“Psie pazury” – co po patriarchacie?

Psie pazury

 

Tytuł: “Psie pazury” (“The Power of the Dog”)

Rok produkcji: 2021

Reżyseria: Jane Campion

Obsada: Benedict Cumberbatch, Kirsten Dunst, Jesse Plemons, Kodi Smit-McPhee

 

 

 

„Psie pazury” Jane Campion – opowieść osadzona na preriach Montany 100 lat temu – bez wątpienia jest głęboką refleksją nad kulturowymi przemianami ostatnich dziesięcioleci. W przeciwieństwie do swoich poprzednich filmów australijska reżyserka tym razem w centrum historii nie stawia kobiecości, ale męskość. Zestawienie twardego kowboja z Dzikiego Zachodu ze zniewieściałym studentem spędzającym czas przy książkach wyraziście zarysowuje obecne w filmie podziały. Wnioski, które można wyciągnąć z tej opowieści, są jednak niezwykle wieloznaczne i rozbijają wszelkie stereotypy.

Kto tu bowiem jest złoczyńcą a kto ofiarą? I czy uwolnienie z opresji patriarchatu nie rysuje na horyzoncie zupełnie nowych zagrożeń? Po seansie „Psich pazurów” mam nieodparte wrażenie, że Jane Campion wbrew pozorom nie tworzy pokrzepiającej wizji triumfu nowych wzorców kulturowych nad szkodliwymi reliktami przeszłości. Pozostawia natomiast widza zszokowanego i z otwartym pytaniem o przyszłość.

„Psie pazury” – pewnego razu na Dzikim Zachodzie

Akcja „Psich pazurów” rozgrywa się w latach 20. XX wieku na ranczu w Montanie. Dwaj bracia: Phil (Benedict Cumberbatch) i George (Jesse Plemons) Burbankowie wspólnie zarządzają ogromnym majątkiem. Mimo że łączą ich więzy krwi, mężczyźni są zupełnie różni. Phil całe dnie spędza w siodle, gardzi kąpielą i dobrymi manierami, natomiast George jest miłośnikiem muzyki, nosi eleganckie garnitury i bardziej interesuje go prowadzenie interesów z miejscowym gubernatorem niż hodowla bydła. Względny spokój na ranczu całkowicie burzy jednak niespodziewana decyzja George’a.

Psie pazury recenzja

Mężczyzna postanawia mianowicie ożenić się z mieszkającą w pobliskim miasteczku wdową, wychowującą dorastającego syna. Rose (Kirsten Dunst) wkrótce wprowadza się do męża, a Petera (Kodi Smit-McPhee) wysyła na studia medyczne. Phil jest zdruzgotany takim obrotem spraw, odczytując zachowanie brata jako zdradę i brak lojalności. Stara się zatem na wszelkie możliwe sposoby uprzykrzyć życie nowej pani Burbank. Sytuacja zaognia się, gdy Peter przyjeżdża do domu na wakacje. Rozpoczyna się psychologiczny pojedynek pomiędzy inteligentnym, delikatnym chłopcem a twardym kowbojem Philem.

„Psie pazury” – surowa natura kontra delikatna kultura?

„Psie pazury” to film, którym Jane Campion powraca na wielkie ekrany po dwunastu latach od „Jaśniejszej od gwiazd” (nie licząc serialu „Tajemnice Laketop”). I oczywiście jest to comeback w wielkim stylu, film zdobył już trzy Złote Globy, w tym za najlepszą reżyserię i najlepszy dramat oraz dwanaście nominacji do Oscara. Wielbiciele twórczości reżyserki zatem i tym razem się nie zawiodą, a to ze względu na fakt, że jak zwykle w kinie Campion bardziej niż to, „co” opowiada liczy się „jak” to robi. Znajdziemy tu charakterystyczne znaki rozpoznawcze dorobku australijskiej twórczyni. Narracja rozwija się niespiesznie, podkreślając rolę poszczególnych detali.

Reżyserka wyraźnie „puszcza do widza oko”, prowadząc autotematyczną grę ze swoimi poprzednimi filmami. W opowieść wprowadza nas tajemniczy głos zza kadru, podobnie jak w „Portrecie damy”, a jedną z kluczowych scen jest ta, w której Rose podczas uroczystej kolacji ma zagrać dla gości koncert na pianinie. W przeciwieństwie jednak do Ady ze słynnego „Fortepianu” onieśmielona kobieta nie najlepiej czuje się przy klawiszach, a towarzyska klęska przyczynia się do jej depresji. Motyw porwanej melodii i pogłębiającej się niepewności głównej bohaterki jest zresztą niezwykle znaczący, ponieważ wymownie odróżnia Rose od poprzednich silnych bohaterek opowieści Campion. Tak jak w całej jej twórczości bardzo ważną rolę odgrywa natomiast muzyka: połączenie westernowych brzmień z niepokojącym tonem thrillera. To muzyka rytmizuje całą historię i praktycznie opowiada ją widzowi.

Psie pazury film

Jednym z najciekawszych elementów „Psich pazurów” jest budowanie klimatu filmu przez zestawienie sprzecznych poetyk. Z jednej strony mamy zatem surowe, ociekające przemocą życie na ranczu z drugiej zaś piękne malarskie kadry zapierających dech w piersiach widoków. Prosta opozycja między naturą i kulturą ulega tu zatarciu, ponieważ zarówno jedna jak i druga sfera ma swoje alternatywne oblicze. Początkowo wydaje się, że wszystko, co przynależy do natury, jest wartościowane negatywnie: zwierzęce instynkty, brak ogłady i higieny.

Z tymi obrazami wyraźnie kontrastuje niemal cukierkowa postać Rose, często pokazywana w atłasowej bieliźnie lub delikatnej sukience. Jej słaba kobiecość jest niejako wystawiona na pastwę brutalnego Phila, ale też surowego rancza. Rose i George bardziej reprezentują sferę przyjaznej kultury: muzyki, towarzyskich przyjęć, wizyt w mieście i turystycznych wycieczek. Z drugiej strony rozległe górskie krajobrazy pięknie fotografowane wzbudzają prawdziwy zachwyt, natomiast obszar wiedzy i nauki bywa naprawdę niepokojący. Widać to w dość wstrząsającej scenie, kiedy Peter przynosi do domu miłego króliczka, a następnie okazuje się, że zrobił to tylko po to, żeby go zabić i dokonać sekcji zwłok zwierzęcia…

„Psie pazury” – opowieść o ewolucji męskości

Uważam, że ta wpisana w „Psie pazury” ambiwalencja wydaje się nie tylko interesującą cechą stylu filmu Jane Campion, ale też przenosi się na jego kluczowe znaczenia. W centrum tej opowieści znajduje się konfrontacja pomiędzy dwoma skrajnymi wzorcami męskości: twardym kowbojem i chłopcem o delikatnej, nieco kobiecej powierzchowności. Początkowo wydaje się, że złym duchem tej historii jest tylko i wyłącznie Phil. To niemal demoniczna postać, która wzbudza w widzu lęk i którą podejrzewa się o najgorsze motywacje.

Film Psie pazury recenzja

Niemal od pierwszej sceny z tym bohaterem mamy przeczucie, że wcześniej czy później dojdzie tu do jakiejś tragedii. Jednak, jeśli przyjrzeć się bliżej tej „prawdziwej męskości”, na wizerunku twardziela można dostrzec wiele niebagatelnych pęknięć… Co więcej, Phil przechodzi na oczach widza rodzaj wewnętrznej przemiany. Można odnieść wrażenie, że relacja z Peterem nieco zmienia jego punkt widzenia i pojawia się szansa na zrzucenie jakże bardzo ciążącego mu pancerza. A nosi go nie bez przyczyny: to siła tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie, której świętym symbolem jest dla niego Henry Branco. Mężczyzna, który nauczył go wszystkiego i przekazał mu całą wiedzę o świecie.

Z kolei Peter wzbudzający drwiny ze względu na swój strój ( jego charakterystyczne białe trampki wyraźnie kontrastują z ostrogami Phila) i sposób bycia wydaje się idealnym typem ofiary. Jednak czy ten bohater jest na pewno tak słabym i niewinnym chłopcem, na jakiego wygląda? Scena sekcji zwłok na bezbronnym króliku sugeruje, że z równą chirurgiczną precyzją, z jaką wcześniej konstruował piękne kwiaty z papieru, potrafi dokonywać również innych rzeczy.

„Psie pazury” i metafizyka?

Niezwykle frapujący wydaje się także sam tytuł tej zaskakującej opowieści – “Psie pazury”. Warto zwrócić uwagę, że motyw psa pojawia się w filmie kilkukrotnie. Jedną z najważniejszych scen jest ta, w której Peter stwierdza, że góry na horyzoncie, w które uparcie wpatruje się Phil, przypominają szczekającego psa. Dla kowboja to niejako moment epifanii, dotąd tylko bowiem wielbiony przez niego Branco miał podobne skojarzenie z tym widokiem. A przekazanie Philowi tej wiedzy było dla niego wtajemniczeniem w ponadnaturalny porządek rzeczy. Jak sam bowiem to podsumowuje: „Branco nauczył go patrzeć i dostrzegać to, czego nie widzą inni”.

The power of the dog film 2021

Samo określenie „psie pazury” to zaś fraza zaczerpnięta z „Psalmu 22”, którego fragment w jednej ze scen odczytuje Peter. „Ocal od miecza moje życie,/ z psich pazurów wyrwij moje jedyne dobro” – to wezwanie z pewnością otwiera film na znaczenia metafizyczne. A co więcej, myślę, że jest to wymiar niejednoznaczny. Czy bowiem Peter wzmacnia się słowami modlitwy, czy też wręcz przeciwnie – stawia się w roli Mesjasza – tego, który jej wysłuchuje? Widzimy, jak bohater po lekturze psalmu patrzy z góry przez okno na swoją matkę i jej męża. Ujęcie przy oknie powtarza się trzykrotnie: najpierw Peter robi przy nim sztuczne kwiaty, potem dokonuje sekcji królika, ostatecznie z perspektywy wysokości spogląda w dół na ludzi. Czy mamy do czynienia z boską perspektywą? A jeśli tak, to czy temu, kto ją sobie uzurpuje, na pewno można zaufać? Na te pytania Jane Campion nie daje odpowiedzi. Zamiast tego pozostawia zaskoczonego finałem widza w moralnym dyskomforcie i niepewności.

Agnieszka Czarkowska-Krupa

Redaktor Naczelna i Wydawca portalu Oldcamera.pl, dr nauk humanistycznych UJ, autorka książki "Paraboliczność w polskiej prozie historycznej lat 1956 – 1989" (Semper, 2014). Współautorka i redaktorka książki “Twarze i maski. Ostatni wielcy kochankowie kina” (E-bookowo, 2021). Miłośniczka kina i literatury. Pisała w książkach zbiorowych: "Podmiot w literaturze polskiej po 1989 roku. Antropologiczne aspekty konstrukcji", pod red. Żanety Nalewajk, (Elipsa, 2011) oraz "Etyka i literatura", pod red. Anny Głąb (Semper, 2014). Ma na swoim koncie prestiżowe publikacje dla Polskiej Akademii Nauk (“Ruch Literacki”), artykuły w czasopismach naukowych (“Tekstualia”, “Zeszyty Naukowe KUL”), periodykach artystycznych (“FA-art”) i w portalach internetowych. Pracowała jako wykładowca akademicki w Instytucie Mediów i Dziennikarstwa w Wyższej Szkole Teologiczno-Humanistycznej, gdzie pełniła również funkcje promotora i recenzenta prac dyplomowych. Prywatnie mama Sebastiana i Olgi.