OldCamera.pl » NOWOŚCI » „Jak pokochałam gangstera” – polski mafioso i kobiety

„Jak pokochałam gangstera” – polski mafioso i kobiety

Jak pokochałam gangstera

Jak pokochałam gangstera

 

Tytuł: “Jak pokochałam gangstera”

Rok produkcji: 2022

Reżyseria: Maciej Kawulski

Obsada: Tomasz Włosok, Antoni Królikowski, Krystyna Janda, Sebastian Fabijański, Janusz Chabior, Agnieszka Grochowska, Magdalena Lamparska, Julia Wieniawa, Adrian Kłos, Edyta Herbuś i inni

 

 

 

Polskie kino już od wielu lat cierpi na nieuleczalny syndrom madonny i ladacznicy, które każe twórcom (z nielicznymi wyjątkami) grupować kobiety właśnie według tego prostego klucza. W najnowszym filmie Macieja Kawulskiego szala wyraźnie przechyla się ku drugiej stronie tej alternatywy. Bohaterkom rzadko udaje się bowiem wypowiedzieć choćby jedno sensowne zdanie zanim staną się obiektem erotycznej konsumpcji, a następnie z prędkością światła zostaną odesłane na salę porodową lub do nocnego klubu, w zależności od wyznaczonej im w fabule roli.

Być może w takim zamiarze portretowania damsko-męskich relacji kryje się jakaś próba nawiązania do amerykańskich blockbusterów w stylu „Wilka z Wall Street”, jednak delikatnie mówiąc jest to próba chybiona. Jeśli ktoś liczy na rozrywkę na dobrym poziomie wcześniejszego „Jak zostałem gangsterem”, to raczej się zawiedzie. A najdziwniejsze, że jedyną jasną stroną tego filmu jest aktorstwo kobiece, zwłaszcza Agnieszki Grochowskiej, która ze strzępków słabo rozpisanej roli robi swoje małe arcydzieło.

„Jak pokochałam gangstera” – historia legendarnego Nikosia

„Jak pokochałam gangstera” miało wszelkie widoki na dobry film: interesująca historia oparta na faktach, plejada zdolnych aktorów, obiecujący reżyser, któremu dotąd udawało się łączyć polski klimat z amerykańską sztuką robienia popularnego kina. Coś jednak zdecydowanie zawiodło, a pomyślany jako interesujący portret legendarnego gangstera film stał się parodią dobrego kina. „Jak pokochałam gangstera” to historia Nikodema Skotarczaka (w tej roli Tomasz Włosok), polskiego gangstera z Trójmiasta, który zdobył wysoką pozycję w półświatku głównie handlując przemycanymi z Niemiec samochodami. Film streszcza najważniejsze fakty z biografii bohatera, pokazując jego powolne wspinanie się na szczyt, dzięki wrodzonemu sprytowi i pomysłowości. Obserwujemy bohatera na przestrzeni kilkudziesięciu lat, głównie z perspektywy jego działalności przestępczej, choć w filmie podkreśla się również jego relacje rodzinne.

Szczególne miejsce w opowieści Kawulskiego zajmuje swoisty fatalizm losu Nikodema, w postaci prześladującej jego rodzinę czarnej serii samobójstw i nagłych śmierci. Widzimy kolejne związki bohatera z kobietami, narodziny dzieci, nawiązywane przyjaźnie. Ważną rolę odgrywa w „Jak pokochałam gangstera” również historia wieloletniego osobistego pojedynku pomiędzy Nikosiem a niemieckim policjantem śledczym Karlem (Klaudiusz Kaufmann), który z godną podziwu determinacją postanawia zemścić się za doznane zniewagi na polskim gangsterze, a ostatecznie staje się niemal jego sojusznikiem. Cała historia zostaje ujęta w narracyjną ramę opowieści narratorki (Krystyna Janda), która po wielu latach od śmierci bohatera, wspomina jego dzieje w rozmowie z zainteresowanym nim dziennikarzem.

„Jak pokochałam gangstera” – Polska z perspektywy półświatka

Uważam, że warto docenić wysiłek, jaki twórcy włożyli w pokazanie Polski na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Świetnie zadbano o charakteryzację i oddanie realiów PRL-u: mody, fryzur, wystroju wnętrz, samochodów, a nawet ówczesnego języka. Opowieść o Nikosiu wyraźnie przeradza się w swoich najlepszych momentach w opowieść o trudnych latach 80., gdy trzeba było sobie radzić na własną rękę z podstawowymi sprawami, ale też uruchamia sentyment za minioną epoką z jej buntowniczą muzyką i radościami z małych rzeczy.

Dodam, że chwali się również twórcom ambitny koncept narracyjny, polegający na prowadzeniu fabuły na kilku różnych poziomach jednocześnie: wprowadzenie zewnętrznej narratorki, oddanie głosu poszczególnym bohaterom na zasadzie reporterskich wstawek i miniwywiadów, a także klasyczne pokazanie postaci w rozwoju. Niestety koncept ten okazał się chybiony i na dłuższą metę po prostu męczący. Dodatkowo narrację rozbija irytująca ścieżka dźwiękowa, która wydaje się niespójna i nieadekwatna do rozwoju historii. Twórcy postawili przede wszystkim na znane energetyczne kawałki, które może i dobrze wypadałyby, gdyby pojawiały się w znaczących momentach. Tymczasem w filmie Kawulskiego niemal każda scena zostaje wzmocniona przez nachalną ilustrację muzyczną, która odwraca uwagę od postaci i akcji.

Mimo że film trwa trzy godziny przez cały seans miałam wrażenie, że ani trochę nie zbliżyłam się do bohatera. Nie wiedziałam, czy go lubię, nie lubię, podziwiam czy może mnie irytuje. A wszystko przez to, że Nikoś w „Jak pokochałam gangstera” jest „człowiekiem bez właściwości” – papierową rolą bez charakteru. Nie ma własnej osobowości, czegoś, co przyciągałoby uwagę, choćby swojego własnego powiedzenia, poczucia humoru, życiowej dewizy – czegokolwiek, co pozwoliłoby w nim zobaczyć bohatera z krwi i kości. I myślę, że to raczej nie wina Tomasza Włosoka, ale źle pomyślanej koncepcji postaci, która po zakończeniu seansu rozpływa się w czeluściach pamięci widza.

„Jak pokochałam gangstera” – polski gangster i kobiety

Kluczowa dla “Jak pokochałam gangstera” narracyjna rama opowieści, wyjaśniająca tytuł, czyli wprowadzenie postaci narratorki, okazuje się zaś dla mnie najsłabszym elementem filmu. I to nie ze względu na sam pomysł, który sam w sobie miał olbrzymią szansę na realizację z powodu zjawiskowej Agnieszki Grochowskiej. Ogólnie trzeba przyznać, że wszystkie aktorki pomimo epizodycznej obecności na ekranie dały z siebie wszystko: Magdalena Lamparska i Julia Wieniawa wypadają przekonująco.

Cały film zdecydowanie kradnie jednak wszystkim Grochowska, która z kilkuminutowej kwestii wygłaszanej pomiędzy kolejnymi seksualnymi aktami potrafi zrobić prawdziwy majstersztyk. Czarna w jej wykonaniu to połączenie femme fatale i nieprzytomnie zakochanej kobiety żyjącej niemożliwym do zrealizowania marzeniem. Zachowanie romantyzmu tej postaci pomimo wyłażącej z każdego możliwego kąta jej pokoiku wulgarności twórcy zawdzięczają tylko i wyłącznie wybitnym zdolnościom aktorskim Grochowskiej.

Szkoda, że taka aktorka i bądź co bądź wiele innych potencjalnych atutów filmu zostały zaprzepaszczone przez Kawulskiego. Kobiety funkcjonują w tym obrazie – dosłownie i w przenośni – tylko jako ciało, które służy jedynie do zaspokajania męskich zachcianek. Można oczywiście powiedzieć, że twórcy oddali tylko brutalność gangsterskiego świata, jednak mnie to zupełnie nie przekonuje. Seks w „Jak pokochałam gangstera” jest czysto mechaniczną czynnością pozbawioną jakiegokolwiek erotyzmu, zamiast podniecać, odrzuca.

Kwintesencją tej metody jest zaś scena, w której jeden z bohaterów opowiada dzieje Nikosia, kopulując na schodach z równie jak on obojętną partnerką. Owa groteskowa poetyka rodem z „Wilka z Wall Street” została tu zastosowana tak nieumiejętnie, że budzi jedynie poczucie niesmaku. A próba przedstawienia historii gangstera z perspektywy kobiecej jest niczym więcej jak skłamanym zwierciadłem wyobrażenia o tym, jak kobiety myślą, czują i opowiadają.

Ostatnie pół godziny „Jak pokochałam gangstera” określiłabym jako istne „dobijanie umarłego” ze znanego rodzimego porzekadła. Miałam nieodparte wrażenie, że twórcy próbują nachalnie manipulować emocjami widza, operując podniosłą, nostalgiczną muzyką i fatalistycznymi zapowiedziami narratorki o rychłym upadku bohatera. A wszystko po to, żeby wbić odbiorcy do głowy, że przyświecająca filmowi i odmieniana na wszystkie możliwe sposoby teza o dobrym gangsterze, który nie mógł przetrwać w nowym świecie urządzonym przez okrutną mafię z Pruszkowa, jest prawdziwa. Być może i jest, ale niestety twórcy jej nie udowodnili.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *