„Do widzenia, do jutra” – młoda inteligencja u schyłku lat 50.

Do widzenia, do jutra

 

Tytuł: “Do widzenia, do jutra”

Rok produkcji: 1960

Reżyseria: Janusz Morgenstern

Obsada: Zbigniew Cybulski, Teresa Tuszyńska, Grażyna Muszyńska, Barbara Baranowska, Włodzimierz Bielicki, Jacek Fedorowicz, Roman Polański, Eleonora Kałużyńska

 

 

„Do widzenia, do jutra” – fabularny debiut Janusza Morgensterna – to interesujący obraz młodego pokolenia u schyłku lat 50. XX wieku. Historia miłości romantycznego studenta do pięknej młodej Francuzki staje się okazją do stworzenia portretu polskiej buntowniczej inteligencji, o której kino przed październikową Odwilżą nie mogło opowiadać ze względów cenzuralnych. Film kręcony w malowniczych gdańskich plenerach, modnych studenckich klubach i w piwnicy legendarnego kabaretu Bim Bom, z jazzową oprawą muzyczną autorstwa Krzysztofa Komedy ukazuje nieco ambiwalentny wizerunek wspomnianej formacji społecznej. Wartość obrazu Morgensterna podwyższa cała galeria wielkich postaci polskiego kina. Wystąpili tu bowiem Zbigniew Cybulski, Teresa Tuszyńska, Roman Polański czy Jacek Fedorowicz.

„Do widzenia, do jutra” – historia pewnej miłości

Akcja filmu „Do widzenia, do jutra” rozgrywa się pod koniec lat 50. w Trójmieście. Scenariusz zawiera wiele autentycznych wątków z życia Zbigniewa Cybulskiego, założyciela i aktora słynnego teatrzyku Bim-Bom, który wystąpił w głównej roli. Zagrał tu Jacka, gdańskiego studenta, który pewnego dnia poznaje nad Motławą młodą Francuzkę o imieniu Margueritte (w tej roli Teresa Tuszyńska), córkę francuskiego dyplomaty. Chłopak natychmiast zakochuje się w pięknej cudzoziemce i zaczyna prześcigać się ze swoimi kolegami-rywalami w organizowaniu jej interesujących rozrywek. Jacek zaprasza więc na Margueritte na tenisa i oprowadza po zabytkowym Gdańsku i jazzowych lokalach.

Gdy jednak dziewczyna zaczyna przedkładać nad jego towarzystwo innego mężczyznę (w tej roli Włodzimierz Bielicki), bohater przechodzi załamanie. Spotyka Margueritte dopiero tuż przed jej wyjazdem z Polski. Dziewczyna mimo że umawia się z nim na spotkanie kolejnego dnia, nie przychodzi, a Jacek dowiaduje się, że już jej nie zobaczy.

Do widzenia, do jutra film recenzja

Niepowtarzalny klimat w „Do widzenia, do jutra”

„Do widzenia, do jutra” to film, który zachwyca wspaniałym klimatem. Historia rozgrywa się wśród wspaniałych zabytków Gdańska: Bazyliki Mariackiej, Fontanny Neptuna czy Długiego Targu. Wraz z bohaterami zaglądamy na korty tenisowe w Gdyni czy do Willi Hestia w Sopocie przy ulicy Władysława IV. Oglądamy przedstawienia studenckiego teatrzyku Bim-Bom, jednego z najważniejszych ośrodków młodych artystów lat 50. i ważnego miejsca kształtującego klimat Odwilży. Poszczególne sceny kręcono także w trójmiejskich piwnicach, gdzie bawiła się młodzież przy dźwiękach jazzowej muzyki, i w gdańskim akademiku.

Film Janusza Morgensterna odtwarza zatem specyficzną i urokliwą atmosferę, w której dojrzewało młode pokolenie inteligencji tego okresu. W sposób szczególny buduje go ścieżka dźwiękowa autorstwa Krzysztofa Komedy, a także aktorstwo najważniejszych postaci środowiska: Zbigniewa Cybulskiego, ale również pojawiających się w epizodach Wowo Bielickiego (scenograf Bim-Bom), Tadeusza Chyły (pieśniarz kabaretu) czy Romana Polańskiego.

„Do widzenia, do jutra” jako portret pokolenia

Doniosłość „Do widzenia, do jutra” polega przede wszystkim na tym, że był to jeden z pierwszych udanych filmów portretujących słynną część generacji wchodzącej w dojrzałość u schyłku lat 50. Wcześniej twórcy filmowi nie mogli jawnie pokazywać jej prawdziwego oblicza, dlatego przemycali współczesne aluzje w utworach osadzonych we wcześniejszych dekadach, czego przykładem jest ikoniczna postać Maćka Chełmickiego w jeansach w „Popiele i diamencie” Andrzeja Wajdy. Debiut Morgensterna powstał po październikowych zmianach, które na kilka lat uchyliły żelazną kurtynę i pozwoliły nie tylko opowiedzieć więcej, ale także wziąć ożywczy łyk z kulturowych prądów Zachodu.

Film Do widzenia, do jutra

Historia miłosna rozgrywająca się w kultowych dla młodej inteligencji miejscach nadawała się do tego idealnie. Mamy tu polskiego studenta i cudzoziemkę, a więc spotkanie dwóch różnych światów i kultur. On jest nazbyt poważny i smutny jak na swój wiek, ona radosna i spragniona wrażeń. Właściwie nie wiadomo dlaczego, letnie, romantyczne zauroczenie nagle przekształca się dla Jacka w egzystencjalny dramat. „Do widzenia, do jutra” to film, który choć nie zawiera żadnych politycznych odniesień, uzmysławia wyraźną różnicę pomiędzy rówieśnikami pochodzącymi z różnych części Europy. Polskie pokolenie młodych schyłku lat 50. pomimo swojego wieku wydaje się obciążone jakimś niewidocznym balastem, zamknięte w niewidzialnych ramach, które uniemożliwiają pełną realizację wolności. To generacja próbująca wyrazić swój bunt w eksperymentach artystycznych, czytaniu wierszy Majakowskiego i słuchaniu jazzu.

Demaskacja mitu generacyjnego

Charakterystyczny sztafaż atrybutów młodej inteligencji odsłania jednak również jej drugie oblicze: swoiste pozerstwo i uderzającą naiwność. W tym sensie „Do widzenia, do jutra” to film demaskatorski. Cybulski przemawiający do szmacianej laleczki, której opowiada swoją miłosną przygodę (scena otwierająca i zamykająca dzieło), grając na fortepianie, to postać tyleż liryczna, co śmieszna. Egzystencjalny ból bohatera wydaje się nieco na pokaz i niezrozumiały, a przede wszystkim kontrastuje z poważną kreacją Maćka Chełmickiego. Lekkie poirytowanie widza wywołane zachowaniem bohaterów wydaje się jednak zabiegiem celowym. Z jednej strony służy bowiem pewnej demistyfikacji mitu tej generacji, z drugiej zaś sugeruje, że pod miłosnym zawodem kryje się coś znacznie głębszego – świadomość, że najpiękniejszy czas młodości upłynie w specyficznym systemie politycznym, który zatruwa beztroskę i każe poszukiwać ucieczki w krainę niespełnionych marzeń.

Literatura:

Tadeusz Lubelski, „Historia kina polskiego 1895 – 2014”, Kraków 2014.