatniej prostej zalać nasze serca współczuciem. To jedna z najodważniejszych, najbardziej skomplikowanych i jednocześnie ikonicznych postaci, jakie można obserwować na ekranie. I choć pomysł wyjściowy zapoczątkowała książka Thierry’ego Jonqueta i film George’a Franju, główna bohaterka obrazu Almodóvara wydaje się pochodzić jakby z innego świata. I właśnie to jest największym aktorskim unikatem. Elena Anaya – jako Vera Cruz – to absolutny klejnot kina, przez co słusznie uhonorowano ją nagrodą Goya. Oby „Skóra, w której żyję” nadal budziła wiele dyskusji, gdyż bez tego bardzo szybko może odejść w zapomnienie.
Elena Anaya – podsumowanie

W zeszłym roku Elena Anaya skończyła pięćdziesiąt lat. Przez ten czas zagrała w ponad pięćdziesięciu filmach, przy czym zdecydowana większość ról była niejednoznaczna i odważna na gruncie cielesności. Poza trzema kreacjami wyszczególnionymi w tym artykule, hiszpańska aktorka może pochwalić się również innymi, podobnie istotnymi. W filmie „Porozmawiaj z nią” (2002), na planie którego poznała Pedro Almodóvara, odgrywa kilkuminutową rolę byłej kochanki jednego z głównych bohaterów – Ángeli. I choć jej udział jest stosunkowo krótki, pamiętamy tę bohaterkę z uwagi na to, jak zmysłowo i niepokojąco została przedstawiona.
Kolejnymi ciekawymi kreacjami są role w hollywoodzkich superprodukcjach – „Van Helsingu” (2004) Stephena Sommersa i „Wonder Woman” (2017) Patty Jenkins. W obu tych filmach Elenie przypadły postaci czarnych charakterów. W przeboju z Hugh Jackmanem wcieliła się w jedną z trzech żon Draculi – wampirzycę Aleerę, zaś w widowisku z Gal Gadot, pod batutą studia DC i Warner Bros. Pictures, zagrała demoniczną chemiczkę – Isabel Maru, pracującą dla niemieckiego okupanta w celu wynalezienia nowego rodzaju śmiercionośnego gazu. Co dodatkowo szczególne, pseudonim tej bohaterki to Doktor Trucizna, a zniszczona twarz pokryta specjalną maską nadaje jej jeszcze większej złowieszczości.
Elena Anaya uchodzi dziś za jedną z najważniejszych aktorek kina hiszpańskiego. Gdyby nie jej przeszywająca kreacja w obrazie „Skóra, w której żyję”, mogłaby zostać całkowicie zapomniana. Mimo to portale filmowe czy też dziennikarze zajmujący się tematyką X Muzy nie wspominają o niej w ogóle lub jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Szkoda tylko, że te szczególne momenty nie zdarzają się zbyt często. Zarówno perwersyjna Belén i zmysłowa Alba, jak również trudna do jednoznacznej oceny Vera to role, które już się nie powtórzą, dlatego też pozostaje nam napawać się nimi. Nie można bowiem dopuścić, by świat zapomniał o tak wybitnej osobowości hiszpańskiego kina.










