„Syrop z siarki i piołunu” – melodia z piekła rodem

Tytuł: „Syrop z siarki i piołunu”
Tytuł oryginalny: „Brimstone & Treacle”
Rok premiery: 1982
Reżyseria: Richard Loncraine
Obsada: Sting, Denholm Elliott, Joan Plowright, Suzanna Hamilton i inni
Światy muzyki i filmu są niezaprzeczalnie połączone i nieraz w historii się przenikały. Mam tu na myśli sytuację, w której artyści z jednej strony sceny przechodzili na drugą. Wielu aktorów z powodzeniem śpiewało, jak również niejeden piosenkarz próbował swych sił w aktorstwie. Nie było ich może aż tak wielu, ale za to niektórzy z nich robili to na tyle dobrze, że udział w filmie nie ograniczał się do jednego razu. Jednym z takich wykonawców jest bez wątpienia Sting. Ten znany z występów w grupie The Police, jak też z solowej kariery angielski muzyk i wokalista, zwłaszcza w latach 80. ubiegłego wieku był u szczytu swojej kariery.
Zagrał wówczas w kilku interesujących pozycjach. Wymienić wśród nich można niesamowitą kreację w “Diunie” Davida Lyncha, rolę w “Kwadrofonii”, czy też w “Burzliwym poniedziałku”. Mnie jednak najbardziej zapadł w pamięć dzięki występowi w mniej znanym dziele. Chodzi tu o pochodzący z 1982 roku film zatytułowany “Syrop z siarki i piołunu” w reżyserii Richarda Loncraine’a. Rola ta jest tym bardziej intrygująca, że Sting wcielił się tu w czarny charakter. Jego postać jest przebiegła, pozbawiona skrupułów oraz bardzo niebezpieczna. To prawdziwy wilk w owczej skórze.
„Syrop z siarki i piołunu” – demon w przebraniu Stinga
Na początku filmu poznajemy młodego mężczyznę. To Martin Taylor (Sting). Szwenda się on po ulicach miasta pozornie bez celu. Ma on jednak swój plan. Wpada na przypadkowych przechodniów i próbuje wmówić im, że się znają z przeszłości. Większość z zagadniętych ludzi nie chce go słuchać. W końcu jednak Martin trafia na podatny grunt w postaci pana Batesa (Denholm Elliott). Jest to człowiek w średnim wieku, wracający właśnie z pracy. Martinowi udaje nawiązać z nim dialog, korzystając z roztargnienia i uprzejmości mężczyzny.
Sprawę ułatwia również fakt, iż Martin kradnie portfel Batesa. Zjawia się w domu swej ofiary i korzystając z wcześniejszego spotkania, wprasza się do domu, podając się za znajomego córki państwa Bates, Pattie (Suzanna Hamilton). Jak się okazuje, kilka lat wcześniej uległa ona wypadkowi i obecnie jest przykuta do łóżka. Pan Bates jest sceptyczny względem gościa, lecz pani Bates (Joan Plowright) ma o wiele bardziej entuzjastyczne nastawienie do czarującego młodzieńca.

„Syrop z siarki i piołunu” – muzyka na pierwszym planie
Jako że jedną z głównych ról w filmie obsadzona została przez piosenkarza, to nie powinien budzić zdziwienia fakt, że właśnie muzyka odgrywa w produkcji niepoślednią funkcję. W skład ścieżki dźwiękowej wchodzą różne utwory. Są wśród nich te nagrane przez niezależnych artystów, jak i stworzone specjalnie na potrzeby obrazu. Wśród nich wymienić należy motyw przewodni skomponowany przez samego Stinga. Jest to dość mroczna kompozycja, która od razu wprowadza widza w odpowiedni nastrój.
Najbardziej zasługuje tu jednak na uwagę piosenka “I Burn For You” wykonywana przez Stinga i jego kompanów z zespołu The Police. Jest to równie nastrojowy kawałek, przepełniony jakąś tęsknotą, ale także podskórnym napięciem i niepokojem. Idealnie pasuje on do reszty ścieżki, jak i do ogólnej atmosfery dzieła. Muzyka jest zatem bezsprzecznie jedną z podstawowych składowych “Syropu z siarki i piołunu”, być może stanowi nawet jego najsilniejszą stroną. Jest charakterystyczna dla epoki i ówczesnych trendów, ale jednocześnie nadal brzmi świeżo.
„Syrop z siarki i piołunu” – aktorska mieszanka wybuchowa
“Syrop z siarki i piołunu” to z pewnością produkcja kameralna. Powstała w końcu na podstawie sztuki autorstwa Dennisa Pottera. Nie jest to jednak wada, a zaleta filmu. Można dzięki temu bardziej wczuć się w jej duszny, klaustrofobiczny wręcz klimat. Również obsadzenie w głównej roli Stinga okazało się strzałem w dziesiątkę. Ten artysta o wielu talentach idealnie bowiem nadawał się za młodu do pełnienia funkcji szwarccharakterów, co potwierdził, chociażby dwa lata później w “Diunie” Lyncha. Inne produkcje z jego udziałem także udowadniały, że posiada on oprócz talentu muzycznego również spore umiejętności aktorskie.

Na ekranie kroku dotrzymują mu doświadczeni brytyjscy aktorzy w postaci Denholma Elliotta i Joan Plowright. Znani są oni głównie z wielu produkcji telewizyjnych. Także grająca ich córkę Pattie (Suzanna Hamilton) wypada świetnie w swojej roli, chociaż z pozoru jej możliwości są ograniczone. Wszystkie te elementy sprawiają, że produkcja jest warta uwagi na mapie zapomnianych dramatów prosto z Wysp Brytyjskich, a dla fanów twórczości Stinga jest to na pewno pozycja pod każdy względem obowiązkowa.
Ocena: 8/10










