„Szósty zmysł” – w kleszczach lęku

Szósty zmysł 1999

 

Tytuł: “Szósty zmysł”

Tytuł oryginalny: “The Sixth Sense”

Rok premiery: 1999

Reżyseria: M. Night Shyamalan

Obsada: Bruce Willis, Haley Joel Osmet, Toni Collette

 

Są takie horrory, które stają się klasykami i wciąż chce się do nich wracać. To filmy inteligentne, nieepatujące krwią – i do takich należy „Szósty zmysł” M.Night Shyamalana z 1999 roku. Pewnego dnia do domu psychiatry dziecięcego, Malcolma Crowe, włamuje się były pacjent, który obwinia go o błędne prowadzenie jego terapii. Mężczyzna rani lekarza i popełnia samobójstwo. Psychiatra po długiej przerwie wraca do pracy z postanowieniem pełnego zaangażowania w pomoc następnemu pacjentowi. Trafia na Cole’a (Haley Joel Osment), ośmiolatka wychowywanego przez samotną matkę Lynn (Toni Collette). Kobieta nie potrafi zrozumieć swojego syna, który nie dogaduje się z otoczeniem, jest nad wyraz poważny i ponury. Wkrótce Malcolm odkrywa, że chłopiec posiada paranormalne zdolności, widzi zmarłych, czyta w myślach i miewa wizje dotyczące zdarzeń z przeszłości.

„Szósty zmysł” – aktorska wirtuozeria

Bruce Willis stworzył w „Szóstym zmyśle” znakomitą kreację jako psychiatra. Jest w tej roli bardzo przekonywający, naturalny, szczerze zaangażowany w każdym geście i spojrzeniu. To taki ideał psychiatry, do tego wydaje się wspaniałą, choć wcale niewyidealizowaną osobą. Można powiedzieć, że wielką niesprawiedliwością jest fakt, że Willis nie dostał nawet nominacji za swoją rolę. W filmie wspaniale partneruje mu jedenastoletni Haley Joel Osment.

Chłopiec zagrał bardzo dojrzale i z niesamowitym jak na swój wiek kunsztem. Szkoda, że tak wielki talent, rozmienił się potem na drobne, w dużej mierze przez używki. Toni Collette jako matka chłopca wciela się w postać drugoplanową, a jednak jej chęć pomocy synowi i jednocześnie niezrozumienie go mocno zapadają w pamięć. Ona i mały Osment słusznie zostali za swoje role nominowani do Oscara.

Film Szósty zmysł recenzja

Samotny chłopiec i jego osobisty, straszny świat w horrorze „Szósty zmysł”

„Szósty zmysł” nie jest kinem o szybkiej akcji, nie zawiera też scen z dużą ilością przemocy. Można powiedzieć, że to bardziej dramat psychologiczny niż typowy horror, chociaż nie brakuje w nim zjawisk paranormalnych. Mamy za to wyczuwalną gęstą atmosferę, którą buduje niesamowita, sugestywna muzyka Jamesa Newtona Howarda, kompozytora znanego między innymi ze ścieżek dźwiękowych do „Osady”, „Ściganego” czy „Igrzysk śmierci”.

Cała historia, mimo że dzieje się w dużym mieście, ma charakter kameralny, nie odczuwa się pędu otaczającego świata, panuje skupienie na chłopcu i jego przeżyciach. Duchy, które widzi Cole, są tuż obok i wciąż próbują się z nim komunikować. „Szósty zmysł” to niezwykle inteligentny film, gdzie każdy detal, każde słowo mają znaczenie. Nie ma tutaj chaosu i pośpiechu, klimat powoli i mistrzowsko budują wspomniana już muzyka, świetne aktorstwo, zdjęcia, scenografia. Cole nawiązuje bliską relację z Malcolmem, nikt inny nie potrafi go zrozumieć, nawet matka, która stara się i chce jak najlepiej, ale jej prostolinijność i własne zagubienie w życiu utrudniają „dostęp” do syna. Chłopiec wyśmiewany, wyobcowany w towarzystwie rówieśników, w psychiatrze odnajduje bratnią duszę, przed którą potrafi się otworzyć.

Szósty zmysł film

„Szósty zmysł” i oswajanie lęków

W „Szóstym zmyśle” duchy zmarłych osób nie są, jak to bywa w horrorach, przerażającymi zjawami, a raczej istotami, które próbują coś przekazać, jak na przykład chłopiec, który bawił się bronią ojca. Pogubione dusze, zmarłe wskutek tragicznych okoliczności, prześladują Cole’a, gdyż tylko on je widzi, chociaż bardzo tego nie chce. Dominujące przesłanie „Szóstego zmysłu” wydaje się sprowadzać do przekonania, że uciekanie od lęków niewiele daje, trzeba się z nimi zmierzyć. To film trochę terapeutyczny o tym, że wypieranie strachu nie pomaga, a stawienie czoła temu, co nas przeraża, nawet jeśli nie zlikwiduje niepokoju, w dużej mierze pomoże go „oswoić”. „Szósty zmysł” to znakomity, bardzo inteligentny, dopracowany dramat i horror w jednym, ze spokojną ale porywającą fabułą i świetnym szokującym finałem.

Ocena filmu:

9/10

Hanna Bielecka

Hanna Bielecka - z wykształcenia filmoznawca i archiwista. Pisała relacje z festiwali i recenzje dla serwisów filmowych. Jej ulubionym gatunkiem filmowym są horrory i thrillery. Ma słabość do klasyków filmowych i gwiazd starego kina.