Wojtek Smarzowski – w kręgach polskiego piekła

Wojtek Smarzowski

“Nie wiem, skąd się bierze zło. Są ludzie, którzy potrafią zło analizować, i tacy, którzy potrafią je pokazać. Ja potrafię to drugie” – te słowa Wojtka Smarzowskiego stanowią lapidarną maksymę kina ich autora. Wielu zarzuca mu niezdrową fascynację przemocą i gwałtem, inni uważają go za narodowego wizjonera. Jedno jest pewne: filmy Smarzowskiego są ciemne, naturalistyczne i ciągle drążą „przeklęte problemy” rodem z Dostojewskiego.

„Z filmów nie mógłbym utrzymać rodziny”

Wojtek Smarzowski urodził się w 1963 roku w Korczynie. Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Jedliczu. Ukończył wydział operatorski PWSFTviT w Łodzi oraz filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pierwsze kroki w dziedzinie filmu stawiał jako operator, realizował filmy reklamowe, teledyski oraz produkcje dokumentalne. Smarzowski do dziś zajmuje się działalnością komercyjną, nie ukrywając, że robi to z powodów finansowych. Jak stwierdził w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim, dzięki dochodom z reklamówek może utrzymać rodzinę, ale też zyskuje pełną niezależność jako filmowiec. Kręci tylko takie filmy, które wypływają z jego indywidualnej wizji świata, odporny na mody czy oskarżenia o kontrowersje lub epatowanie przemocą.

Zło w historii i w polityce

Pierwszym autorskim projektem Smarzowskiego była Małżowina (1998), dramat filmowy zrealizowany dla Teatru Telewizji. Widzowie poznali jednak szerzej talent reżysera, kiedy w 2004 roku nakręcił głośne Wesele. Ten i kolejny film – Dom zły (2009) – wyznaczyły niejako dwa główne nurty twórczości Smarzowskiego. Z jednej strony reżysera interesują społeczno-polityczne uwarunkowania przeszłości, z drugiej zaś to, co nas otacza tu i teraz – wady i bolączki polskiej rzeczywistości. Refleksja nad historią nie pozostaje w tym kinie zawieszona w próżni, przeciwnie, historia wyjaśnia teraźniejszość, w myśl znanej Norwidowskiej maksymy: „przeszłość to jest dziś tylko cokolwiek dalej”. To jacy jesteśmy, jako jednostki i jako społeczeństwo wynika ze specyficznych uwarunkowań naszych dziejów.

Wojtek Smarzowski filmy - Dom zły

W. Smarzowski, Dom zły

I tak Dom zły, którego akcja rozgrywa się w PRL-u, to nie tylko ponura opowieść o strasznej zbrodni, która niczym fatum powraca po kilku latach, ale także film o źródłach naszej postkomunistycznej mentalności. Podczas stanu wojennego, w 1982 roku, milicja prowadzi wizję lokalną w domu usytuowanym w małej, bieszczadzkiej miejscowości. Sprawa dotyczy tajemniczych morderstw. Zeznający na miejscu zootechnik Edward Środoń (Arkadiusz Jakubik) opowiada o strasznych wydarzeniach, w jakich uczestniczył w 1978 roku pewnej listopadowej nocy. Miał on wówczas wspólnie z bimbrownikiem Dziabasem (Marian Dziędziel) wejść we wspólny interes. Odurzenie alkoholowe, chciwość i zdrada doprowadziły jednak do tragicznego finału – podwójnego morderstwa i samobójstwa.

Jak zauważył Artur Bartkiewicz, tytułowy „dom zły” można odczytywać jako alegorię ponurego oblicza Polski Ludowej i jej demoralizującego wpływu na całe społeczeństwo. W filmie uderza wręcz przerażający motyw całkowitego uwięzienia w domu. Stylistycznie z dzieło zestawiano z kolei z głośnym Fargo braci Coen, a Smarzowski otrzymał za nie nagrodę w Gdyni.

Róża (2011) to natomiast poruszająca historia rozgrywająca się na Mazurach w 1945 roku. Smarzowski niejako na nowo opowiada tu o przejmowaniu przez nowe władze tak zwanych Ziem Odzyskanych. Miejscowa, zamieszkująca te tereny od wieków ludność, zostaje zrównana z hitlerowskimi Niemcami i potraktowana jak wrogowie. Główna bohaterka, Róża (w tej roli Agata Kulesza), staje się ofiarą drastycznego zbiorowego gwałtu, niejako standardowej metody postępowania radzieckiej armii. Krew i przemoc stanowią nadrzędny język filmu, tworząc ciemną, wręcz makabryczną wizję. Szczególnie uderza w niej narracja o cierpieniu kobiet – przez lata ukrywanym i traktowanym w kategoriach hańby. Smarzowski odsłania to, co niewygodne w przeszłości, oczyszczając ją i pokazując, że nawet na takich zgliszczach może powstać coś dobrego. Róża poznaje bowiem Tadeusza (Marcin Dorociński), byłego AK-owca, mężczyznę, który był świadkiem gwałtu i mordu własnej żony. Rodzi się miłość.

Wojtek Smarzowski Róże opinie

W. Smarzowski, Róża

Znaczącym filmem z historyczną ramą w dorobku Smarzowskiego jest Wołyń (2016). To przejmujący obraz tragicznych wydarzeń, jakie rozegrały się na pograniczu polsko-ukraińskim w 1943 roku. Główną bohaterką filmu jest Zosia Głowacka (Michalina Łabacz), młoda dziewczyna mieszkająca w małej, wołyńskiej wiosce. Choć jest zakochana w Ukraińcu, ojciec wydaje ją za zamożnego sołtysa. Wkrótce jednak wybucha wojna, a dziewczyna musi sama stawić czoła życiu i opiece nad dziećmi, w czasie gdy odbywają się kolejne przemarsze wojsk radzieckich i niemieckich. W 1943 roku w wiosce Zosi dochodzi do zorganizowanego ludobójstwa.

Myślenie Smarzowskiego wydaje się zgodne ze znaną tezą Hannah Arendt, zgodnie z którą zło jest fenomenem bezosobowym, „banalnym”, zdolnym do eksplozji w określonych warunkach w dowolnym miejscu na ziemi. Reżyser komentuje bowiem swój film słowami: „dzikość idzie nie ze Wschodu, ale z człowieka, gdy się go wyposaży w pewną ideologię”. Wołyń opowiada zatem przede wszystkim o zgubnych skutkach nacjonalizmu, zdolnego zniszczyć podstawowe ludzkie wartości.

Piekło polskiej współczesności

Drugą sferę zainteresowań Smarzowskiego stanowi polska współczesność i to w niej reżyser tropi przejawy zła. Być może jest to zadanie jeszcze trudniejsze niż w wypadku historii, ponieważ w naszej narracji dziejowej zło zawsze przychodzi z zewnątrz (zabory, najeźdźcy, agresorzy), niechętnie zaś szukamy go we własnym porządku społecznym. Tymczasem blisko trzy dekady wolności skłaniają do stawiania pytań o to, co nas otacza. W tym względzie Smarzowski nie idzie na żadne kompromisy, co widać już w Weselu. Cały czas konsekwentnie stara się odtwarzać obraz Polski bez liftingu rodem z amerykańskich komedii romantycznych, który powoduje, że na ekranie trudno nawet rozpoznać konkretne polskie realia.

W. Smarzowski Drogówka

W. Smarzowskki, Drogówka

Drogówka (2013) to film na przykład opowiadający o wielu patologiach obecnych w polskiej rzeczywistości, zwłaszcza o korupcji sięgającej samych szczytów władzy. Pod względem poetyki obraz nawiązuje do amerykańskiego kina noir z lat 40. Główny bohater, Król (w tej roli Bartłomiej Topa) prowadzący niebezpieczne śledztwo, staje wobec konieczności udowodnienia własnej niewinności. Nie jest to jednak postać bez skazy, przeciwnie, podobnie jak wszyscy jego koledzy, niczym w czarnym amerykańskim kinie, jest uwikłany w zło.

Odreagowywanie stresu w pracy przy pomocy alkoholu i korzystaniu z usług prostytutek to w Drogówce jeden z modeli postępowania funkcjonariuszy. W tym względzie przoduje uzależniony od seksu sierżant Petrycki (Arkadiusz Jakubik). Z drugiej strony paradoksalnie to dom jest azylem, w którym chronią się bohaterowie. Sfera prywatna ocala ich ludzkie oblicze, patologia zdaje się zaś tkwić w niezdrowych mechanizmach życia społecznego. Warto wspomnieć, że Drogówka jest interesująca pod względem konstrukcyjnym. W filmie uwypuklona została bowiem symboliczna rola cyfry siedem: siedem dni, siedmiu policjantów i ich siedem grzechów głównych odsyłają do głośnego thrillera Siedem (1995) Davida Finchera.

Filmy Wojtka Smarzowskiego - Pod mocnym aniołem

W. Smarzowski, Pod Mocnym Aniołem

Pod Mocnym Aniołem (2014), kolejny film Smarzowskiego, zrealizowany na podstawie powieści Jerzego Pilcha nie odniósł tak dużego sukcesu jak poprzednie utwory. To obraz ludzi pogrążonych w nałogu alkoholowym, który stopniowo degraduje wszystkie płaszczyzny ich życia, a przede wszystkim pozbawia osobistej godności. Główny bohater, Juruś (Robert Więckiewicz) jest uzależnionym pisarzem, który pewnego dnia poznaje kobietę i dla niej pragnie żyć w trzeźwości. Adaptacja prozy Pilcha w wykonaniu Smarzowskiego jest jednak dużo bardziej mroczna od pierwowzoru i nie daje widzowi ukojenia. Jak napisał bowiem o tym obrazie Krzysztof Varga, „ten film jest dziełem, po którym Malcolm Lowry, autor kanonicznej alkoholowej powieści popadłby w iście katakumbową depresję. Zamiast dowcipasów i anegdot jest niepowstrzymany pociąg do picia wiecznego”.

Najnowszym dziełem Smarzowskiego jest Kler (2018), który odniósł ogromny komercyjny sukces. Smarzowski odważył się tu przełamać społeczne tabu i pokazać wady polskiego duchowieństwa. Poruszył problem pedofilii w kościele, ale też alkoholizmu księży czy żądzy pieniędzy i władzy. Kler podzielił widzów i krytyków – jedni widzą w nim bowiem bezkompromisowe ujawnienie prawdy o kościele, drudzy zaś oskarżają o atak na polski katolicyzm.

Filmy Smarzowskiego można zatem kochać lub nienawidzić, nie sposób jednak przejść obok nich obojętnie. Bo równie nieobojętny wobec polskiej rzeczywistości pozostaje sam reżyser. Kino Smarzowskiego wydaje się pozostawać w zgodzie z biblijną maksymą: „obyś był zimny albo gorący” – nigdy nie bywa „letnie”.

Literatura:

T. Lubelski, Historia kina polskiego 1895 – 2014, Kraków 2015.

A. Bartkiewicz, Dom złego PRL-u, „Wprost”, 07. 12. 2009.

Zawsze chciałem o miłości, z W. Smarzowskim rozmawia G. Sroczyński, „Gazeta Wyborcza” 05 – 06. 2011.

K. Varga, Sen deliryka czyli Liga Mistrzów dla Smarzowskiego, „Gazeta Wyborca. Duży Format” 16.01. 2014.