„Trzy dni Kondora” – rezultat afery Watergate

Trzy dni kondora

 

 

Tytuł: „Trzy dni Kondora” (oryg. „Three Days of the Condor”)

Rok produkcji: 1975

Reżyseria: Sydney Pollack

Obsada: Robert Redford, Faye Dunaway, Cliff Robertson, Max von Sydow i inni

 

 

 

Afera Watergate i związany z nią kryzys konstytucyjny, mający miejsce w latach 1972 – 1974, sprowokowały amerykański przemysł filmowy do stworzenia obrazów skupionych głównie na skandalach rządowych, nadużyciach finansowych i malwersacjach administracyjnych. Ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych – Richard Nixon, z uwagi na działania niezgodne z prawem, w tym przyzwolenie na instalowanie podsłuchów w kwaterze głównej sztabu wyborczego swoich konkurentów politycznych, podał się do dymisji 9 sierpnia 1974 roku. Jest to pierwszy i jak dotąd jedyny taki przypadek w amerykańskiej historii, żeby najwyższy urzędnik państwowy zrzekł się dalszego pełnienia tej zaszczytnej funkcji.

Richard Nixon nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej, ponieważ jego następca, Gerald Ford, wydał obszerny akt ułaskawienia. W 1977 roku, dzięki inicjatywie brytyjskiego dziennikarza – Davida Frosta, który przeprowadził serię wywiadów na potrzeby radia i telewizji ze zdymisjonowanym prezydentem, były przedstawiciel państwa przyznał się do bezprawności swoich działań. Obraz „Trzy dni Kondora” w reżyserii Sydneya Pollacka jest fabularnym pokłosiem powyższych wydarzeń, a puenta filmu nasuwa więcej niewygodnych pytań niż komfortowych odpowiedzi.

„Trzy dni Kondora” – zarys fabuły

Joe Turner pracuje w jednej z mało znaczących sekcji Centralnej Agencji Wywiadowczej jako dokumentalista i ekspert od rozszyfrowywania kodów. Do jego zadań należy przede wszystkim czytanie bardzo dużej ilości książek, artykułów, a nawet komiksów, bo według bezpośrednich zwierzchników mężczyzny wszędzie może kryć się jakiś istotny szyfr. Pewnego dnia Joe udaje się do pobliskiej kawiarni po lunch dla całej załogi. Kiedy wraca, zastaje wszystkich zamordowanych, a następnie ucieka z miejsca zbrodni. Gdy zgłasza całą sprawę centrali, nieświadomie ściąga na siebie poważne kłopoty. W celu umknięcia ścigającym go służbom porywa atrakcyjną Kathy, która udziela mu schronienia. Kobieta z początku nie wierzy w jego wersję wydarzeń, lecz kiedy w jej domu pojawia się płatny zabójca z zamiarem zlikwidowania ich obojga, roztrzęsiona postanawia pomóc obcemu mężczyźnie.

Trzy dni kondora film recenzja

„Trzy dni Kondora” – manifest antypolityczny

„Trzy dni Kondora” to nie tylko prekursorski thriller szpiegowski obnażający przed społeczeństwem perfidię amerykańskiego snu, ale przede wszystkim wyraźna deklaracja dająca jasno do zrozumienia, że przeciętni obywatele nigdy nie mogą czuć się w pełni komfortowo, a jeśli już znajdą się na celowniku służb państwowych, będą musieli dociekać swojej niewinności na własną rękę. Główny bohater filmu Sydneya Pollacka jest idealnym przykładem jednostki nieumyślnie wmanewrowanej w wielki skandal instytucjonalny, na czele którego nie stoją antagoniści z zewnątrz, lecz lokalne podmioty odpowiedzialne za jej bezpieczeństwo.

Joe Turner, w interpretacji Roberta Redforda, mimo swojego luźnego podejścia do sprawowanej funkcji, jest osobą niezwykle ujmującą, oczytaną, a przede wszystkim zaradną. Kiedy przedstawiciel firmy – konformistyczny Higgins – zostaje oddelegowany na spotkanie z osobami reprezentującymi najwyższe stanowiska w agencji, aby stwierdzić, że „Kondor” – bo takim kryptonimem posługuje się Joe Turner – stanowi dla nich ogromne zagrożenie, z miejsca nakazuje unieszkodliwić swojego podwładnego. Po wypowiedzi służbisty od razu nasuwa się pytanie, dlaczego człowiek spędzający czas tylko i wyłącznie na czytaniu i łamaniu tajnych kodów, niemający doświadczenia w bezpośredniej walce z wrogiem, jest tak bardzo niebezpieczny. Największą zaletą „Kondora” jest właśnie nieprzewidywalność działań, a fakt, że mężczyzna nigdy wcześniej nie odbył szkolenia bojowego, świadczy tylko na jego korzyść.

Obraz „Trzy dni Kondora”, poprzez jawną krytykę ośrodków władzy i instytucji państwowych, jest szczególnym przedstawicielem produkcji, popularnych w latach 70. XX wieku, charakteryzujących się atmosferą biurokratycznego zaszczucia i wzmożonej paranoi. Joe Turner nie jest odosobnionym przypadkiem, biorąc pod uwagę egzystowanie w ciągłym poczuciu zagrożenia. Porwana przez niego Kathy, której związek z wieloletnim partnerem przechodzi właśnie poważny kryzys, również czuje się wyobcowana i nieufna wobec organów reprezentujących określony system sprawiedliwości. Kiedy Joe Turner przekracza próg jej domu, od razu spostrzega, jak bardzo jest samotna i wycofana, a piękne czarno-białe fotografie zdobiące ściany salonu jedynie utwierdzają go w tym przekonaniu.

3 dni kondora 1975

W scenach wieczornego zbliżenia kobieta również sygnalizuje niepewność i choć obcy mężczyzna jest czuły i troskliwy względem niej, zamknięta w sobie nadal ma konkretne obawy. O wyjątkowości tej sekwencji świadczy chociażby to, że widz nie jest do końca pewny, czy oziębłość Kathy wynika z faktu seksualnego współżycia z niedawno poznanym mężczyzną, który porwał ją wbrew jej woli, czy z ogólnej sytuacji politycznej, jaka aktualnie panuje w kraju.

Film „Trzy dni Kondora” zawdzięcza swoją popularność nie tylko sprawnej realizacji, lecz przede wszystkim reperkusjom afery Watergate. Świadomość społeczna, dzięki silnym przekazom medialnym, urosła do tego stopnia, że nieinteresujący się codziennymi wydarzeniami przeciętny obywatel z dnia na dzień stawał się zorientowanym politycznie ekspertem. Ludzie nie egzystowali już jako wielkie masy podatne na instytucjonalną kontrolę, lecz indywidualne jednostki mające własne zdanie na dany temat. Produkcja Sydneya Pollacka idealnie wpasowała się w ten klaustrofobiczny obraz „postnixonowskiej” Ameryki, a jej przystępny i rozrywkowy charakter jedynie podbił kinową oglądalność.

Sydney Pollack i Robert Redford – nierozłączny duet

„Trzy dni Kondora” to czwarty wspólny obraz Sydneya Pollacka i Roberta Redforda. Filmowcy zrealizowali wcześniej „Przeznaczone do likwidacji”, „Jeremiah Johnson” i „Tacy byliśmy”, czyli produkcje o wyraźnym zabarwieniu melodramatycznym. Drugi z wymienionych tytułów oferuje co prawda trzymające w napięciu sceny akcji, jednak jego ogólny wydźwięk nie pozwala mu wyjść poza ramy dramatu. „Trzy dni Kondora” są więc pierwszym filmem sensacyjnym w dorobku hollywoodzkiego duetu i jednocześnie eufemistycznym komentarzem na temat amerykańskiej polityki i jej negatywnych reperkusji.

Three Days of Condor 1975 film

Na korzyść omawianego dzieła, poza sprawną reżyserią Sydneya Pollacka, świetnym scenariuszem Lorenza Semple’a Jr. i Davida Rayfiela, klaustrofobicznymi zdjęciami Owena Roizmana, funkowo-jazzową partyturą Dave’a Grusina, dynamicznym montażem Dona Guidice’a i Fredrica Steinkampa, za który otrzymali nominację do Oskara, przemawiają odtwórcy głównych ról w osobach Roberta Redforda i Faye Dunaway. Zwłaszcza aktorka, nominowana za swoją kreację do Złotego Globu, robi tutaj największe wrażenie. Jej rola jest tak autentyczna i wyrazista, że sensacyjne oblicze produkcji z trudem dorasta do pięt wątkowi miłosnemu.

Pierwszym wyborem producentów na stanowisko reżysera był ekspert od kina akcji – Peter Yates, natomiast główną rolę męską zamierzano powierzyć Warrenowi Beatty’emu. Obaj twórcy cieszyli się w tamtym okresie sporym powodzeniem, jednak angaż Sydneya Pollacka i Roberta Redforda był na tyle trafny, że w czterdzieści trzy lata po premierze „Trzech dni Kondora” powstał dwudziestoodcinkowy serial opowiadający o losach Joe’ego Turnera. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że film Pollacka został oparty na książce „Sześć dni Kondora” autorstwa Jamesa Grady’ego. W tym przypadku ekranizacja przebiła swój literacki oryginał, a skrócenie akcji o 72 godziny wyszło jej tylko na dobre. W końcu kondor to ptak zagrożony wyginięciem, przez co dodatkowe trzy dni mogłyby niekorzystnie wpłynąć na jego lot.

Bibliografia:

Ebert R., „Three Days of the Condor”, [dostęp: 10 lutego 2022], rogerebert

Avatar photo

Aleksander Biegała

Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na kierunkach Pedagogika społeczna oraz Dziennikarstwo i Komunikacja społeczna. Przenosi wybrane filmy na grunt muzyczny. Regularnie publikuje artykuły dla portali Plaster Łódzki i Kinomisja Pulp Zine. W kinie najbardziej ceni jego żeński element, a "Kobieta z wydm" Hiroshiego Teshigahary to dla niego wyznacznik obrazu doskonałego.