“Pavarotti” – opowieść o śpiewaku, który ,,wyszedł z operą do ludzi’’

Pavarotti film

 

Tytuł: Pavarotti

Rok produkcji: 2019

Reżyseria: Ron Howard

 

 

 

Luciano Pavarotti – tenor wszech czasów, król wysokiego C, jedna z najważniejszych osobowości świata kultury. Uwielbiany za otwartość i poczucie humoru, podziwiany za fenomenalny talent, krytykowany za osobiste wybory. Jaki był naprawdę? Czy dowiemy się tego z filmu dokumentalnego w reżyserii Rona Howarda?

Luciano Pavarotti przyszedł na świat 12 października 1935 roku w Modenie. Jego życie miało ułożyć się w fascynującą, wielowątkową opowieść. Wszystkie zdarzenia, od wczesnego wojennego dzieciństwa, przez porzucenie nauczycielskiej posady, założenie rodziny, aż po uzyskanie statusu międzynarodowej sławy, miały ukształtować Luciana i wpłynąć na jego charakter. Ron Howard podjął próbę przedstawienia kolei losu Pavarottiego i wyszło mu to bardzo dobrze. Jednak czy przedstawił wierny portret słynnego tenora?

Jak każdy reżyser, Ron Howard zaprezentował swoją wizję postaci i dokonał starannej selekcji faktów. Co to oznacza? Przede wszystkim Howard postanowił skupić się na drodze do gwiazdorstwa. Nie pokazał, jak Luciano Pavarotti stawał się artystą wielkiego formatu, ale za to szczegółowo opowiedział o ludziach, zbiegach okoliczności i świadomych wyborach, dzięki którym wybitny tenor stał się celebrytą. Jest to opowieść ciekawa i wciągająca, ale niepełna.

Pavarotti – “człowiek orkiestra”

W filmie Rona Howarda Pavarotti to człowiek otwarty, życzliwy ludziom. Widzimy go jako walczącego z tremą śpiewaka, jako empatycznego filantropa, biesiadnika, miłośnika dobrej kuchni i kobiet, oddanego ojca, mężczyznę wracającego do domu po rozmaitych przygodach… Łatwo odnieść wrażenie, że Howard celowo pomijał wszystko, co mogłoby o Pavarottim świadczyć nie najlepiej. Jeśli już reżyser wspomina o czymś, co stawiałoby tenora w złym świetle, zaraz pojawia się wytłumaczenie lub przedstawiony zostaje fakt, który czyni z Luciana ofiarę. Wtedy, zamiast go zbesztać, mamy ochotę biedaka przytulić i pocieszyć.

Film Pavarotti recenzja

Reżyser unikał tematów, o które biliby się dziennikarze pism brukowych. O rodzinnych niesnaskach wspominał mimochodem, niemal szeptem, a niektóre sprawy całkowicie przemilczał.

Ron Howard stworzył dokument z szacunkiem dla bohatera. Coś podobnego wyczuwało się oglądając Piękny umysł (2001) – fabularny film Howarda o chorym na schizofrenię matematyku, Johnie Nashu. Tę fascynującą, prawdziwą historię przedstawiono pomijając niewygodne fakty. Tak samo było zresztą w przypadku Apollo 13 . Można odnieść wrażenie, że specjalnością Rona Howarda jest budowanie pomników i oddawanie czci bohaterom: genialnemu matematykowi, dzielnym astronautom czy tenorowi, który chciał wyjść z operą do ludzi.

Pavarotti Rona Howarda – mariaż filmu i opery

Pavarotti to film dokumentalny przyjemny w odbiorze. Jego trzyaktowa struktura (niczym w operze) daje bardzo dobry efekt. Wypowiedzi członków rodziny, znajomych i współpracowników zręcznie przeplatają się z fragmentami autentycznych nagrań, m.in. scenicznego debiutu Pavarottiego w Cyganerii Pucciniego, rozmów tenora prowadzonych za kulisami, legendarnych koncertów, wywiadów, scen z życia prywatnego.

O Pavarottim opowiedziały kobiety jego życia: pierwsza żona Auda Veroni, trzy córki, druga żona Nicoletta Mantovani. Parę słów powiedzieli Bono, Placido Domingo i Jose Carreras, pojawiła się dawna asystentka oraz kilkoro współpracowników i znawców opery. Stworzyli szkic Pavarottiego – portret niepełny, ale wyraźny, ukazujący człowieka niedoskonałego, wielkiego artysty o wielkim sercu. Trudno o lepszy hołd dla talentu i najpiękniejszych stron osobowości.

Serdeczne podziękowania dla łódzkiego Kina Charlie za niezapomniany seans i umożliwienie spotkania z Pavarottim.