„Trzy kamelie” – „nie prośmy o księżyc, skoro mamy gwiazdy”

Trzy kamelie

 

Tytuł: “Trzy kamelie” (“Now, Voyager”)

Rok produkcji: 1942

Reżyseria: Irving Rapper

Obsada: Bette Davis, Paul Henreid, Claude Rains, Gladys Cooper, John Loder i inni

 

 

„Trzy kamelie” Irvinga Rappera to film o głębokiej przemianie młodej kobiety, dokonującej się dzięki psychoanalitycznej terapii. Nominowana do Oscara za tę rolę Bette Davis pokazała na ekranie dwa zupełnie odmienne wcielenia tej samej postaci: neurotyczną i zaniedbana ciocię Charlotte oraz piękną, samodzielną Camille. W obu odsłonach aktorka wypadła równie wiarygodnie, kreując bohaterkę uwikłaną w toksyczną relację z matką, która dzięki pracy nad sobą zyskuje poczucie własnej wartości i osobistą autonomię. „Trzy kamelie” to jednak nie bajkowa historia o Kopciuszku, ale opowieść o tym, że szansa na dobre, spełnione życie nie leży w okolicznościach zewnętrznych. To nie romantyczna miłość czy bogactwo czyni bowiem nasze życie szczęśliwym, ale pozostawanie w zgodzie ze sobą w każdych okolicznościach, doceniając to, co mamy – tak można odczytać główne przesłanie filmu.

„Trzy kamelie” – jak znerwicowana Charlotte zmienia się w piękną Camille

„Trzy kamelie” z 1942 roku to film o młodej kobiecie z zamożnej, arystokratycznej rodziny, która została wychowana przez toksyczną matkę. Pani Henry Windle Vale (Gladys Cooper) przelewa na swoją późno urodzoną córkę wszystkie żale za swoje niespełnione marzenia, kształtując dziewczynkę niepewną własnej wartości i uzależnioną psychicznie od swojej despotycznej rodzicielki. W konsekwencji Charlotte (Bette Davis) wyrasta na otyłą, zaniedbaną i zakompleksioną kobietę, o mocno zaburzonej osobowości, która całe dnie spędza zamknięta w swoim pokoju. Pewnego dnia na prośbę synowej pani Vale w domu arystokratów zjawia się niejaki doktor Jaquith (Claude Rains), który oferuje pomoc w wyleczeniu dziewczyny. Charlotte udaje się do ośrodka terapeutycznego, gdzie przechodzi całkowitą przemianę.

Zwieńczeniem procesu leczenia jest wysłanie odmienionej pacjentki – pięknej, szczupłej i pewnej siebie kobiety – w egzotyczną podróż. Na statku Charlotte poznaje przystojnego mężczyznę, Jerry’ego Durrance’a (Paul Hendreid), w którym natychmiast się zakochuje. Mężczyzna jest jednak żonaty i opowiada dziewczynie historię swojego nieszczęśliwego małżeństwa. Okazuje się, że żona Jerry’ego, Isabel, jest zazdrosna o jego miłość do najmłodszej córki Tiny. Następnie para wspólnie spędza wspaniałe chwile w Rio de Janeiro, a mężczyzna nazywa Charlotte imieniem Camille i wręcza jej trzy kamelie, które odtąd zawsze będą zdobić jej stroje.

Trzy kamelie film

Po wakacjach oboje wracają jednak do siebie. Matka Charlotte jest przerażona przemianą córki i nie może poradzić sobie z jej samodzielnością. Tymczasem panna Windle Vale bryluje w towarzystwie i zdobywa serce zamożnego kawalera Elliotta Livingstone’a (John Loder). Gdy jednak na jednym z przyjęć spotyka Jerry’ego, dochodzi do wniosku, że nie kocha narzeczonego i zrywa zaręczyny. Matka Charlotte w wyniku kłótni z córką, w której ta wyrzuca jej błędy z przeszłości, dostaje zawału i umiera, a przygnieciona poczuciem winy dziewczyna ponownie udaje się do kliniki doktora Jaquitha. Spotyka tam kilkunastoletnią Tinę, w której rozpoznaje niekochaną przez matkę córkę Jerry’ego. Kobieta postanawia zająć się dziewczynką i zrekompensować jej trudne przeżycia.

„Trzy kamelie” – film o potędze psychoterapii

Film „Trzy kamelie” jest niewątpliwie swoistym aktem wiary w potęgę psychoterapii, zwłaszcza modnej w Stanach Zjednoczonych psychoanalizy. Z dzisiejszej perspektywy trudno nie dostrzec pewnej idealizacji tej metody, która często uzależnia pacjenta od terapeuty i zamiast dostarczyć mu narzędzi do samodzielnego radzenia sobie z problemami, sprawia, że musi on niemal każdą sytuację przepracowywać w gabinecie. Sam terapeuta staje się w tym procesie osobą znaczącą, bez której trudno podejmować autonomiczne decyzje.

Mamy tu również do czynienia z typowo freudowską wizją osobowości, zgodnie z którą dzieciństwo determinuje postawy i zachowania, jakie człowiek przejawia w całym późniejszym życiu. Nie brakuje też oczywiście kluczowego i mizoginicznego elementu teorii Freuda, czyli „matkocentryzmu”, polegającego na obwinianiu nieczułej, despotycznej matki o wszystkie zaburzenia dziecka.

Film Trzy kamelie recenzja

Pomimo tych słabości podkreślenie w „Trzech kameliach”, że wewnętrzna przemiana człowieka jest możliwa dzięki sukcesywnej pracy nad sobą, czyni z filmu Irvinga Rappera niezwykle wartościową i interesującą pozycję. To jeden z pierwszych obrazów problematyzujących proces terapeutyczny czy wręcz pokazujących ludzką egzystencję jako swoistą autoterapię – uczenie się na własnych doświadczeniach i wyciąganie wniosków z popełnionych błędów.

„Trzy kamelie” – muzyka, słynna scena z papierosem i otwarte zakończenie

„Trzy kamelie” zostały docenione przez Amerykańską Akademię Filmową przede wszystkim za muzykę. Jej autor, Max Steiner, dostał za swoją pracę Oscara. Muzyka, jak również piękne zdjęcia trafnie ilustrują dokonujący się na oczach widza proces metamorfozy Charlotte.

Melodramat Rappera to bardzo osobliwa historia o miłości, która wcale nie musi być spełniona w romantycznej wersji, by wywrzeć decydujący wpływ na ludzkie życie. Czasami wystarczy, że pozostanie w sferze potencjalnej możliwości i marzeń. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że film zawiera freudowskie symbole o znaczeniu erotycznym, stanowiące substytut aktu seksualnego. Najsłynniejszym z nich są słynne sceny z papierosami, które przeszły do historii kina. Chodzi o momenty, gdy Jerry zapala w swoich ustach dwa papierosy, po czym jeden z nich oddaje Camille.

Trzy kamelie 1942

Ostatecznie, choć bohaterowie wydają się stworzeni dla siebie, raczej nie stworzą związku. Największym atutem filmu jest właśnie otwarte zakończenie, sprawiające, że nie wiemy, jak potoczą się dalsze losy postaci. Nie ma happy-endu, ponieważ istotę przemiany Charlotte nie stanowi bajkowy scenariusz, w którym wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Metamorfoza nie sprawia, że wszystkie problemy nagle znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Zmienia się jednak postawa samej bohaterki, która uświadamia sobie, że potrafi żyć bez pieniędzy swojej matki (w kłótni z nią przedstawia plan samodzielnego zarabiania na swoje utrzymanie) oraz bez posiadania wymarzonego partnera. Co więcej, zarówno brak jednej jak i drugiej wartości nie uszczupli jakości jej życia. Istotą szczęścia okazuje się bowiem nie tyle miłość realizowana w związku erotycznym, ale obecna jako postawa wobec świata i innych. To przeświadczenie, że radość można czerpać zawsze i wszędzie, rozglądając się wokół i robiąc coś dla innych. „Nie prośmy o księżyc, skoro mamy gwiazdy” – mówi w ostatniej scenie Charlotte, patrząc w niebo. I słowa te nie bez powodu zostały uznane za jedną z najlepszych kwestii w dziejach kina.

Literatura:

G. Stachówna, „100 melodramatów”, Kraków 2000.