„Noc myśliwego” – zło czai się w mroku

Noc myśliwego 1955

 

Tytuł: „Noc myśliwego”

Tytuł oryginalny: „The Night of the Hunter”

Rok premiery: 1955

Reżyseria: Charles Laughton

Obsada: Robert Mitchum, Shelley Winters, Lillian Gish i inni

 

Southern Gothic to podgatunek filmowy, który szczególnie rozwinął się w kinie amerykańskim w latach powojennych. Najbardziej typowymi cechami owego nurtu były fascynacja wszelkim występkiem, chorobami i deformacjami, tajemnicami rodzinnymi czy też magią. Wiele znanych i cenionych dzieł kinematografii USA zaliczanych jest do tego trendu. Wystarczy tu wymienić, chociażby pozycje takie jak „Tramwaj zwany pożądaniem”, „Nagle, zeszłego lata” lub „Zabić drozda”. Jedną z produkcji, która szczególnie się wyróżnia, jest pochodzący z 1955 roku film w reżyserii Charlesa Laughtona pod tytułem „Noc myśliwego”. Zawiera on wiele wymienionych wyżej charakterystycznych elementów. Sprawdza się też w oderwaniu od nich jako samoistne dzieło, odznaczając się wysokim stopniem realizacji. Dziś zalicza się do klasyków nie tylko gatunku, ale w ogóle kina i na pewno jest pozycją, z którą warto się zaznajomić.

„Noc myśliwego” – wilk w owczej skórze

Harry Powell (Robert Mitchum) jest seryjnym mordercą, pozującym na wielebnego. Jego głównym celem są wdowy, które uwodzi, morduje i okrada z pieniędzy. Do więzienia trafia jednak za co innego, a mianowicie za kradzież samochodu. Tam poznaje Bena Harpera (Peter Graves), który czeka na wykonanie wyroku kary śmierci za napad na bank. Jego łupem padło 10 tysięcy dolarów, czyli całkiem pokaźna suma, którą zainteresowany jest Powell. Próbuje on namówić współwięźnia do zdradzenia, gdzie ukrył łup. On jednak pozostaje nieugięty. Powell po wyjściu na wolność postanawia zatem udać się z wizytą do jego żony oraz dzieci z nadzieją, że uda mu się odnaleźć skradzione pieniądze. Na miejscu szybko okazuje się, że jedynymi osobami, mającymi wiedzę na ten temat jest dwójka małych dzieci Harpera. Rozpoczyna się gra w kotka i myszkę mordercy z rodzeństwem.

Noc myśliwego recenzja
“Noc myśliwego” – pamiętna rola Roberta Mitchuma

Wcielający się rolę głównego antagonisty dzieła Harry’ego Powella Robert Mitchum idealnie pasuje do kreowanej postaci. Aktor ze względu na swoją aparycję, ale także niezaprzeczalne umiejętności z powodzeniem wcielał się nieraz w czarne charaktery. Tak samo jest w wypadku “Nocy myśliwego”. Powell, zwany także „Kaznodzieją”, w jego wykonaniu jest osobą do szpiku kości złą, której nikt i nic nie powstrzyma przed osiągnięciem celu. Nie waha się on nawet przed krzywdzeniem dzieci, by go osiągnąć. Bohater jest jednocześnie wilkiem w owczej skórze, udając dobrotliwego i uduchowionego bożego sługę. Sam wyraz jego twarzy i mimika oddaje niecność i niedobre zamiary. Ma on zdeprawowaną naturę, którą napędza zwykła chciwość. Swoje zbrodnicze czyny tłumaczy zaś w pokrętny sposób, interpretując biblijne teksty na własną modłę. Jest on prawdziwym uosobieniem zła w czystej postaci i jednym z najbardziej pamiętnych szwarccharakterów w historii Hollywood.

„Noc myśliwego” – opowieść o ludzkich słabościach

„Noc myśliwego” nie jest tylko zwykłą kryminalną opowieścią o chęci łatwego wzbogacenia się. Film traktuje bowiem o wielu ludzkich przywarach, umiejętnie je piętnując. Na pierwszy plan wysuwa się tu ludzka łatwowierność oraz hipokryzja. Postacią, która uosabia te cechy, jest pani Icey Spoon (Evelyn Varden). Ta z pozoru dobra, starsza i pełna ciepła osoba jest w istocie bezduszna i niemądra w swoim zaślepieniu. W dodatku wykazuje się wścibskością, ingerując w osobiste sprawy innych. Przyczyniła się pośrednio do tragedii, jaka się wydarzyła. Oglądając jej poczynania, człowiek tylko się denerwuje.

Jest to jednak zaleta filmu, który nie tylko w tym momencie potrafi wywołać w widzu emocje. Spora w tym zasługa obsady aktorskiej. Wyróżnia się w niej wspomniany Robert Mitchum, ale także inni aktorzy mu towarzyszący tworzą pamiętne kreacje. Mamy tu, chociażby młodą jeszcze Shelley Winters, która w dość nietypowej dla siebie roli wciela się z sukcesem w naiwną wdowę. Także aktorzy dziecięcy stają na wysokości zadania, dokładając swą cegiełkę do udanego seansu.

Film Noc myśliwego 1955

Film „Noc myśliwego” – wizualna perełka

Inną cechą „Nocy myśliwego”, na jaką warto zwrócić uwagę, jest warstwa techniczna i wizualna. Nakręcony w czerni i bieli obraz posiada wszystkie najlepsze cechy tego typu filmów. Jest mocno kontrastowy, co nadaje mu mrocznej i niepokojącej atmosfery. Momentami, zwłaszcza w ujęciach nocnych, przypomina niemalże teatr cieni. Majacząca na horyzoncie sylwetka złoczyńcy Mitchuma zapada w pamięć i zasługuje na miano prawdziwej poezji obrazu, będąc jednocześnie zapowiedzią zbliżającego się nieuchronnie zagrożenia. Niebagatelną rolę odgrywa też przyroda, która w pewnym momencie zaczyna pełnić w filmie zasadniczą funkcję. Zabawa perspektywą rodzi zaś bardzo sugestywne ujęcia, będąc znakiem firmowym dzieła. „Noc myśliwego” to na pewno klasyczna pozycja warta uwagi każdego kinomana wrażliwego na wysokiej jakości grę aktorską oraz rzemiosło filmowe ocierające się o artyzm.

Ocena: 8/10

Andrzej Kownacki

Andrzej Kownacki

Z wykształcenia fototechnik. Z zamiłowania kinoman. Większość życia spędził przed ekranem telewizora, oglądając filmy, seriale i teledyski. Fan muzyki lat 70. i 80. Wierzy, że kinematografia może wpływać na ludzi, zmieniając ich postrzeganie świata. Nie ma ulubionego gatunku, ponieważ uważa, że aby naprawdę poznać kino, trzeba oglądać wszystko. Nieobce są mu klasyczne dzieła, ikony popkultury, jak i obskurne produkcje, o których mało kto słyszał. Pisze amatorsko o szeroko pojmowanej kulturze na portalach Wild Weekly i Dziennik Teatralny oraz z przymrużeniem oka na prywatnym blogu.