„Dzień świra” – ryzykowna pogoń

Dzień świra

 

Tytuł: Dzień świra

Rok produkcji: 2002

Reżyseria: Marek Koterski

Obsada: Marek Kondrat, Janina Traczykówna, Andrzej Grabowski, Michał Koterski

 

 

Dzień świra to film kultowy. Często powtarzamy najbardziej zabawne dialogi, wspominamy śmieszne sceny albo roztrząsamy smutne życie Adama Miauczyńskiego. Trudno o tym filmie napisać coś nowego i nie będę się starał tego robić w poniższym artykule. Postaram się jedynie zwrócić uwagę czytelnika na elementy Dnia świra, które mnie zainteresowały, przy których się zatrzymałem, które sprawiły, że przez kolejne godziny po skończeniu seansu myślałem o nich.

Śmiech przez łzy

Już sam tytuł dużo nam mówi. Główny bohater to świr, czyli człowiek niezrównoważony. Wszyscy jesteśmy świrami, a więc wszyscy w jakimś sensie jesteśmy niezrównoważeni. Ta prosta konkluzja, która szybko nasuwa nam się na myśl jest głęboko prawdziwa i słuszna, bo film jest uniwersalny. Egzystencjalna pustka i niepokój, które towarzyszą Adamowi Miauczyńskiemu podane są często w sposób komediowy. Śmiech i smutek stale przeplatają się, czasem istniejąc obok siebie, a czasem będąc ze sobą tożsame. Dzięki tym zabiegom śmiejemy się jak na dobrej komedii albo wpadamy w zadumę jak na filmie o filozoficznym fundamencie.

Zachowania głównego bohatera Dnia świra niejednokrotnie nas bawią. Jego portret został narysowany wyrazistą kreską, a cechy charakteru i zachowania są konsekwentne. To inteligent nękany natręctwami, człowiek nieradzący sobie z dniem codziennym, którego nieporadność i zagubienie są przedstawiane to zabawnie to znów strasznie. Świat, z którym Adam Miauczyński wręcz wydaje się walczyć, jest nam dobrze znany. To świat naszej codzienności, życia w dużym mieście, w bloku. Sąsiedzkie sprzeczki, prozaiczne wydawałoby się problemy, takie jak to, że ludzie nie sprzątają po swoich psach, chęć dokuczenia sąsiadowi, chęć zemsty i odegrania się za doznaną krzywdę. Główny bohater to osoba z jednej strony niezwykła; inteligentna i oczytana, a z drugiej taka jak każdy z nas – z frustracjami, problemami, niemogąca uciec od przytłoczenia rzeczywistością.

Dzień świra film

Końcowa scena zdaje się potwierdzać szeroki kontekst opowieści o nas samych: oto ludzie odmawiają modlitwę przed snem, w której proszą o nieszczęście dla sąsiada. Humorystyczny akcent, wyolbrzymienie codziennych nerwów i rozczarowań oraz współtworzenie wciąż żywego mitu o zawistnym sąsiedzie. Jest to w istocie wojna każdego z każdym. I być może w tym tkwi masowy sukces tego filmu. Jest on satyrą na naszą współczesność, zręcznie miesza społeczne mity, stereotypy i zachowania.

Wyolbrzymia je, przedstawia w krzywym zwierciadle, ale dzięki temu są one lepiej widoczne, ich prezentacja wręcz zmusza do zastanowienia się i do dyskusji. Utożsamiamy się z bohaterem wrzuconym w sam środek tych zmagań, mimo że on sam w sobie bywa śmieszny. Jest portret posiada cechy jednocześnie satyryczne i dramatyczne, tak jak większość z nas i ludzi nas otaczających. Jednak główny problem bohatera jest wart przeanalizowania, bo na szczęście nie każdy z nas, tak bardzo w sposób świadomy, rezygnuje z życia jak Adam Miauczyński.

Strach i zwątpienie

Nie da się nie zauważyć, że Adam Miauczyński z filmu Dzień świra jest w dużo gorszej sytuacji egzystencjalnej niż większość z nas; kiedy się budzi boi się dnia, kiedy zasypia czuje niepokój spowodowany nadchodzącą nocą i tym, że już nic się nie zdarzy. Tak mijają kolejne godziny, kolejne doby, a wraz z nimi pogłębia się smutek i rezygnacja głównego bohatera, który nawet łyka tabletki „na chęć życia”, by nie zatracić się kompletnie.

Adam Miauczyński pracuje jako nauczyciel języka polskiego. Wiele się mówiło i nadal wiele się mówi o deficycie tak zwanych nauczycieli z pasją. Lecz jak w Polsce, w której żyje główny bohater, w naszej Polsce być nauczycielem z pasją, skoro brak jest uczniów z pasją? Drwiny i brak zainteresowania ze strony młodzieży siedzącej w ławkach powodują zwątpienie i żal – zwątpienie w sens wykonywanej pracy, żal do siebie, do obranej ścieżki zawodowej.

Główny bohater nie jest w stanie uciec od brutalnej, hałaśliwej rzeczywistości. Nie może skupić się na sonetach Mickiewicza, sam próbuje pisać, lecz i to się nie udaje – zawsze coś wyprowadza go z równowagi. Kiedy naucza w szkole o Mickiewiczu, jest nim zafascynowany, opowiada z zapałem i pasją. Jednak po chwili zrezygnowany opuszcza salę, gdyż nie chciano go słuchać. Miauczyński to intelektualista-poeta, który nie może się odnaleźć w chaosie świata. „Przecież moje życie miało wyglądać zupełnie inaczej”, mówi w jednej ze scen, ale czy można zaplanować swoje życie? Nie – chaos wszystko pochłania. Miauczyński w akcie rozpaczy i rozgoryczenia ubolewa nad tym, że nikt już nie słucha poetów. To nie czas dla intelektualisty: „ktoś by się ze mną liczył, gdybym rzucił cegłą”.

Film Dzień świra

Znaczna część problemów bohatera filmu Dzień świra wydaje się spowodowana wychowaniem. Wspomina on, że był zawsze w cieniu matki. Zresztą odwiedza ją, lecz wizyta bynajmniej nie przynosi ukojenia, nie odnajduje zrozumienia w miejscu, w którym przecież powinien je znaleźć.

Dzień świra i powrót do przeszłości

Adam co jakiś czas wspomina swoją dawną miłość Elżbietę, którą odrzucił za młodu. „Prawdziwą miłość zostawiłem, potem ożeniłem się bez miłości”, wspomina sąsiadowi nad morzem, gdzie pojechał szukać ukojenia, a gdzie wyjawia niesamowicie istotne fakty o sobie samym. To właśnie tajemnicza Elżbieta wydaje się jedyną nadzieją, jedynym ratunkiem dla Miauczyńskiego, który nie odnajduje się w życiu bez miłości. Odnotujmy jeszcze, że przy każdym wspomnieniu kobiety w tle płynie melancholijna muzyka Chopina.

Warto jednak przysłuchać i przyjrzeć się uważniej temu, co główny bohater Dnia świra mówi do sąsiada spotkanego na plaży. Zaczyna nagle, niespodziewanie, jakby w tej konkretnej chwili musiał to z siebie wyrzucić, jakby chciał zajrzeć w głąb samego siebie i swojego nieszczęścia. Interlokutor głupio się uśmiecha i mówi, że przez szum fal nic nie słyszy. Miauczyński nigdy wcześniej nie zwerbalizował swego nieszczęścia w tak szczery i bezpośredni sposób, lecz kiedy w końcu to zrobił to i tak nikt go nie usłyszał. I znów pytanie do nas, które dziś pośród wszechobecnego „szumu” jest jeszcze bardziej aktualne: czy my słyszymy takie głosy rozpaczy? Czy ktoś słyszy nas wołających o pomoc?

Być może szum świata jest zbyt absorbujący byśmy potrafili radzić sobie w społeczeństwie, żyć w zgodzie z sobą i innymi, a przecież ta zgoda opiera się na zrozumieniu, a zrozumienie na słuchaniu. Ponadto ten, w istocie monolog, jest świadectwem braku celu w życiu. I ponownie wydaje się, że Elżbieta, gdyby tylko się zjawiła, to nadałaby sens egzystencji głównego bohatera. Lecz już po chwili, kiedy Miauczyński wyobraża sobie, że ona jest obok niego na plaży, odrzuca ją, widocznie w ten sam sposób w jaki zrobił to przed laty. Dlaczego to robi? Bo biegnie naprzód, nie zatrzymuje się owładnięty myślą, że może gdzieś indziej będzie lepiej, może jest inna kobieta lepsza od tej wydawałoby się wymarzonej.

Dzień świra recenzja

Donner-Trelinska Monika;Kondrat Marek;

Wydaje się zatem, że prawdziwa miłość to utopia. Będzie już zawsze marzeniem, snem i pragnieniem, pozostanie w świecie idei, bo w świecie realnym nigdy się nie spełni, bo nie zostanie doceniona – będzie pogrzebana, by ponownie zmartwychwstać i trafić do świata marzeń. Główny bohater Dnia świra nie osiągnie szczęścia, bo nie potrafi zauważyć, kiedy ono faktycznie jest przy nim. Jest to z pewnością głęboka egzystencjalna prawda bijąca z tego filmu; tak bardzo pragniemy szczęścia, tak za nim gonimy, że nawet nie zwrócimy na nie uwagi przebiegając obok. Zawsze przecież może być lepiej – trzymamy się tej fikcji i odrzucamy to co dobre i dalej brniemy w nieznane po złote runo, które stale znajdujemy i stale tracimy. Dla Adama Miauczyńskiego to właśnie Elżbieta jest tym szczęściem utraconym bezpowrotnie. Ale czy mogło być inaczej? To właśnie wątek Elżbiety i sceny na plaży obrazują to, co moim zdaniem, jest w tym filmie tragizmem głównego bohatera, który nie może być szczęśliwym człowiekiem.

Ponad szumem

W Dniu świra fascynuje mnie jego odbiór i mnogość interpretacji. Przecież pojedyncze, wycięte sceny często oglądane w internecie, są oczywiście scenami zabawnymi, przedstawiającymi natręctwa Miauczyńskiego lub śmiesznymi dialogami. Jednak wymowa Dnia świra jako całości jest nad wyraz pesymistyczna i być może nie tak łatwo to dostrzec przez masowe kojarzenie tego dzieła jako rozrywkowego. Warto jednak po latach znów obejrzeć ten film i przystanąć na chwilę – być może uda nam się wznieść ponad wszechobecny szum i usłyszeć samych siebie oraz innych.