„Rękopis znaleziony w Saragossie” – wędrówka ku samopoznaniu

Rękopis znaleziony w Saragossie

 

Tytuł: Rękopis znaleziony w Saragossie

Rok produkcji: 1965

Reżyseria: Wojciech Jerzy Has

Obsada: Zbigniew Cybulski, Iga Cembrzyńska, Joanna Jędryka, Kazimierz Opaliński, Franciszek Pieczka, Pola Raksa, Gustaw Holoubek, Leon Niemczyk, Elżbieta Czyżewska i inni

 

 

 

Kultowy film Wojciecha Jerzego Hasa Rękopis znaleziony w Saragossie zdobył ogromne międzynarodowe uznanie. Za arcydzieło uznali go nie tylko Martin Scorsese czy David Lynch, ale także Luis Bunuel, mistrz kina hiszpańskiego. W wypadku utworu opowiadającego o przygodach kapitana gwardii walońskiej w dolinie Los Hermanos w górach Sierra Morena podobna ocena stanowi prawdziwą nobilitację. Rękopis znaleziony w Saragossie, będący ekranizacją powieści Jana Potockiego, stanowi między innymi wielopiętrową historię o samym kinie oraz o tym, co oferuje ono widzowi. X Muza urasta tu do roli narzędzia w symbolicznej drodze ku samopoznaniu.

Jan Potocki i ponowne odkrycie literackiego pierwowzoru

Łotrzykowska powieść Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie to utwór z przełomu XVIII i XIX wieku, który autor, podróżnik i erudyta, pisał przez ponad dwadzieścia lat. Książka powstała w języku francuskim, a jej pierwsze polskie tłumaczenie ukazało się w 1847 roku. Scenarzysta filmu Tadeusz Kwiatkowski oparł się właśnie na tej jedynej znanej u nas w latach 60. wersji tekstu. W 2005 roku francuscy edytorzy ponownie wydali natomiast powieść. Okazało się, że badacze odnaleźli jej dwie wersje: tą znaną w Polsce i inną – operującą narracją linearną.

Co ciekawe, to właśnie ta druga postać powieści stanowi najbardziej prawdopodobne dzieło Potockiego. W Polsce ujrzała ona światło dzienne dopiero w 2015 roku, kiedy nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazało się tłumaczenie Anny Wasilewskiej. Pokolenia Polaków przyswajały sobie zatem nieco sfałszowane dzieło, co akurat dla jego filmowej ekranizacji okazało się zbawienne. Zastosowana w kinie narracja szkatułkowa, będąca sztandarową cechą powieści, dała nad wyraz artystyczne efekty i zwielokrotniła metaforyczne sensy filmu.

Rękopis znaleziony w Saragossie film

Narracja szkatułkowa Rękopisu znalezionego w Saragossie

Rękopis znaleziony w Saragossie Wojciecha Jerzego Hasa operuje kompozycją szkatułkową, polegającą na tym, że film składa się w wielu opowieści, z których każda pozostaje w jakiejś relacji z inną. Dokładnie jedna historia zawiera się w drugiej, a ta z kolei inicjuje kolejną, tworząc kształt, który najlepiej oddaje metafora szkatułki. Owa stopniowalność narracji powoduje, że zarówno początek, jak i koniec opowieści ulegają zawieszeniu, tworząc kompozycję otwartą. Film zaś niejako stapia się z życiem, sam bowiem zyskuje status kolejnej historii opowiadanej przez twórcę.

Widz Rękopisu znalezionego w Saragossie wchodzi niejako w środek fabularnego świata, w momencie, gdy pewien oficer armii napoleońskiej podczas odwrotu z Saragossy znajduje w opuszczonej gospodzie tajemnicze dzieło i bez pamięci pogrąża się w jego lekturze. Niebawem dołącza do niego hiszpański dowódca, który co prawda ma zamiar pojmać wroga, ale rzucając okiem na rękopis, odnajduje w nim historię własnego dziadka, niejakiego Alfonsa van Wordena. To właśnie historia owego dzielnego oficera gwardii walońskiej okazuje się narracją nadrzędną.

Alfonso w drodze do Madrytu zatrzymuje się na nocleg w pewnej tajemniczej gospodzie. Przeżywa tam upojne chwile w ramionach dwóch mauretańskich księżniczek Eminą (Iga Cembrzyńska) i Zibeldą (Joanna Jędryka). Niestety rano budzi się pod szubienicą w towarzystwie trupów i czaszek. Wkrótce trafia do domu pustelnika, gdzie służy niejaki Pacheco (Franciszek Pieczka), który z kolei zaczyna opowiadać własną historię z piękną Inezilią (Pola Raksa).

Rękopis znaleziony w Saragossie film recenzja

Następnego dnia van Worden zostaje napadnięty przez Inkwizycję i poddany torturom, na szczęście uwalniają go rycerze Gomelezów i znowu spędza noc z orientalnymi pięknościami. Po wypiciu magicznego napoju Alfonso po raz kolejny budzi się pod szubienicą, tym razem w towarzystwie kabalisty Pedro de Uzeda (Adam Pawlikowski), który zaprasza go do swojego zamku. A tam Cygan Avadoro (Leon Niemczyk) zaczyna opowiadać o swoich przygodach… W sumie w filmie mamy do czynienia z sześciostopniową komplikacją wątków, a najniższym piętrem opowieści jest historia Frasquity Salero (Elżbieta Czyżewska).

Wyjątkowy bohater i barokowy przepych

W rolę głównego bohatera Rękopisu znalezionego w Saragossie wcielił się Zbigniew Cybulski. Było to dla niego nie lada wyzwanie: nie odpowiadał wiekowo pierwowzorowi postaci (Alfonso to bardzo młody mężczyzna), nie znosił historycznego kostiumu, a ponadto musiał wystąpić bez okularów, co z jego wadą wzroku znacznie utrudniało zadanie. Ostatecznie wszystkie te przeszkody okazały się paradoksalnie atutami filmu. Bohater zyskał bowiem wymiar pewnej niedosłowności: jego niewygodne przebranie odnosi się symbolicznie do aktorskiego kostiumu, a krótkowidztwo oddaje zagubienie Alfonsa i usilny wysiłek, by zrozumieć własne tajemnicze przygody.

Oficer gwardii walońskiej wydaje się uwikłany w całkowicie sprzeczne idee. Jego tajemnicza historia z jednej strony posiada wymiar diaboliczny, bowiem spotyka na swojej drodze mary i upiory, a kilkakrotne przebudzenie pod szubienicą wskazuje na dzieło czarnej magii i szatana. Z drugiej strony logiczne i rzeczowe wyjaśnienia matematyka don Pedro Velazqueza (Gustaw Holoubek), a także szejka Gomelezów (Kazimierz Opaliński) każą wierzyć bohaterowi w racjonalną wizję świata. Mamy tu do czynienia ze starciem przeciwstawnych idei oświeceniowych i romantycznych. Jednocześnie jednak owa sprzeczność wpisuje się w widoczny na każdym poziomie filmu barokowy synkretyzm, który niejako równoważy różne wersje świata i bierze w cudzysłów wszelkie teorie.

Pamiętnik znaleziony w Saragossie

Jest to synkretyzm filmowych gatunków (film kostiumowy, przygodowy, romans, kino płaszcza i szpady, komedia, horror). Ponadto widać przemieszanie religii: chrześcijaństwa i islamu, kultur: Wschodu i Zachodu, przestrzeni: natury (góry) i kultury (gospoda, zamek, miasto), a także czasu: teraźniejszość, przeszłość, przyszłość. Do łączenia sprzecznych jakości dochodzi również na płaszczyźnie statusu historii oscylujących na granicy jawy, snu i obłędu. Takie zabiegi w połączeniu ze skomplikowaną kompozycją szkatułkową oddają barokowy przepych symboli i światopoglądów.

Opowieść o kinie, samopoznaniu i szaleństwie

Rękopis znaleziony w Saragossie Hasa na świecie został odczytany przede wszystkim jako hołd dla kina. Tropy filmowe są tu obecne w kluczowym motywie czasowego zapętlenia. Van Worden niezależnie od obranej drogi nieustannie trafia do tej samej gospody na nocleg, a następnie przeżywa upojną i brzemienną w skutki noc z mauretańskimi księżniczkami. Owo zapętlenie oddaje po pierwsze iluzję świata tworzonego przez kino, po drugie zaś istotę filmowego seansu, który można wciąż powtarzać i dostrzegać coraz to nowe szczegóły. Kino jawi się tu jako imponujące widowisko, oferujące odbiorcom prawdziwą wizualną ucztę i spektakl, w którym wszystko jest możliwe. Dzieło zostało zrealizowane z prawdziwym rozmachem, wzięło w nim udział ponad 180 aktorów, znakomite zdjęcia stworzył Mieczysław Jahoda, a muzykę Krzysztof Penderecki.

Jeszcze wyraźniej temat kina pojawia się w Rękopisie… w scenie, gdy Alfonso dostrzega własnego sobowtóra w towarzystwie dwóch księżniczek. Okazuje się, że bohater patrzy na własne odbicie w lustrze, które okazuje się okiem kamery. Film zyskuje więc status swoistego zwierciadła dla widza – narzędzia samopoznania. I właśnie o odkrywaniu siebie jest przede wszystkim Rękopis znaleziony w Saragossie. Człowiek musi nieustannie powracać do pewnych istotnych miejsc swojego życia, by zrozumieć ich ukryte znaczenie. Dopóki nie przepracuje dręczących go traum i kompleksów nie może iść dalej na drodze samorozwoju, podobnie jak Alfonso pomimo starań nie może dotrzeć do Madrytu.

Rękopis znaleziony w Saragossie książka

Jedynie głębokie wejrzenie w siebie (symboliczne zejście do jaskini, odsyłające również do jaskini Platona, oraz odbicie w lustrze) może pomóc w tej podróży. Wydaje się jednak, że jest to działanie niebezpieczne, w końcowej niejednoznacznej scenie widzimy bowiem van Wordena jako szaleńca rozmawiającego z ptakami i spisującego własne przygody w tajemniczej księdze. Czy zatem samopoznanie może być na tyle trudne, że prowadzi do obłędu? To zapewne wyjaśnia kolejna opowieść, której nie ma już jednak na ekranie.

Literatura:

Kino epoki nowofalowej, pod red. T. Lubelskiego, I. Sowińskiej i R. Syski, Kraków 2015.

T. Lubelski, Historia kina polskiego 1895 – 2014, Kraków 2015.

A.Garbicz, Kino, wehikuł magiczny. Podróż trzecia 1960 – 1966. Przewodnik osiągnięć filmu fabularnego, 2014.