„Kler” – Kościół na piasku zbudowany

Kler film Smarzowskiego

 

Tytuł: Kler

Rok produkcji: 2018

Reżyseria: Wojtek Smarzowski

Obsada: Arkadiusz Jakubik, Robert Więckiewicz, Janusz Gajos, Jacek Braciak, Joanna Kulig

 

 

 

 

 

O ostatnim obrazie Wojtka Smarzowskiego powiedziano już wiele, a dzieło to zdążyło już zyskać etykietę „kontrowersyjnego”. Kler to film bez wątpienia ważny, a także precyzyjnie skonstruowany pod względem artystycznym. Smarzowski zbudował go wokół znaczącego motywu wznoszenia świątyni, który urasta do rangi alegorii odsyłającej do biblijnej historii o dwóch domach – na piasku i na skale.

Kilka wymiarów Kościoła

Kler jest w pewnym sensie filmem obrachunkowym. Nie ulega bowiem wątpliwości, że dosadnie prezentuje wady polskiego duchowieństwa. W żadnym razie nie jest to jednak prostacki atak na katolicyzm i Kościół. Wbrew promującego film trailerowi nie znajdziemy tu zestawienia mikroscenek-skeczy, które piętnują poszczególne grzechy księży. Wręcz przeciwnie, Smarzowski buduje spójną na wszystkich poziomach niepokojącą wizję, która zdaje się sięgać do samych źródeł chrześcijaństwa – Chrystusowego aktu ustanowienia Kościoła na Piotrowej opoce.

Kler sytuuje się w obrębie dzieł obrachunkowych, jakie powstawały w ostatnich latach na świecie. Można tu wymienić choćby oscarowy Spotlight (2015), ale też wcześniejsze Siostry Magdalenki (2002) czy Tajemnicę Filomeny (2013). Jednocześnie film Smarzowskiego wyróżnia się na tym tle odmienną perspektywą. Kler opowiada bowiem o trudnych sprawach, zwłaszcza o pedofilii, nie z punktu widzenia ofiar czy wiernych, ale wnika w hermetyczny świat Kościoła. Bohaterowie filmu to trzej księża: ks. Andrzej Kukuła (Arkadiusz Jakubik), ks. Tadeusz Trybus (Robert Więckiewicz) i ks. Leszek Lisowski (Jacek Braciak), którzy pełnią funkcję medium, przez które oglądamy wnętrze kościelnych relacji. Obraz dopełnia kreacja arcybiskupa Mordowicza (Janusz Gajos), prezentująca same szczyty władzy. Każdy z nich jest zarówno skomplikowaną pełnokrwistą postacią, jak i personifikacją określonej słabości. Każdy z bohaterów to również reprezentant innego szczebla kościelnej hierarchii. Te trzy sfery: osobista, instytucjonalna i moralna tworzą niezwykle złożony i przemyślany obraz Smarzowskiego.

Nieznośna lekkość sutanny

Na samym dole kościelnej hierarchii sytuuje się ksiądz Trybus, proboszcz bardzo ubogiej wiejskiej parafii. Duchowny nie może liczyć na duże coniedzielne datki od klepiących biedę wiernych (wymowna scena składki, kiedy do koszyka wpadają jedynie drobne monety), próbuje więc zdobyć pieniądze innymi sposobami. Najlepiej sprawdza się ustalenie wysokiego cennika za sakramenty, co świetnie oddaje scena, w której ksiądz proboszcz żąda za pogrzeb „co łaska, nie mniej niż 400”. Postawa księdza nie wynika jednak paradoksalnie z chciwości (choć na pewno jest w niej obojętność), po prostu duchowny pod presją kurii domagającej się określonej kwoty z parafii, „ciągnie” z parafian ile może. Dla siebie nie potrzebuje wiele – mieszka ubogo, jeździ starym samochodem, ale ma inną słabość. Jest nałogowym alkoholikiem, a poza tym pozostaje w erotycznym związku ze swoją gospodynią (w tej roli Joanna Kulig).

Kler recenzja
Ksiądz Kukuła to proboszcz zamożnej parafii, dlatego żyje dostatnio, a co więcej, cieszy się szacunkiem wśród młodzieży i wiernych, do czasu, gdy pada na niego podejrzenie o molestowanie ministranta. Kukuła nie wylewa za kołnierz, zdarza mu się w stanie całkowitego upojenia alkoholowego udzielać ostatnich sakramentów czy bez przygotowania prowadzić lekcje religii. Jak się okazuje, ksiądz zmaga się z osobistymi demonami – w dzieciństwie był bowiem molestowany przez wpływowego duchownego. Ofiarą molestowania jest również ksiądz Lisowski, najciemniejsza postać filmu Smarzowskiego.

Należy on do elity duchowieństwa, jest wykształconym (zna biegle kilka języków) i zamożnym pracownikiem kurii, który marzy o karierze w Watykanie. Aby osiągnąć swój cel, montuje ukrytą kamerę w gabinecie arcybiskupa Mordowicza i zbiera kompromitujące materiały do ewentualnego szantażu. Lisowski posiada szerokie koneksje w świecie biznesu, jest prawdziwym rekinem finansowym zręcznie ustawiającym milionowe przetargi i budującym swoją pozycję oraz majątek. Mordowicz, notabene najbardziej zabawna postać filmu, to z kolei żądny władzy i pieniędzy hierarcha, który posiada wyraźną słabość do przaśnej rozrywki, a jego filozofię najlepiej oddają słowa wypowiedziane na widok otrzymanego pastorału – „złoty, a taki skromny”.

Chciwość, żądza władzy, alkoholizm, seks i wreszcie skrywana pedofilia to zatem demony, które w filmie Smarzowskiego zdają się trawić polski Kościół. A wszystko to nie przeszkadza żadnemu z przedstawionych kapłanów w wygłaszaniu z ambony gładkich kazań czy w spowiadaniu parafian. Sutanna to z jednej strony ciężar nakładający na barki księdza presję ze strony przełożonych i wiernych, ale też tarcza, o którą rozbijają się nawet bezsporne fakty. Sutanna pełni bowiem funkcję magicznego pancerza ochronnego, zdolnego ukryć wszystkie niewygodne problemy: spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu, niechcianą ciążę czy gwałt na osobie nieletniej.

Wydaje się, że Smarzowskiemu udało się uchwycić ambiwalencję stanu duchownego, polegającą na uwikłaniu bohaterów w sieć rozmaitych czynników. Jest to zabieg udany, ponieważ postaci Kleru są wybitnie wielowymiarowe – mają potworne słabości, ale posiadają także sumienie i czasem potrafią odważnie pójść za jego głosem. Warto podkreślić, że w Klerze nie zabrakło też bohatera pozytywnego. Wikary Jan to bowiem młody ksiądz-idealista, który wierzy w możliwość zmieniania świata i pomagania innym. Paradoksalnie, to właśnie on – czysty jak łza – jest przedmiotem nieprawdziwych plotek o łamaniu celibatu. Gdy wikary odwiedza swoją chorą matkę, parafianie podejrzewają oczywiście księdza o romans.

Chrystusowa skała kontra bagno z zasypanymi trupami

Film Kler Smarzowskiego - Maria ma syna

Kluczem do Kleru, spajającym niejako wszystkie poziomy filmu, wydaje mi się jednak symbolika budowy krakowskiego sanktuarium, wokół której koncentruje się cała akcja. Warto zwrócić uwagę, że w jednym z górnolotnych kazań księdza Trybusa padają znamienne słowa: „budujcie na skale”. Jest to nawiązanie do biblijnej przypowieści o dwóch domach, z których jeden, zbudowany na piasku, runął jak tylko przyszła burza, ten zaś wzniesiony na skale oparł się żywiołowi. Skała pojawia się w Nowym Testamencie również w innym kontekście, a mianowicie w samym akcie ustanowienia Kościoła. Chrystus zwraca się bowiem do Piotra słowami: „Ty jesteś Piotr-opoka i na tej opoce zbuduję mój Kościół”.

Smarzowski w Klerze dokonuje wyrazistego zderzenia tych symboli z obrazem budowania papieskiej świątyni. Leit-motivem filmu jest scena z bagnem, w które nieustannie zamienia się podmokły grunt, na jakim ma stanąć planowane sanktuarium. Ekipa budowlana nadzorowana przez księdza Lisowskiego ciągle próbuje osuszyć, zasypać lub zabetonować podłoże, ale wciąż pojawiają się nowe przeszkody. Kulminacją owych kłopotów jest moment, gdy w ziemi zostają odnalezione ludzkie szczątki. Wszyscy stają wówczas przed dylematem – czy ujawnić sprawę, co spowoduje znaczne opóźnienie prac, czy też zataić odkrycie w imię dobra świątyni. Ostatecznie trupy zostają zakopane. Znamienne, że zbiega się to w czasie z zatajeniem skandalu pedofilii.

Świątynia zostaje zatem pozbawiona trwałych fundamentów, zamiast na skale, wznosi się ją na nieustannie osuszanym bagnie i po symbolicznych „trupach”. Na zewnątrz będzie wyglądać wspaniale, ale czy się ostoi? To jest dramatyczne pytanie, które Smarzowski zadaje polskiemu Kościołowi w Klerze.

“Maria ma syna” – zapowiedź odrodzenia

Powagę przekazu filmu podkreśla jego poruszająca ostatnia scena. Majstersztyk Smarzowskiego polega na tym, że  obraz spaja wyrazista tematyczna klamra. Kler otwiera bowiem scena, w której trzej upojeni alkoholem księża śpiewają piosenkę Kazika Staszewskiego pt. Maria ma syna. Wybór właśnie tej muzyki nie jest przypadkowy. Utwór, będący parafrazą kolędy, stanowi zapowiedź przyjścia Mesjasza, który odkupi winy ludzkości. Jest w nim również nadzieja na osobiste nawrócenie wątpiącego podmiotu. Ostatnia scena Kleru stanowi niejako spełnienie tego proroctwa  – ksiądz Kukuła odtwarza krzyżową ofiarę Chrystusa, która niesie ze sobą złowieszczą zapowiedź niewinnego cierpienia za winy innych, ale też nadzieję odkupienia i odrodzenia. Finałowy odjazd kamery w górę, niejako znak markowy Smarzowskiego, nabiera tym razem dodatkowych metafizycznych sensów.