„Samotnicy” – miłość w rytmie grunge’u

Tytuł: “Samotnicy”
Tytuł oryginalny: “Singles”
Rok premiery: 1992
Reżyseria: Cameron Crowe
Obsada: Bridget Fonda, Campbell Scott, Kyra Sedgwick, Matt Dillon i inni
Estetyka grunge’u wywarła spory wpływ na popkulturę lat dziewięćdziesiątych. Flanelowe koszule, długie włosy, Nirvana rozbrzmiewająca w każdym zakątku świata. Wielu młodych mężczyzn marzyło, żeby być jak Kurt Cobain, a ich rówieśniczki pragnęły mieć u swojego boku partnera o artystyczne, wrażliwej duszy. „Samotnicy” z 1992 roku przenoszą nas do miejscowości Seattle, która została określona jako kolebka grunge’u. Film wyreżyserowany przez Camerona Crowe’a ilustruje problemy miłosne dwudziestoparolatków na tle prężnie rozwijającej się gitarowej mody. To uniwersalna historia o poszukiwaniu nie tylko drugiej połówki, ale również samego siebie.
„Samotnicy” – różne oblicza miłości
Główni bohaterowie „Samotników” krążą ulicami Seattle poszukując prawdziwej miłości. Linda Powell (Kyra Sedgwick) kreuje wizerunek niezależnej kobiety, dla której faceci to zbędny element życia. Pomimo rozczarowania płcią przeciwną, Linda regularnie wpada w męskie sidła. Podczas koncertu bohaterka poznaje Steve’a Dunne’a (Campbell Scott), który jak przystało na przedstawiciela generacji X, łączy poczucie odrzucenia, sarkazm i element narcyzmu. Ich zupełnym przeciwieństwem jest Janet Livermore (Bridget Fonda) i Cliff Poncier (Matt Dillon). Ona to romantyczka, która w imię miłości jest w stanie przymknąć oczy na wiele spraw.
Natomiast on to zakochany w sobie artysta, który nie stawia Janet na piedestale, wierząc, że przed nim gigantyczna muzyczna kariera, okraszona setkami imprez, dużych pieniędzy i fanek. Grupkę luźnych znajomych uzupełnia Debbie Hunt (Sheila Kelley) – ekscentryczna, młoda kobieta, która poszukuje miłości poprzez programy w stylu „Randka w ciemno” i castingi video, gdzie za pomocą wcześniej nakręconej taśmy, single mają za zadanie wybrać drugą połówkę, z którą spotkają się w dalszym etapie.

Samotnicy – kadr z filmu
„Samotnicy” – alternatywne kino lat dziewięćdziesiątych
Cameron Crowe zdobył uznanie w branży filmowej jako autor młodzieżowych, lekkich komedii: „Beztroskie lata w Ridgemont High”, „Odjazdowe wakacje”, „Nic nie mów”. W 1992 roku reżyser i scenarzysta wziął na warsztat bohaterów trochę starszych, umieszczając ich jednak w równie zwariowanej rzeczywistości. „Samotnicy” oferują ironiczny, absurdalny humor. Dzieło idealnie wpisało się w konwencję amerykańskiego kina z lat dziewięćdziesiątych, które starało się przełamywać dotychczasowe konwenanse i tabu. Twarzami powyższej zmiany byli między innymi tacy twórcy jak Quentin Tarantino, Kevin Smith, Richard Linklater czy właśnie Cameron Crowe. Już początkowe sceny zapowiadają, że „Samotnicy” nie będą tradycyjną komedią romantyczną.
Steve wygłasza monolog (łamiąc zasadę czwartej ściany), w którym beztrosko i bez większych emocji opowiada jak trudne w dzisiejszych czasach jest znalezienie miłości (pomimo, że przecież sam dopuścił się zdrady na swojej ostatniej dziewczynie), zrzucając przy tym wszystko na pokolenie jego rodziców, którzy nie potrafili stworzyć prawdziwej rodziny. Absurdalna przemowa oparta jest w dużej mierze na ówczesnej rzeczywistości. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych liczba rozwodów rosła w Stanach Zjednoczonych w zastraszającym tempie. Dzieci urodzone pod koniec lat sześćdziesiątych oraz w następnej dekadzie często dorastały w poczuciu alienacji, braku przynależności i opieki. Był to motyw często powracający w amerykańskim kinie lat dziewięćdziesiątych, a u Crowe’a został on zarysowany poprzez postać Steve’a.
Natomiast Janet w swoim początkowym monologu z delikatną goryczą stwierdza, że będąc dzieckiem, wyobrażała sobie, że w wieku dwudziestu pięciu lat będzie miała ustabilizowane życie u boku męża. Analogicznie podjęty został tu kolejny ważny problem dla tamtej dekady: młodych ludzi, którzy dorastali w niepełnych rodzinach, pozbawionych miłości, przez co w dorosłym życiu, bojąc się powielać schematy rodziców, unikali przywiązania. Debbie i Cliff to poniekąd „dzieci telewizji”. Kobieta mając dość nieudanych randek, szuka znajomości poprzez telewizje i video randki. Cliff z jednej strony pragnie pozować na awangardowego, niszowego artystę, z drugiej żyjąc w erze MTV, przebiera nogami na myśl o sławie, fankach i wielkich pieniądzach. Jedynie Linda w tym całym zestawieniu wydaje się najbardziej przyziemna, zwyczajna.

Samotnicy – kadr z filmu
„Samotnicy” – wbrew tradycyjnym komediom romantycznym
Cameron Crowe stworzył dzieło, któremu zdecydowanie bliżej do brytyjskich komedii romantycznych i obyczajowych. Mamy tu dużo gorzkiego, sarkastycznego humoru. W jednej ze scen Janet przeprowadza ze swoim chłopakiem bardzo poważną rozmowę na temat jej biustu. Dziewczyna widząc w pokoju Cliffa dziesiątki plakatów z mocno roznegliżowanymi kobietami, patrząc na ich „walory”, popada regularnie w kompleksy. Choć Cliff udziela wymijającej odpowiedzi, Janet postanawia zapisać się na operację powiększenia piersi. Na miejscu poznaje doktora, który zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, przez co odmawia kobiecie zabiegu, twierdząc, że dla niego jest idealna. Większość dialogów prowadzonych w tym niecodziennym trójkącie miłosnym nosi znamiona farsy.
Relacja pomiędzy Janet i Cliffem oparta jest głównie na absurdalnych rozmowach, z których niewiele wynika. Dwójka na pozór zakochanych dwudziestokilkulatków: rozstaje się, wraca do siebie, rozstaje, do końca nie wiedząc czego chcą i oczekują od siebie i innych. Zupełnie na innych fundamentach zbudowana jest więź Lindy i Steve’a, gdzie szczególnie w początkowej fazie występuje dużo wzajemnej fascynacji i namiętności. Przelotny romans kończy się, gdy Linda niespodziewanie zachodzi w ciążę, co zmusza parę do podjęcia poważnych życiowych wyborów, a dodatkowo niespodziewana i tragiczna sytuacja jeszcze bardziej komplikuje życie Steve’a i Lindy.
Debbie ostatecznie poznaje miłość swojego życia, ale jak przystało na tę postać, dzieje się to w mocno surrealistycznych okolicznościach. „Samotnicy” mogą nie przypaść do gustu fanom „Pretty Woman” czy „Kiedy Harry poznał Sally”, gdyż nie jest to typowa słodka komedia, nawet jeśli na samym końcu widz otrzymuje happy end.

Samotnicy, 1992 r.
„Samotnicy” – muzyczna uczta dla fanów ciężkiego grania
Już od pierwszej sekwencji możemy delektować się gitarowymi brzmieniami. Będą one towarzyszyć nam, szczególnie podczas obserwowania próby przebicia się Cliffa Ponciera i jego grupy Citizen Dick na szersze wody. Stworzone specjalnie na potrzeby produkcji kompozycje Citizen Dick zostały zaaranżowane przez Jeffa Amenta z Pearl Jam. Pomiędzy poszczególnymi scenami pojawiają się tu również wstawki z koncertów między innymi modnego ówcześnie zespołu Alice in Chains. Mniej przychylni odbiorcy stwierdzą po latach, że część muzyczna to jedyny plus dzieła Crowe’a.
„Samotnicy” – brak kasowego sukcesu
Produkcja została ciepło przyjęta przez krytyków, ale nie zdobyła serc zwykłych widzów, ostatecznie zarabiając „ledwie” osiemnaście milionów dolarów. Dla Camerona Crowe’a był to drugi z rzędu film, który spodobał się recenzentom, ale nie był w stanie zainteresować większego grona odbiorców. Reżyser działał jednak prężnie i już w 1996 roku powrócił na szczyt ze świetnie przyjętym „Jerry Maguire”, a kilka lat później do jego filmografii trafiły między innymi „Vanila Sky” czy „U progu sławy”, którego scenariusz został mocno oparty na życiowych przeżyciach młodego Crowe’a. Twórca przez lata ewoluował, podejmował się różnych tematów, ale w większości dzieł począwszy od „Beztroskich lat w Ridgemont High” można było zauważyć charakterystyczny dla niego szlif i styl. „Samotników” polecam nie tylko fanom muzyki i estetyki grunge’u.
Ocena filmu:
7/10










