„Koci pazur” – misjonarz, który przemówił

Koci pazur 1934

 

Tytuł: “Koci pazur”

Tytuł oryginalny: „The Cat’s-Paw”

Rok premiery: 1934

Reżyseria: Sam Taylor

Obsada: Harold Lloyd, Una Merkel, George Barbier i inni

Harold Lloyd kojarzony jest przede wszystkim ze swoich karkołomnych ekranowych popisów. Wraz z Charlie Chaplinem i Busterem Keatonem należał do pionierów sztuki komediowej opierającej się na sytuacyjnych gagach. Zaczynał w erze kina niemego, aby później z równie dużym powodzeniem zacząć grać w kinie dźwiękowym. Lloyd na ogół był twórcą i tworzywem, czyli sam współtworzył swoje dzieła, angażując się zwłaszcza przy aranżacji trików. Miał zatem wielki wpływ na ostateczny wygląd obrazów, w jakich występował, nawet jeśli nie widniał w napisach końcowych jako scenarzysta lub reżyser. Jednym z naczelnych tego przykładów jest “Koci pazur”, produkcja powstała w 1934 roku, czyli z uwagi na swoją stylistykę i charakter, pierwszy film z udziałem Harloda Lloyda, który zasługuje na miano w pełni “dialogowego” dzieła.

„Koci pazur” – figurant w wielkim mieście

Ezekiel Cobb (Harold Lloyd) to naiwny, młody człowiek, wychowany przez misjonarzy w Chinach. Po osiągnięciu dorosłości zostaje wysłany do Stanów Zjednoczonych celem znalezienia sobie żony. Nie jest jednak całkowicie przystosowany do życia na Zachodzie i ma nawet problemy ze zrozumieniem, co ludzie do niego mówią. Szybko wpada pod opiekę skorumpowanego polityka Jake’a Mayo (George Barbier). Wraz ze swymi współpracownikami wpada on na pomysł, by wystawić Ezekiela w wyborach na burmistrza miasta, pozwolić mu wygrać, by następnie dowolnie nim sterować. Cobb, zgodnie z planem, wygrywa, lecz ku zaskoczeniu wszystkich bierze swoje obowiązki poważnie i wypowiada wojnę przestępczości. Miejskie szumowiny próbują go wrobić, ale bohater ma swoje, „chińskie” sposoby na walkę z tego typu szubrawcami.

„Koci pazur” – Harold Lloyd, człowiek orkiestra

Jak wspomniałem, Harold Lloyd znany był z pełnienia funkcji quasi reżysera filmów, w jakich grał. W wypadku “Kociego pazura” mamy do czynienia z podobną sytuacją. Nie był on wprawdzie stricte odpowiedzialny ani za scenariusz, ani reżyserię, lecz mimo to jego wkład w powstanie dzieła był niebagatelny. To on przecież znalazł materiał źródłowy (powieść Clarence’a Budingtona Kellanda) oraz uczestniczył w adaptacji scenariusza. Mocno wpływał również na sposób prowadzenia postaci, zwłaszcza że rola wymagała od niego odmiennego stylu gry niż energiczny typowy „Lloyd w okularach”, znany z innych produkcji. Lloyd konsultował także scenografię i tempo opowieści.

Koci pazur film recenzja

Jego głównym zadaniem była jednak oczywiście gra aktorska, która znacząco różni się od tego, co przyniosło sławę artyście. Nie ma tu bowiem wielu gagów, a humor jest bardziej słowny. Lloyd jednak i z tym daje sobie radę, udowadniając ekranową uniwersalność. Wciela się on tu w rolę nad wyraz kulturalnego oraz uprzejmego młodego misjonarza. Jego łagodna natura stoi w sprzeczności do mieszkańców wielkiego, amerykańskiego miasta, do którego trafił. Głównym komicznym elementem obrazu jest oficjalny sposób wypowiadania się bohatera oraz brak zrozumienia potocznej mowy, jaką posługują się ludzie, których napotyka na swojej drodze w Stanach.

„Koci pazur” – klasyczna komedia, która nadal bawi

Nie tylko jednak Harold daje w “Kocim pazurze” aktorski popis. Cała właściwie obsada, złożona w dużej mierze z aktorów charakterystycznych, spisuje się bez zarzutu. Jednym z nich jet George Barbier, który odgrywa rolę najbliższego współpracownika i powiernika protagonisty. Na specjalne wyróżnienie zasługuje tu także Una Merkel, która gra Petunię, czyli romantyczną partnerkę bohatera. Ta niezbyt obecnie pamiętana aktorka odznaczała się sporym urokiem osobistym oraz silną, ekranową energią. W “Kocim pazurze” umiejętnie wykreowała postać zadziornej i wyemancypowanej młodej kobiety, która co rusz strzela ciętymi ripostami.

Jej łobuzerski uśmieszek to na pewno coś, co pozostaje w pamięci po seansie. Mimo upływu dekad kwestie ukazane w filmie nadal są aktualne, co sprawia, że obraz ten nie stracił nic ze swej świeżości, będąc uniwersalną rozrywką na poziomie oraz wciąż aktualną satyrą na życie społeczno-polityczne. To poniekąd nowe wcielenie Lloyda zostało entuzjastycznie przyjęte przez jego fanów. Zaś finałowa rozgrywka w chińskich lochach, to jedna ze śmieszniejszych sekwencji przedwojennego kina.

Ocena filmu: 8

Andrzej Kownacki

Andrzej Kownacki

Z wykształcenia fototechnik. Z zamiłowania kinoman. Większość życia spędził przed ekranem telewizora, oglądając filmy, seriale i teledyski. Fan muzyki lat 70. i 80. Wierzy, że kinematografia może wpływać na ludzi, zmieniając ich postrzeganie świata. Nie ma ulubionego gatunku, ponieważ uważa, że aby naprawdę poznać kino, trzeba oglądać wszystko. Nieobce są mu klasyczne dzieła, ikony popkultury, jak i obskurne produkcje, o których mało kto słyszał. Pisze amatorsko o szeroko pojmowanej kulturze na portalach Wild Weekly i Dziennik Teatralny oraz z przymrużeniem oka na prywatnym blogu.