„SALOME” – o odkryciu zaginionej kultowej niemej produkcji w rozmowie z archiwistą

Salome - Theda Bara

Salome, Theda Bara

Jak wynika z badań Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych, blisko 75% wszystkich filmów niemych na przestrzeni lat zaginęło. Przyczyn było wiele – gigantyczne pożary archiwów, umyślne niszczenie starych (niepotrzebnych – jak sądzono) materiałów, historyczne zawirowania czy naturalna psucie się celuloidowych taśm. Efekt tego jest zatrważający – na jeden kręcony obecnie film przypada aż sześć produkcji sprzed 1930 roku, których nigdy nie będziemy mieli szansy obejrzeć.

Co jakiś czas kolejne rolki filmowe są jednak odnajdywane w archiwach czy w prywatnych kolekcjach. Każde takie znalezisko jest na wagę złota – zwłaszcza, gdy na taśmie zachowały się nieznane dotąd kreacje legend kinematografii. Na początku października ubiegłego roku świat obiegła informacja o odnalezieniu fragmentów filmu „Salome” z 1918 w Filmotece Hiszpańskiej. O znalezisku jako pierwszy poinformował się w mediach społecznościowych stażysta, Andrés Martínez. „Podczas stażu w Narodowym Archiwum Filmów Hiszpańskich przypadkowo znalazłem około dwie minuty filmu „Salome” leżące w azotanowej krypcie…” – wyczytać można we wpisie.

Odkrycie Martíneza jest niezwykle istotne. Do tej pory „Salome” uznawana była za film w pełni zaginiony, a jego wszystkie taśmy, jak wierzono, spłonęły w 1937 roku w pożarze magazynów wytwórni Foxa. Produkcja była adaptacją biblijnej historii o Salome, która oczarowując swoim tańcem tetrarchę Galilei Heroda, zażądała głowy Jana Chrzciciela. Film wywołał wiele kontrowersji – wzbudzał poruszenie pośród bardziej konserwatywnych środowisk swoim luźnym podejściem do opisów ewangelicznych i bijącym z ekranu erotyzmem tytułowej postaci. Skandal nie odebrał jednak obrazowi widowni. Film zapisał się w historii kina jako jeden z najsłynniejszych obrazów w dorobku reżysera J. Gordona Edwardsa i aktorki Thedy Bary, która odegrała w nim pierwszoplanową rolę. Warto zaznaczyć, że do dziś zachowały się fragmenty jedynie dziewięciu spośród ponad czterdziestu obrazów z udziałem Bary. Odkrycie jest więc też kluczowe dla tej zapomnianej artystki, która swego czasu nie schodziła z pierwszych stron amerykańskich gazet.

W rozmowie z Maksem Wieczorskim Andrés Martínez – archiwista audiowizualny z madryckiej Filmoteki Hiszpańskiej – opowiada o tym, jak natknął się na taśmy „Salome”, w jaki sposób fragmenty mogły znaleźć się w Hiszpanii oraz o tym, jak maluje się przyszłość innych zaginionych filmów.

Salome 1918

Salome, 1918 r.

MW: Z tego, co o Tobie wiem, studiowałeś Dziedzictwo Audiowizualne w Madrycie, a potem podjąłeś staż w Filmotece Hiszpańskiej.

AM: Tak, rozpocząłem staż w marcu 2020, zaledwie na tydzień przed wybuchem pandemii. Ledwo więc zdążyłem nauczyć się technik renowacji taśm, a już musiałem przerwać pracę. Odesłano mnie do domu na wiele miesięcy. Filmoteka skontaktowała się ze mną dopiero pod koniec jednej z fal. Zaproponowano mi, żebym dokończył praktyki. Zatem staż trwał tylko kilka miesięcy, ale mimo tego dał mi niezwykle dużo. Nauczyłem się wiele o magazynowaniu rolek, renowacji taśm i digitalizacji materiałów. A co ważniejsze, utwierdziłem się w tym, że jest to to, co chcę robić w życiu.

MW: I właśnie w czasie stażu dokonałeś tego wyjątkowego odkrycia – znalazłeś fragmenty „Salome” z Thedą Barą. Jak do tego doszło?

AM: Na czas mojego stażu otrzymałem dostęp do bazy danych, zawierającej wszystkie informacje o filmach przechowywanych w Filmotece. Za pomocą tego narzędzia mogłem przeszukiwać zbiory magazynów. W wolnym czasie próbowałem w ramach zabawy szukać ciekawych tytułów. Chciałem sprawdzić, czy przypadkiem w zbiorach nie ma czegoś uznawanego za zaginione.

W wyszukiwarkę można było wpisywać słowa klucze, np. nazwisko aktora czy reżysera. Spróbowałem tak z wieloma twórcami, ale niczego nie odnajdowałem. W końcu wpisałem hasło „Theda Bara” i uzyskałem dokładnie jeden wynik: „SALOME”.

Szybko sprawdziłem w Internecie filmografię Thedy Bary i upewniłem się, że ten film uznawany jest za zaginiony. Prawie wszystkie jego kopie spłonęły w pożarze magazynów wytwórni Foxa w latach trzydziestych.

MW: Jak się poczułeś w tej chwili?

AM: Byłem zachwycony! Do dziś przetrwało jedynie kilka filmów z Thedą Barą, więc każde znalezisko jest przełomem. Bara była swego czasu jedną z najpopularniejszych aktorek. Mówi się, że jest pierwszym w historii kina symbolem seksu.

Na samym początku nie byłem jednak aż tak rozentuzjazmowany. Widziałem jedynie wpis w bazie danych, który mógł przecież powstać w wyniku jakiejś pomyłki. Aby potwierdzić znalezisko, musiałem odnaleźć w magazynie rzeczywistą odbitkę i sprawdzić, czy na pewno na taśmie zarejestrowany jest film z Thedą.

Salome - odnalezienie filmu z Thedą Barą

MW: Robiłeś to na własną rękę?

AM: Jako stażysta nie miałem uprawnień, żeby przeprowadzić takie poszukiwania samemu. Skontaktowałem się z moją szefową i opowiedziałem jej o odkryciu. Bardzo się ucieszyła, ale podchodziła do tego, tak jak ja – z pewnym dystansem. Nic nie było pewne do momentu, w którym znaleźliśmy materiał. Wpis w bazie określał, że w magazynie znajduje się, przyciemniona szpula azotanu, na której uwieczniona została Theda Bara. Ta wzmianka pochodziła sprzed 20 lat i wprowadził ją pracownik, który nie pracuje już od dawna w Filmotece. Nie mogliśmy więc nawet skonsultować się z nim w tej sprawie.

Chcieliśmy znaleźć jak najwięcej informacji o „Salome”. Przez lata powstało wiele adaptacji tej biblijnej historii, w tym jedna z Ałłą Nazimową, która odniosła dość duży sukces. Narodziły się w nas wątpliwości, czy na pewno na taśmie znajduje się film z Thedą. Mogła to być przecież wersja z Nazimową z 1923 roku, którą ktoś niedokładnie opisał.

MW: Zobaczyliście w końcu ten materiał?

AM: Po pewnym czasie puszkę z filmem przywieziono do Wydziału Kontroli Filmowej, gdzie moi koledzy odtworzyli taśmy i potwierdzili, że jedną z głównych postaci występujących we fragmentach jest rzeczywiście Theda Bara. Po bliższej analizie nie było wątpliwości – był to film J. Gordona Edwardsa. Nie był to cały film, a jedynie luźne sceny z Thedą bez logicznej sekwencji.

MW: Co się stało z taśmami później?

AM: Należało je zdygitalizować. Azotan jest wysoce łatwopalny i jeśli nie zajmiemy się filmem, może wkrótce ulec zniszczeniu.

Pierwszym krokiem było oczyszczenie wydruku. Taśma był trochę brudna i nie wyświetlano jej od dłuższego czasu. Ludzie z Działu Konserwacji powiedzieli mi, że w niektórych miejscach proces rozkładu już się rozpoczął, więc dokonaliśmy odkrycia w niemal ostatniej chwili. Po oczyszczeniu przystąpiliśmy do skanowania rolki w Dziale Cyfryzacji. Kopiowanie całego filmu zajęło około 8 godzin. Po zeskanowaniu ustabilizowaliśmy obraz i usunęliśmy rozbłyski. Utworzyliśmy plik 4K z materiałem z taśm, a zwój azotanowy odesłaliśmy z powrotem do archiwum, gdzie znajduje się pod stałym pomiarem temperatury i wilgotności.

Salome Theda Bara

MW: Skąd „Salome” wzięło się w Filmotece Hiszpańskiej?

AM: Po tygodniach przeglądania akt odkryłem, że taśma z „Salome” trafiła do Filmoteki w puszce oznaczonej jako „niezidentyfikowane fragmenty #3”, którą instytucja odkupiła w 1986 roku od spadkobierców jednego z pionierów hiszpańskiego kina, Ramóna de Bañosa.

„Salome” ukazało się w hiszpańskich kinach w 1921 roku, kilka lat po amerykańskiej premierze. Przez jakiś czas film był wyświetlany, a potem, jak działo się w tamtych latach często, zniknął. Sądzę, że Ramón de Baños dostał kopię filmu jako prezent. Możliwe, że był wielkim fanem Thedy. W końcu aktorka uznawana była wówczas za symbol seksu, a jej role uchodziły za nieprzyzwoite i ociekające niemal erotyzmem. De Baños był natomiast „ojcem chrzestnym” hiszpańskich filmów erotycznych…

MW: Krytyk Henri Langlois (1914-1977) powiedział kiedyś, że zaproponowano mu zakup taśm „Salome”, ale odmówił, ponieważ nie rozpoznał, że jest to kultowy film z Thedą Barą. Myślisz, że Twoje znalezisko może mieć jakiś związek z tą sytuacją?

AM: Przychodzi mi tylko na myśl jakiś alternatywny, spiskowy bieg zdarzeń, że przez to, jak Langois potraktował taśmy, dystrybutorowi nie przeszkadzało później, że Ramon de Baños wziął je do siebie… Ale to oczywiście bardziej humorystyczna niż prawdopodobna wersja zdarzeń.

MW: Gdzie może znajdować się cały film?

AM: Nikt tak naprawdę nie wie, gdzie może pojawić się film uznany za zaginiony. Niektóre taśmy odkrywano w bardzo zaskakujących miejscach. Najprawdopodobniejszym jest oczywiście, że pojedyncze egzemplarze mogą znajdować się w prywatnych kolekcjach. Jakiś czas temu czytałem nawet w komentarzu na IMDB, że ktoś widział kopię filmu w czyimś domowym kinie. Mimo tego nie sądzę, abyśmy zobaczyli całą „Salome” w najbliższej przyszłości, choć nie byłbym zdziwiony, gdyby w kolejnych latach odnajdowano inne filmy Thedy Bary. Tym bardziej jednak ważnym jest znalezisko, którego udało mi się dokonać. Na ten moment fragmenty z Filmoteki Hiszpańskiej są jedynymi urywkami, jakie pozostały z roli Bary w tym filmie.

Salome film Theda Bara

Maks Wieczorski, fot. archiwum prywatne

MW: Skoro, jak sam mówisz, to znalezisko ma tak ważny wydźwięk, to dlaczego około 2000 roku nikt się nim nie zainteresował?

AM: Pracownik, o którym już wspomniałem, znalazł taśmy pod koniec lat 90. i przeanalizował je. Opublikował nawet artykuł w jednym z hiszpańskich fachowych czasopism, ale przeszedł on niemal niezauważony. Brak powszechnego dostępu do Internetu spowodował, jak sądzę, że nie było wiadomo, że w innych archiwach na świecie nie ma pozostałych fragmentów „Salome”. Nikt nie myślał, że odkryto jedyne zachowane pozostałości tej produkcji…

A dodatkowo był to film amerykański. Mało tego – niemy i czarno-biały, w którym występowała aktorka, której wtedy już nikt nie pamiętał. Trudno więc się temu dziwić – nie jest to najbardziej pasjonujące dla współczesnych widzów kino. Całe szczęście tym razem odkrycie było dość głośne w środowisku, a to zawsze niesie za sobą nadzieję na znalezienie innych zaginionych produkcji.

MW: Mówi się, że w archiwach filmowych istnieją całe pokoje wypełnione taśmami filmowymi, których nikt jeszcze nie przejrzał. To prawda?

AM: W Filmotece Hiszpańskiej takie pokoje nie istnieją – a przynajmniej o żadnym nie wiem… Trudno mi powiedzieć, jak jest w innych instytucjach. Prawdą jest jednak, że przy takim nagromadzeniu materiałów, mogą się one po prostu gubić i mieszać. Co jakiś czas odnajdujemy nowe tytuły – oryginalne negatywy, nieznane wcześniej fragmenty, sceny wycięte w postprodukcji i tak dalej.

MW: Kojarzysz jakieś najbardziej znaczące przykłady?

AM: Przykładowo „Within Our Gates” Oscara Micheauxa z 1920, uważany za najstarszy zachowany film nakręcony przez Afroamerykanina. Został on znaleziony w Filmotece pod koniec lat siedemdziesiątych i wrócił do Stanów Zjednoczonych w latach dziewięćdziesiątych. Tam stał się bardzo popularny i został nawet uznany przez Bibliotekę Kongresu za „ważny kulturowo, historycznie i artystycznie”. To jedno z najważniejszych odkryć Filmoteki. W tym roku natomiast odnaleziono i odrestaurowano choćby zagubioną wcześniej kopię pierwszego europejskiego animowanego filmu w kolorze – „Garbancito de la Mancha”.

MW: Napisałeś w Internecie, że „masz nadzieję, że kiedyś gdzieś znajdziemy kopię „Kleopatry”, „Orła z gór” i wielu innych!”. Myślisz, że można je znaleźć?

AM: Mam nadzieję! Jak powiedziałem, nie wiadomo gdzie można odnaleźć zaginione filmy. Kopia „Orła z gór” mogła na przykład zaginąć gdzieś w Anglii. Myślmy też jednak o skrajnych przypadkach, takich jak „Na krańcu świata”. Ten australijski film z lat siedemdziesiątych w 2002 roku znaleziono w Pittsburghu w puszce z napisem przeznaczonej do zniszczenia. Innym przykładem może być „Metropolis”, którego kompletny wydruk znaleziono w 2008 roku w Argentynie. Wszystko jest więc możliwe.

MW: Gdzie w takim razie szukać?

AM: Archiwa filmowe to pierwsze miejsca, które przychodzą mi na myśl. Kopie mogą znajdować się też w prywatnych kolekcjach, ale w takich przypadkach naprawdę trudno jest cokolwiek znaleźć. Właściciele często nie przyznają się, że mają w swoim domu bezcenny film. Czasem ludzie sami nie wiedzą, co posiadają na swoich strychach. Może najbardziej kultowe filmy kurzą się w prywatnych piwnicach kupione wiele lat temu przez czyichś dziadków?

MW: Co należy więc robić?

AM: Archiwa filmowe, kolekcjonerzy i entuzjaści filmów muszą dołożyć wszelkich starań, by chronić filmy, aby przyszłe pokolenia mogły cieszyć się nimi tak, jak my dzisiaj. Gorąco zachęcam wszystkich, którzy wiedzą, że mogą mieć w domu starą odbitkę, by przekazali ją do państwowego archiwum filmowego. Nie uwierzysz, jak wiele wartościowych taśm odnajduje się w składzikach emerytowanych kinowych woźnych czy właścicieli antykwariatów. Podkreślę, bo to ważne – pozbycie się takich taśm jest w interesie ich posiadaczy. Mijają lata i docieramy do czasu, w którym rozkład tych celuloidów będzie najbardziej zaawansowany. Po prostu ich termin przydatności minął i przechowywanie ich w nieprzystosowanych warunkach może być niebezpieczne.

Źródła:

The Survival of American Silent Feature Films: 1912–1929, D. Pierce, The Library of Congress, Washington DC, grudzień 2013

https://en.kinorium.com

https://www.reddit.com

 

Maks Wieczorski

Lubelski licealista i młody dziennikarz. Na co dzień pisze dla młodzieżowego magazynu Sensor i portalu Ulica Krótka. Wcześniej współpracował także z informacyjnym WiadomościBliskoCiebie24 i publicystyczną Empatią. Autor rozmów m.in. z Barbarą Krafftówną, Ewą Bem, Piotrem Głowackim czy Wandą Traczyk-Stawską. Członek jury młodych 12. Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej „Kamera Akcja”. Pasjonat złotej ery kina i muzyki lat sześćdziesiątych.