„Reich” – pożegnanie ikony lat dziewięćdziesiątych

Reich

 

Tytuł: “Reich”

Rok premiery: 2001

Reżyseria: Władysław Pasikowski

Obsada: Bogusław Linda, Mirosław Baka, Krzysztof Pieczyński i inni

 

9 lutego 2001 roku w kinach zadebiutował „Reich” Władysława Pasikowskiego. Dzieło spotkało się z chłodnym przyjęciem przez krytyków, mimo to po latach stanowi symbol końca pewnej epoki. Na początku lat dziewięćdziesiątych nikomu wcześniej nieznany reżyser zaoferował polskiemu widzowi produkcje, które dotąd kojarzone było z zachodnim sznytem. „Kroll”, „Psy” zostały sklasyfikowane jako „kino bandyckie”, przyciągając przed ekrany miliony odbiorców. Aktorzy z obrazów Pasikowskiego stawali się z dnia na dzień symbolami męskości w szczególności Bogusław Linda. Na początku XXI wieku rodzime kino zaczęło jednak przechodzić przeobrażenia, a „Reich” stanowi klamrę zamykającą pewien etap rozwoju polskiego filmu, jak i samej twórczości Władysława Pasikowskiego.

„Reich” – miejsce jak każde inne, żeby umrzeć

Dwaj główni bohaterowie: Alex (Bogusław Linda) i Andre (Mirosław Baka) to płatni mordercy do wynajęcia. Alex ma powoli dość dotychczasowego życia, pragnie w końcu osiedlić się w jakimś miejscu na stałe, wybiera Polskę, kraj z którego wyemigrował wiele lat temu. Podróżując zabiera Andre, który po czasie okazuje się policyjnym tajniakiem. Panowie chwilę po przyjeździe do Polski wplątują się w konflikt z lokalnym bossem Wieśkiem (Krzysztof Pieczyński). Dodatkowo Alex nawiązuje romans z partnerką mężczyzny – Olą (Aleksandra Nieśpielak), takiej zniewagi trójmiejski gangster nie jest w stanie już przełknąć.

Konflikt pomiędzy Wieśkiem a Alexem i Andre z czasem narasta, stając się głównym elementem fabuły. W tle obserwujemy wątki miłosne, gorzkie wspomnienia i brutalność ówczesnego świata. Jak mówi w jednej ze scen Alex: „Reich? Miejsce jak każde inne, żeby umrzeć”.

„Reich” – zdjęcia, muzyka i nastrój melancholii

„Reich” charakteryzuje się świetnymi zdjęciami oraz klimatyczną ścieżką dźwiękową. Melancholijne kompozycje, które wyszły spod ręki Michała Lorenca – etatowego kompozytora Pasikowskiego, brzmią zniewalająco. Delikatnie pulsujące dźwięki mogą przypominać twórczość najlepszych jazzmanów z lat pięćdziesiątych. Akcja filmu rozgrywa się głównie w malowniczych plenerach Sopotu. Nocne ujęcia (np. rozmowa Alexa z Olą na Molo) cieszą oko, podobnie jak sceny kręcone na plaży. Momentami „Reich” oscyluje wokół standardów nowoczesnego kina noir.

„Reich” – nostalgia, wspomnienia, rozliczenia

Mój wykładowca scharakteryzował „Reich” jako film przegranych mężczyzn. Facetów, którzy tracą czas w obskurnych, zadymionych knajpach, gdzie wspominają swoje najlepsze lata, jak w piosence „Glory Days” Bruce’a Springsteena. Już w pierwszych minutach Andre z nostalgią wraca do beztroskich, szkolnych czasów, które spędzał w Sopocie ze swoją ówczesną dziewczyną. Znajdziemy tu również kilka kumpelskich, braterskich rozmów między Alexem i Andre, którzy gorzko patrzą na własny los i wybory jakich dokonywali.

Reich film recenzja

Oczywiście „Reich” ma wiele przywar typowych dla dzieł Pasikowskiego: mizoginizm, wulgarny język, nadmierna przemoc. Jednak ta domieszka melancholii sprawia, że główni bohaterowi zostają obdarci z typowego dla filmów Pasikowskiego heroizmu. Alex jest wyraźnie przybity swoim życiem, niczym Humprhey Bogart za najlepszych lat wplątuje się w miłosny wątek z miejscową femme fatale. Męskie postacie wciąż traktują kobiety jak zabawki, ale w przeciwieństwie do „Psów” czy „Krolla”, zdają się widzieć zgubne konsekwencje swoich czynów. Nawet skomplikowany wątek relacji Andre i Iwony (Julia Rzepecka) ostatecznie kończy się happy endem, wcześniej niespotykanym dla Pasikowskiego.

„Reich” – kino bandyckie jako relikt przeszłości

Władysław Pasikowski jest ikoną polskiego kina lat dziewięćdziesiątych. Niektórzy kochali jego filmy, inni wręcz przeciwnie, wytykali mu wulgaryzacje rodzimej rozrywki. Jednak to właśnie o tym twórcy Andrzej Wajda powiedział: „Pasikowski wie coś o polskiej publiczności, czego ja nie wiem”. Choć po świetnie przyjętym „Krollu” i „Psach”, kolejne produkcje spod ręki autora napotykały coraz większe grono krytyków, reżyser dalej był znaczącym graczem na rynku, kręcąc m.in. „Słodko gorzki”, czy „Demony wojny według Goi”. Na początku XXI wieku Polska wkraczała w nową erę, co znalazło również odzwierciedlenie w rodzimej kinematografii. Widzowie powoli odchodzili od zachłyśnięcia się tym co zachodnie, amerykańskie, kipiące męskością.

W 2004 roku głównym hitami kinowymi były „Nigdy w życiu” Ryszarda Zatorskiego i „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej to przesłodzone komedie romantyczne oraz produkcje, które w naturalistyczny sposób pokazywały rzeczywistość stały się najbardziej pożądanym towarem przez widzów. „Reich” z 2001 roku można uznać za dosłowne i metaforyczne pożegnanie się z herosami kina akcji lat dziewięćdziesiątych. Symboliczna w tym wypadku jest śmierć Alexa w jednej z ostatnich scen. Oto Alex (Bogusław Linda) – ikona męskości ginie, a wraz z nim umiera pewna epoka. Alex ratuje Andre, choć doskonale wie, że ten jest po drugiej stronie barykady. W „Psach” Franz Mauer (Bogusław Linda) zabija Ola (Marek Kondrat) w imię zasad. W „Reichu” bohater grany przez Lindę nie wierzy już w żadne kodeksy, po prostu chce mieć spokój, a śmierć z ręki przyjaciela przynosi mu ulgę.

Film Reich 2001 Bogusław Linda

„Reich” w momencie premiery został mocno skrytykowany zarówno przez krytyków, jak i widzów. Wśród największych wad wymieniono niedopracowany scenariusz, drętwe aktorstwo i powielanie wcześniejszych schematów. Władysław Pasikowski do kina powrócił dopiero jedenaście lat później za sprawą kontrowersyjnego „Pokłosia”, w tym czasie znajdując bezpieczną przystań w telewizji, reżyserując serial „Glina” dla TVP.

„Reich” obejrzałem po raz pierwszy kilka lat temu i pomimo niektórych niedociągnięć, uważam dzieło Pasikowskiego za solidną pozycję, która ma w sobie rzadko spotykany w polskim kinie klimat nostalgii, ulotności, przemijania. Na szczególną uwagę zasługują przepiękne zdjęcia i mistrzowskie kompozycje Michała Lorenca.

Ocena filmu:
7/10

Damian Kaźmierczak

Miłośnik popkultury, próbujący odnaleźć w niej swoje miejsce. W kinie szczególnie zafascynowany okresem lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Fan prozy Breta Eastona Ellisa. Aktualnie pracujący nad swoją pierwszą książką.