„Krzyk” – 20 faktów na temat realizacji kultowego horroru

Horror Krzyk ciekawostki

Krzyk, kadr z filmu

„Jaki jest twój ulubiony horror?”. Od zadania tego legendarnego pytania mija w tym roku dokładnie trzydzieści lat, a wypowiedział je nie kto inny, jak kultowy Ghostface z filmu „Krzyk”, zrealizowanego na podstawie scenariusza Kevina Williamsona i w reżyserii Wesa Cravena. Każdy fan horrorów doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że wspominany tutaj obraz nie tylko zrewolucjonizował kino grozy lat. 90 XX wieku, lecz przede wszystkim wskrzesił umierający w tamtym okresie gatunek slashera. Z okazji trzydziestej rocznicy powstania tego ponadczasowego dzieła serwujemy dwadzieścia intrygujących faktów na temat jego realizacji.

1. Kiedy sztuka naśladuje życie

Za inspirację do napisania scenariusza posłużyła autentyczna historia. Kiedy pewnej nocy Kevin Williamson oglądał film dokumentalny poświęcony seryjnemu mordercy – Danny’emu Haroldowi Rollingowi, a następnie odkrył w swoim domu otwarte okno, będąc pewnym, że wcześniej je zamknął, chwycił za nóż i zaczął przeszukiwać mieszkanie. Przerażony, w międzyczasie rozmawiał przez telefon z przyjacielem, informując go o całym zajściu. W ostatnich dniach sierpnia 1990 roku Rolling w bestialski sposób zamordował pięcioro studentów, włamując się nocą do ich mieszkań. Media nadały mu przydomek Rozpruwacz z Gainesville. Ciekawe, czy Williamson stworzyłby tekst do „Krzyku”, gdyby w jego ręce nie wpadł dokument o wspomnianym seryjnym mordercy? Często bowiem to właśnie wstrząsające historie piszą najlepsze scenariusze (Zob. Top 20 – horrory na faktach).

2. Scenariusz „Krzyku” na „licytacji”

Kiedy Kevin Williamson zaoferował się ze swoim scenariuszem „Krzyku”, jego tekst wzbudził ogromne zainteresowanie. Autor bardzo szybko doczekał się ciekawych ofert od potężnych wytwórni filmowych, takich jak chociażby Paramount Pictures, Universal, Morgan Creek, należącą do Olivera Stone’a – Cinergi Pictures czy Dimension Films braci Weinsteinów. Finalnie Williamson wybrał propozycję od tej ostatniej i choć zaoferowała ona najmniej, bo czterysta tysięcy dolarów, scenarzysta miał przynajmniej pewność, że film faktycznie powstanie. Jak zatem widać, czasem ambicja okazuje się ważniejsza od dużych pieniędzy.

3. Pierwotny tytuł filmu “Krzyk”

Zanim legendarne dzieło Wesa Cravena ochrzczono terminem „Scream”, na początkowym etapie produkcji nosiło ono nazwę „Scary Movie”, co jest dość zabawne (i prorocze), gdyż w 2000 roku powstała słynna komedia braci Wayans, parodiująca kultowe filmy grozy z lat 90., o tym właśnie tytule. Zmiany dokonano w ostatniej chwili. Producenci – Bob i Harvey Weinsteinowie, zainspirowani piosenką Michaela i Janet Jacksonów, postanowili nazwać film „Scream”. Uznali ten tytuł za bardzo chwytliwy, co miało przyczynić się do przyciągnięcia jak największej publiczności do kin. Czas pokazał, że się nie mylili.

4. Odmowa Wesa Cravena

Już na samym starcie producenci planowali powierzenie reżyserskiego stołka Wesowi Cravenowi. Twórca „Ostatniego domu po lewej” początkowo dwukrotnie odmówił, gdyż planował odpocząć od gatunku slashera. W związku z tym studio było zmuszone poszukać odpowiedniego zastępcy. Wśród proponowanych reżyserów znaleźli się wyspecjalizowani fachowcy, między innymi George A. Romero, Sam Raimi, Robert Rodriguez i Danny Boyle. Jednakże wszyscy czterej zostali ostatecznie odrzuceni, ponieważ ich zdaniem scenariusz filmu za bardzo przypominał komedię.

Craven, umiejętnie potrafiący żonglować humorem i wyszukanymi scenami śmierci, dał się przekonać z dwóch powodów. Pierwszym była prośba zaangażowania Drew Barrymore, zaś drugim – dużo bardziej osobliwym i w pewnym sensie „najeżdżającym” na ambicję – spotkanie z pewnym jedenastoletnim fanem jego horrorów. Młody widz wyznał reżyserowi, że jego ulubionym filmem są „Wzgórza mają oczy” i jakby tego było mało, zarzucił Cravenowi, iż ten, jako twórca, „złagodniał” w ostatnim czasie. Przytoczona sytuacja idealnie pokazuje, jak duży wpływ na twórcę może mieć oddany fan. Nie zawsze bowiem wysoka gaża okazuje się tym dominującym czynnikiem.

5. Kulisy angażu Drew Barrymore w „Krzyku”

Kiedy twórcy kompletowali obsadę „Krzyku”, jedyną znaną osobą spośród wszystkich zakontraktowanych była w tamtym okresie Drew Barrymore. Zaangażowana specjalnie na prośbę Wesa Cravena, miała początkowo zagrać główną postać, czyli Sidney Prescott. Jednakże gwiazda „Trującego bluszczu” wybrała rolę pierwszej ofiary filmu – Casey Becker, stwierdzając: „W horrorach najbardziej irytowało mnie to, że zawsze z góry wiadomo było, iż główna bohaterka przetrwa do samego końca. Chciałam wyeliminować tę pewność, pokazać widzom, że w tym filmie takie zasady nie obowiązują”.

Podobny zabieg zastosował wybitny brytyjski reżyser Alfred Hitchcock w słynnej „Psychozie”, kiedy to bohaterka grana przez Janet Leigh, Marion Crane – zaaranżowana na tę główną i ostateczną – ginie mniej więcej w połowie historii. Wes Craven, podobnie jak twórca „Rebeki”, wiedział, że większym zaskoczeniem dla widzów będzie uśmiercenie (rzekomo) pierwszoplanowej postaci w początkowych partiach opowieści, aniżeli pozostawienie jej przy życiu do końca filmu. Sekwencja otwierająca „Krzyk”, podczas której Casey Becker rozmawia przez telefon z seryjnym mordercą, a następnie ginie od brutalnych pchnięć nożem, jest wizytówką całej serii.

Scream ciekawostki o filmie

Drew BerryMore i Wes Craven na planie “Krzyku”

6. Zaangażowanie prawdziwych służb do „Krzyku”

W trakcie rejestrowania sceny otwierającej „Krzyk”, gdzie Casey Becker zmuszona jest wykręcić numer alarmowy 911, odtwarzająca ją Drew Barrymore tak wczuła się w rolę, że omyłkowo dodzwoniła się na policję. Służby, słysząc jej przerażenie, nie były obojętne na zaistniałą sytuację i odpowiedziały na ten dramatyczny apel. Ekipa odpowiedzialna za rekwizyt, jakim był telefon stacjonarny, nie odłączyła go od sieci, co poskutkowało takim, a nie innym finałem. Ponadto podczas prac nad wspominaną właśnie sceną amerykańska aktorka wyznała reżyserowi, że przeczytała ostatnio w gazecie makabryczną informację.

W prasie widniał bowiem artykuł na temat podpalenia psa przez jego właściciela. Barrymore bardzo mocno przeżywała tę sytuację, co jakiś czas wybuchając na planie niekontrolowanym płaczem. Kiedy kręcono scenę otwarcia, Craven regularnie powtarzał w jej stronę słowa „zapalam zapałkę”, co automatycznie przypominało aktorce o tym przerażającym incydencie z udziałem czworonoga. Wszystkie emocje, jakie targały nią na początku filmu, były więc pokłosiem tej straszliwej informacji medialnej.

7. Znalezienie właściwej maski do filmu „Krzyk”

Maska, jaką nosił Ghostface, cieszyła się kultem już od premiery filmu. Początkowo Wes Craven, przy pomocy kostiumografów, rozważał różne warianty, jednak żaden z pomysłów go nie usatysfakcjonował. Wstępnie dużą inspiracją była maska, która zakrywała twarz innego legendarnego filmowego mordercy – Michaela Myersa z równie kultowej serii „Halloween”, zapoczątkowanej przez Johna Carpentera w 1978 roku. Niemniej jednak w trakcie poszukiwań lokacji do sceny finałowej jedna z producentek – Marianne Maddalena, zauważyła pewien niezwykle oryginalny kamuflaż. Producentem maski okazała się firma Fun Mask.

Craven od razu podjął negocjacje z jej właścicielami, gdyż znalazł dokładnie taki model, jakiego szukał. Niestety, przeciwny temu pomysłowi okazał się jeden z czołowych producentów – Bob Weinstein. Zagroził nawet, iż zastąpi Wesa Cravena innym reżyserem, jednakże po obejrzeniu surowego materiału filmowego, gdzie zarejestrowano scenę otwarcia niemalże w całości bez jego wiedzy – z seryjnym mordercą w tejże masce – od razu zmienił zdanie. Jak mawiał jeden z bohaterów trylogii „X” Ti Westa, będącej listem miłosnym do historii kina grozy, Wayne: „Lepiej prosić o wybaczenie niż o pozwolenie”.

8. Głos Ghosface’a w „Krzyku”

Głos Ghostface’a z „Krzyku” – jego charakterystyczna, złowieszcza barwa i sposób artykulacji – od lat uchodzi za podobnie kultowy, co słynna maska, a jego właścicielem jest Roger Jackson. Wes Craven celowo nie przedstawił go członkom obsady. Uznał bowiem, że jeśli nie będą znali twarzy swojego rozmówcy, ich reakcje będą bardziej wiarygodne. Co dodatkowo szczególne, Jackson nie rejestrował swojego głosu w studiu nagraniowym. Nie dodano go również w postprodukcji. Aktor przez cały czas był obecny na planie filmowym, jednakże całkowicie odseparowany od reszty obsady.

20 faktów o filmie Krzyk

Obsada “Krzyku”, zdjęcie promocyjne

Miał zapewnione sekretne siedzisko w namiocie i to właśnie z tego miejsca wchodził w interakcje z określonymi bohaterami. Na wstępie planowano, by głos Jacksona był jedynie tymczasowy, jednakże Craven uznał jego wyjątkowość, stwierdzając, że brzmi niczym „inteligentne zło”. I choć aktor wywiązał się ze swojej roli pierwszorzędnie, fizyczną kreację odegrał kaskader – Dane Farwell. Mimo to zdarzały się sytuacje, że wspomniany dubler zastępowany był kimś innym. Jednym z takich właśnie wypadków jest scena, w której Casey Becker uderza zamaskowanego seryjnego mordercę słuchawką telefonu.

Wówczas pod maską znajdował się nie kto inny, a sam Wes Craven. Reżyser pojawił się również w „widocznej” roli woźnego imieniem Fred, którego zielono-czerwony sweter i kapelusz były nawiązaniem do postaci Freddy’ego Kruegera. Jak już jesteśmy przy cameo, czyli gościnnych występach znanych osób, kreację agresywnej, dociekliwej dziennikarki odegrała Linda Blair – aktorka znana przede wszystkim z dwóch pierwszych części „Egzorcysty”, gdzie wcieliła się w opętaną przez demona Regan MacNeil.

9. Odtwórczyni roli Sidney Prescott w „Krzyku”

20 faktów zza kulis filmu Krzyk

Neve Campbell w filmie Krzyk

Kiedy Drew Barrymore poprosiła o zamianę kreacji z głównej bohaterki na postać ginącą w scenie otwierającej „Krzyk”, rozpoczęto poszukiwania nowej aktorki. Duże szanse na angaż miały w tamtym czasie między innymi Melissa Joan Hart, Brittany Murphy, Tori Spelling, Alicia Witt i Reese Witherspoon. Scenarzysta – Kevin Williamson, był za obsadzeniem ikony amerykańskiego kina coming of age – Molly Ringwald, jednakże sama aktorka uznała, iż mając dwadzieścia siedem lat na karku, jest zbyt dojrzała do tej kreacji. W konsekwencji twórcy filmu na nowo musieli podjąć poszukiwania tej jedynej i niepowtarzalnej final girl.

Na końcowym etapie castingu, w ścisłym finale, znalazły się trzy aktorki – wspomniane już wcześniej Brittany Murphy i Alicia Witt oraz mało rozpoznawalna wówczas Neve Campbell. Wes Craven, widząc ostatnią z wyszczególnionych w popularnym w tamtym okresie serialu „Ich pięcioro”, nie zwlekał z wyborem. Uznał, że to właśnie Neve Campbell będzie w stanie idealnie oddać niewinność i zaradność Sidney Prescott. I w taki oto sposób narodziła się kolejna kultowa diwa slasherów.

10. Hołd dla gatunku w horrorze „Krzyk”

„Krzyk”, poza tym, że wskrzesił na nowo umierający wówczas gatunek slashera, stanowił również hołd dla tego typu produkcji z przełomu lat 70. i 80. XX wieku. Podczas dialogu pomiędzy Casey Becker a jej ojcem, dziewczyna słyszy od niego: „bierz samochód, jedź do Mackenzie’ów”. Identyczna rozmowa odbyła się w „Halloween” Johna Carpentera. Wtedy to główna bohaterka – Laurie Strode, wypowiedziała identyczne zdanie z użyciem takiego samego nazwiska. Skeet Ulrich, odtwarzający postać Billy’ego Loomisa, zrobił ukłon w stronę innego, niezwykle istotnego bohatera z „Halloween” – doktora Samuela Loomisa, brawurowo odegranego przez Donalda Pleasence’a, zaś samo to nazwisko stanowi z kolei hołd dla Sama Loomisa – obłąkanego mordercy z „Psychozy” Alfreda Hitchcocka.

Krzyk kultowy horror ciekawostki

Johnny Depp w Koszmarze z Ulicy Wiązów i Rose McGowan w Krzyku

Wybór aktora do roli przełożonego detektywa Dewey’a – szeryfa Burke’a, w którego wcielił się Joseph Whipp, nie był przypadkowy, a dodatkowym plusem okazało się „rozwinięcie” tej postaci. Wspomniany artysta zagrał policjanta w „Koszmarze z ulicy Wiązów”, czyli w jednym z najbardziej rozpoznawalnych dzieł Wesa Cravena. Jak mówił sam reżyser: „Historia stojąca za tą postacią jest taka, że wydarzenia z „Koszmaru z ulicy Wiązów” tak bardzo nim wstrząsnęły, iż przeprowadził się do małego miasteczka w północnej Kalifornii”. Poza tym dodatkowym hołdem było kilka trafnych nawiązań ukrytych w poszczególnych rozmowach pomiędzy bohaterami, jak chociażby Casey Becker mówiąca przez telefon, że tylko pierwsza część serii o Freddym Kruegerze była udana.

Jakby tego było mało, również kostiumy, w jakie ubrano określonych bohaterów, stanowią celne odniesienia do kultowych filmów grozy. I tutaj ponownie Craven oddał hołd samemu sobie, gdyż Glen Lantz z „Koszmaru z ulicy Wiązów”, w którego wcielił się debiutujący na dużym ekranie Johnny Depp, nosił identyczną koszulkę z numerem dziesięć, co Tatum Riley odegrana przez Rose McGowan. Aż korci, by powiedzieć na głos, iż był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę!

11. Scena śmierci Tatum Riley w „Krzyku”

Skoro już jesteśmy przy postaci Tatum Riley, której twarzy użyczyła Rose McGowan, nie wypada nie wspomnieć o dość zabawnym incydencie z jej udziałem, jaki wydarzył się na planie filmowym. Amerykańska aktorka cechowała się w tamtym czasie niezwykle drobną budową ciała, przez co realizacja sceny, kiedy miała zostać przygnieciona drzwiczkami dla psów, spędzała ekipie sen z powiek. Za każdym razem, gdy klapa unosiła się, McGowan wypadała z niej. Członkowie ekipy wpadli więc na genialny pomysł, mianowicie przybili jej ubranie do drzwi.

Dzięki temu aktorka była w stanie utrzymać odpowiednią pozycję ciała. W wywiadach zwierzała się nawet, że od kiedy zagrała w „Krzyku”, uświadomiła sobie uroki bycia drobną kobietą. Od tamtej pory wchodziła bowiem do domu właśnie drzwiczkami dla psów, gdy przez pomyłkę zatrzaskiwała drzwi wejściowe. Poza tym humorystycznym akcentem warto odnotować, iż zdaniem fanów serii to najbardziej zmysłowa damska postać z pierwszej części cyklu.

12. Matthew Lillard i jego przypadkowy angaż

Scream - 20 faktów o kultowym horrorze

Matthew Lillard, scena z filmu Krzyk

Matthew Lillard dołączył do obsady „Krzyku” zupełnie przypadkowo. Partnerował swojej ówczesnej dziewczynie, starającej się o angaż w innym projekcie. W międzyczasie został zauważony przez reżysera castingu, a następnie zaproszony na przesłuchanie. Amerykański aktor, po szybkim zapoznaniu się ze scenariuszem, był zainteresowany rolą Billy’ego Loomisa, która ostatecznie przypadła Skeetowi Ulrichowi. W konsekwencji usłyszał: „Nie pasujesz na gościa, który przez cały film ma całować się z Neve Campbell; może spróbujesz swoich sił w roli najlepszego przyjaciela?”. Choć aktor przekonująco zagrał swoją partię, po premierze filmu stwierdził, iż nie jest zadowolony ze swojej kreacji. W jednym z wywiadów udzielił następujących wyjaśnień:

„Byłem fatalny. Mam duże dziąsła, wielkie zęby i naprawdę małą głowę. Po prostu kompletnie postradaliśmy zmysły! W całej tej finałowej sekwencji weszliśmy na najwyższe obroty i przesadzaliśmy z ekspresją jak nikt inny. Gdybym zobaczył kogoś, kto tak gra na planie, powiedziałbym: stary, wyluzuj trochę, zejdź z tym o jakieś pięćdziesiąt osiem procent”. Wypowiedź aktora wydaje się mocno przesadzona, gdyż właśnie dzięki jego nietypowej aparycji i szarżowaniu przed kamerą postać Stuarta Machera silnie oddziaływała na widzów. Co dodatkowo warte odnotowania, Wes Craven zatrudnił go do tej roli, ponieważ uważał, że ma on „niesamowitą drapieżność”, a Neve Campbell – jak na ironię – spotykała się z nim przez dwa lata od chwili, gdy poznali się na planie „Krzyku”.

13. Skeet Ulrich i jego kontuzja na planie filmu „Krzyk”

W wieku dziesięciu lat Skeet Ulrich przeszedł operację na otwartym sercu. W scenie, kiedy Sidney Prescott wyskakuje z szafy i atakuje odgrywanego przez niego bohatera parasolką z chowanym ostrzem, końcówka rekwizytu ominęła kamizelkę ochronną i faktycznie dotkliwie zraniła aktora w okolice miejsca, na którym dokonano zabiegu. Reakcja na ból okazała się tak silna, że nie wytrzymał, przez co krzyk, jaki z siebie wydał, był w stu procentach autentyczny. Wes Craven zostawił to ujęcie w filmie. Uznał, że dodaje ono scenie realizmu. Czasem niefortunny wypadek na planie okazuje się fundamentalny dla danej sekwencji, wzbudzając u widzów prawdziwy strach.

14. Romans Courteney Cox i Davida Arquette’a

Plan „Krzyku” połączył nie tylko Neve Campbell i Matthew Lillarda, lecz także inną parę aktorów. Choć początkowo Courteney Cox nie darzyła Davida Arquette’a specjalnymi względami, w trakcie pracy na planie powoli przekonywała się do odtwórcy roli spolegliwego, niecieszącego się specjalnym szacunkiem policjanta, sama wcielając się w postać pewnej siebie, zdecydowanej dziennikarki – Gale Weathers. Jamie Kennedy, któremu przypadła w udziale najciekawsza kreacja spośród wszystkich, czyli specjalisty od filmów grozy, w ten oto sposób wspominał całe zajście:

„Podczas czytania scenariusza ich postacie miały ze sobą wiele interakcji. Pomyślałem wtedy: „Jejku, między nimi jest naprawdę świetna chemia”. Później, w drodze na lotnisko, jechaliśmy wszyscy jedną limuzyną… i było jasne, że to, co widzieliśmy, wcale nie było grą aktorską… To było doprawdy piękne. Bardzo miło było patrzeć, jak dwoje ludzi się w sobie zakochuje”. Ostatecznie Cox i Arquette pobrali się w 1999 roku. Po czternastu latach małżeństwa rozwiedli się. Owocem ich związku jest córka – Coco Riley Arquette, która skończyła w tym roku dwadzieścia dwa lata. Ponadto dla samej aktorki angaż w „Krzyku” okazał się owocny z jeszcze jednego powodu. Dzięki roli Gale Weathers uwolniła się bowiem od wizerunku „miłej dziewczyny” z serialu „Przyjaciele”.

15. Zmiana lokalizacji

Wstępnie planowano, aby to liceum Santa Rosa High School w Kalifornii było szkołą, do której uczęszczają bohaterowie filmu „Krzyk”. Choć Wes Craven, od dawna cieszący się pozycją wybitnego twórcy horrorów, dopasował harmonogram prac do preferencji placówki, przy czym okręg miał zyskać dodatkowo pięćdziesiąt tysięcy dolarów wynagrodzenia, rada szkoły ostatecznie wycofała zgodę na rejestrację zdjęć. Uznała bowiem, że „Krzyk” ocieka przemocą i gloryfikuje patologiczne zachowania.

Co ciekawe, jeden z pracowników szkoły, odpowiedzialny za anulowanie pozwolenia, w późniejszym okresie został aresztowany za pobicie własnej żony. Craven, rozczarowany decyzją rady, nie mógł pogodzić się z werdyktem. Dlatego też umieścił w napisach końcowych produkcji taki oto komunikat: „Cofnięcie jakichkolwiek podziękowań dla Rady Zarządzającej Okręgu Szkolnego Santa Rosa”.

16. Konflikt między reżyserem a operatorem horroru „Krzyk”

Kiedy na tydzień przed ukończeniem zdjęć Wes Craven zwrócił się z prośbą do ich autora – Marka Irwina, by ten wymienił cały swój zespół współpracowników z powodu nieostrości poszczególnych fragmentów, spotkał się z natychmiastową odmową. Operator dorzucił sarkastycznie, czy ekipa oczekuje również jego odejścia. Producenci nie kryli rozczarowania taką butną postawą i z miejsca podmienili go na Petera Deminga. I choć to Mark Irwin nakręcił większą część materiału, a jego zastępca dokończył jedynie rejestrację poszczególnych partii, tak bardzo spodobał się Cravenowi, że panowie współpracowali przy kolejnych trzech odsłonach cyklu. Zatem jeśli dokonywać zmian, to tylko na lepsze.

17. „Scena 118” w „Krzyku”

Kulisy powstawania filmu Krzyk

Krzyk, kadr z filmu

„Scena 118” w scenariuszu to nic innego, jak trzeci akt filmu, mający miejsce podczas imprezy w domu Stuarta Machera. Wspomniana sekwencja trwa dokładnie czterdzieści dwie minuty, a jej zrealizowanie zajęło ekipie filmowej aż dwadzieścia jeden dni. Wyczerpujące, trzytygodniowe zdjęcia były spowodowane licznymi problemami technicznymi oraz odosobnioną lokalizacją. Kręcenie finałowej sceny, ogniskującej się na pojedynku Sidney Prescott z Billym Loomisem i Stuartem Macherem, zajęło aż pięć dni. Neve Campbell, podczas wywiadu dla serwisu The Ringer, tak wspominała ten czas:

„Mój kostium dosłownie nigdy nie był prany. Zdejmowałam go rano, a wieczorem, gdy wracałam na plan – ponieważ ślady krwi musiały wyglądać identycznie – po prostu go zwilżali. Nawilżali zaschniętą krew. Po zakończeniu zdjęć miałam ochotę spalić ten kostium”. Poza niedogodnościami związanymi z kostiumem aktorka skarżyła się dodatkowo na to, jak wymagające było utrzymanie wysokiego poziomu przerażenia przez tak długi czas. Kiedy zdjęcia dobiegły końca, producenci przygotowali dla całej ekipy humorystyczne koszulki z napisem „przetrwałem scenę 118”. W niektórych kręgach filmowych trzeci akt „Krzyku” nazywany jest „najdłuższą nocą w historii horroru” (Zob. Top 20 – najlepsze horrory wszech czasów).

18. Uniknięcie kategorii NC-17

„NC-17” w nomenklaturze kinowej oznacza absolutny zakaz wstępu dla osób w wieku siedemnastu lat i młodszych. W celu uniknięcia takich restrykcji Wes Craven musiał negocjować pozostawienie poszczególnych fragmentów z Motion Picture Association of America (Amerykańskim Stowarzyszeniem Filmu). Członkowie komisji uznali, że scena otwarcia jest zbyt brutalna, na co reżyser odparł – niezgodnie z prawdą – iż nie dysponuje ujęciami zastępczymi.

I choć w tym wypadku udało mu się uniknąć cięć, trzeci akt doznał już pewnych okrojeń. Craven aż dziewięciokrotnie stawał przed komisją, oczekując na akceptację swojego skończonego dzieła. Skoro wersja, jaką wszyscy znamy, została zredukowana z powodu intensywności poszczególnych fragmentów, ciekawe jak prezentował się wariant zaproponowany początkowo przez reżysera. Aż strach o tym myśleć.

19. Ścieżka dźwiękowa filmu „Krzyk”

Autorem muzyki oryginalnej do „Krzyku” jest Marco Beltrami. Amerykański kompozytor został zwerbowany dzięki konkursowi internetowemu, skupiającemu się na poszukiwaniach nowych talentów. Dzieło Wesa Cravena było więc jego debiutem filmowym. Sam kompozytor informował, iż nigdy nie był fanem horrorów. Podczas prac nad ścieżką dźwiękową dużą inspiracją okazała się dla niego muzyka Ennio Morricone do „trylogii dolarowej” Sergio Leone.

Kiedy przesłał swoją próbkę, Craven nie krył zachwytu. Reżyser stwierdził bowiem, że wszystkie nadesłane wcześniej taśmy demo brzmiały jak muzyka Johna Williamsa. Dlatego też pochwalił pracę Beltramiego za oryginalność i ostatecznie ilustracje muzyczne jego autorstwa znalazły się w filmie. Co dodatkowo szczególne, kompozytor napisał muzykę również do trzech kolejnych części cyklu oraz ostatniej odsłony z 2026 roku.

20.Caller ID

W Stanach Zjednoczonych „Caller ID” oznacza funkcję w telekomunikacji, która przesyła i wyświetla numer telefonu osoby lub firmy dzwoniącej na ekranie aparatu osoby odbierającej połączenie. Po premierze „Krzyku” w kraju gwałtownie wzrosła liczba klientów zainteresowanych taką usługą. Jak zatem widać, film Cravena musiał bardzo zaintrygować widzów, skoro zaczęli obawiać się tajemniczych telefonów.
_____

W weekend otwarcia w Stanach Zjednoczonych „Krzyk” zarobił zaledwie niecałe sześć i pół miliona dolarów przy budżecie opiewającym na piętnaście milionów. Dziś jego zysk szacuje się w granicach prawie stu osiemdziesięciu milionów, co do niedawna czyniło go najbardziej dochodową częścią cyklu. Rekord ten został pobity w tym roku za sprawą „Krzyku 7”. Co ciekawe, kiedy pierwszy epizod sagi wchodził do kin, miało to miejsce w grudniu 1996 roku, czyli na kilka dni przed świętami. Wypuszczanie brutalnego horroru w takim okresie stanowiło duże ryzyko, a mimo to publiczność dopisała i dzięki „szeptanemu marketingowi” dzieło Cravena osiągało coraz lepsze wyniki finansowe.

Dziś „Krzyk” jest sagą o globalnym zasięgu. W Polsce, z okazji trzydziestolecia premiery pierwszej części, odbywają się specjalne pokazy tego filmu. Bilety znikają w zastraszającym tempie, co świadczy o wyjątkowości produkcji. „Krzyk” przyciągnął bowiem nie tylko starych fanów, lecz również nowe pokolenie widzów. I właśnie w takim stylu buduje się legendę.

Źródła:

Bleecker C., „20 Interesting Facts About Scream” [on-line] [dostęp: 29.10.2026], dostępna w Internecie: “Alltherightmovies”

Runtagh J., „20 Things You Didn’t Know About the Teen Horror Classic” [on-line] [dostęp: 29.10.2026], dostępna w Internecie: “People”

 

Avatar photo

Aleksander Biegała

Absolwent Uniwersytetu Łódzkiego na kierunkach Pedagogika społeczna oraz Dziennikarstwo i Komunikacja społeczna. Przenosi wybrane filmy na grunt muzyczny. Regularnie publikuje artykuły dla portali Plaster Łódzki i Kinomisja Pulp Zine. W kinie najbardziej ceni jego żeński element, a "Kobieta z wydm" Hiroshiego Teshigahary to dla niego wyznacznik obrazu doskonałego.