10 wielkich klap seriali opartych na filmowych hitach
Końcowe dekady dwudziestego wieku były owocnym okresem dla amerykańskiej telewizji. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych powstało wiele niezapomnianych seriali (między innymi „Przyjaciele”, „Policjanci z Miami”, „Beverly Hills, 90210”) Twórcy prześcigali się w kreatywnych pomysłach, pragnąc zaoferować widzom nieszablonowe produkcje. Część branży próbowała jednak pójść na skróty, bazując na utartych kinowych hitach. W większości przypadków takie audycje okazywały się klapami, pomimo dużej reklamy przed ich startem. Filmowi idole popkultury jak Ferris Bueller, Freddy Krueger czy Frances i Johnny z „Dirty Dancing” zostali „uśmierceni” na ekranach odbiorników. Czy telewizyjne wersje kinowych hitów faktycznie były tak koszmarne?
10 seriali opartych na filmowych przebojach
1. „Fast Times” (1986)

O serialu „Fast Times” wspomniałem już przy okazji tekstu dotyczącego „Beztroskich lat w Ridgemont High”. Po wielkim i niespodziewanym sukcesie młodzieżowej komedii, CBS zaoferowało licznym fanom produkcji wersję hitu skrojoną pod telewizje. Na drodze do sukcesu pojawił się jednak jeden poważny problem: zupełnie innymi prawami rządziła się telewizja a innymi kino. Frywolne sceny, dowcipy oraz swawolny język nie mogły mieć miejsca na antenie CBS. Amy Heckerling (reżyserka filmu) napisała i wyreżyserował trzy odcinki „Fast Times”, ale nie udało się jej uchwycić klimatu sprzed czterech lat. Udziałem w serialowej wersji nie byli zainteresowani główni gwiazdorzy oryginału.
Jedynie Ray Walston powtórzył rolę nauczyciela historii – całe szczęście, gdyż zarówno w filmie, jak i serialu wypadał komicznie. Najtrudniejsze zadanie stało przed Deanem Cameronem, któremu przyszło zastąpić Seana Penna w roli Jeffa Spicoliego. Cameron próbował nadać postaci własny ton, ale część recenzentów skrytykowała go, twierdząc, że Spicoli pod batutą Deana Camerona wyglądał jak parodia Jeffa, którego wykreował Penn. W „Fast Times” w rolach głównych wystąpili m.in. Claudia Wells (chwilę po zagraniu dziewczyny Marty’ego McFlya w „Powrocie do przyszłości)” jako Linda, Courtney Thorne-Smith (w późniejszym okresie gwiazda seriali m.in. „Melrose Place”, „Ally McBeal”) jako Stacy, czy Patrick Dempsey (m.in. „Chirurdzy) jako Mike.
„Fast Times” to solidne dzieło, które niestety było na straconej pozycji już na samym początku. Bardzo ciężko odwzorować jeden do jednego klimat, przesłanie oryginału, zważywszy na sztywne standardy telewizji. W 1986 roku królowały filmy o młodzieży w stylu Johna Hughesa, produkcje z pieprzykiem („Beztroskie lata w Ridgemont High”, „Ryzykowny interes, „Świntuch”) powoli odchodziły do lamusa, a ich odświeżone wersje nie przyciągały już widzów do kin. Oglądalność „Fast Times” wahała się od dziewięciu do dwunastu milionów odbiorców, recenzje były mieszane, a włodarze CBS zdecydowali się skasować serial zaledwie po siedmiu odcinkach. Ekranowa żywotność „Fast Times” trwała jedynie półtora miesiąca.
7/10
2. „Down and Out in Beverly Hills” (1987)

„Włóczęga z Beverly Hills” (org. „Down and Out in Beverly Hills”) w reżyserii Paula Mazursky’ego zarobiła sześćdziesiąt dwa miliony dolarów przy budżecie ponad cztery razy mniejszym. Lekka komedia z morałem oparta na francuskiej sztuce z początku dwudziestego wieku, została ciepło przyjęta przez krytyków i widzów. Raczkująca telewizja Fox postanowiła wykorzystać popularność filmu, wprowadzając na szklany ekran serial luźno oparty na pierwowzorze. Z oryginalnej obsady jedynie Evan Richards powtórzył rolę Maxa Whitemana – syna głównego bohatera. Dave’a Whitemana zagrał Héctor Elizondo (znany m.in. „Amerykańskiego Żigolaka” czy trzeciej części „Gliniarza z Beverly Hills”), a jego żonę sportretowała Anita Morris.
Tim Thomerson podjął się ciężkiej próby zastąpienia filmowego Nicka Nolta w roli Jerry’ego Baskina – bezdomnego, który zmienia rzeczywistość rodziny Whitemanów. Serial po latach pamiętany jest głównie przez to, że był pierwszą produkcją skasowaną przez Foxa. Stacja starannie dobierała pomysły, chcąc, jak najszybciej dogonić wielką trójkę (ABC, CBS, NBC). Hitami Foxa na dorobku były m.in. „21 Jump Street”, „Świat według Bundych”, a niedługo potem dołączyli „Simpsonowie” czy „In Living Color”. Przy nich „Down and Out in Beverly Hills” było zwykłym sitcomem, jakich wiele powstało w latach osiemdziesiątych. Włodarze stacji anulowali serial po zaledwie pięciu odcinkach.
Produkcja miała zabawne momenty, ale nie zapadała na dłużej w pamięci. Dużo gagów wyglądało archaiczne i zawierało sztucznie naciągane puenty. Sam pomysł bezdomnego, który przewartościowuje życie zamożnej rodzinki, przy dobrym scenariuszu mógł bawić widzów przez kilka sezonów, ale w tym wypadku zabrakło po prostu jakości.
5/10
3. ”Dirty Dancing” (1988)

„Dirty Dancing” był wielkim, roztańczonym hitem, który poruszył serca zarówno nastoletnich, jak i dorosłych widzów. Romantyczna historia „Baby” i Johnny’ego wzruszała, bawiła, przy okazji przynosząc zysk ponad dwustu milionów dolarów. Rok później kierownictwo CBS postanowiło zaprezentować „Dirty Dancing” w telewizyjnej odsłonię. Fabuła produkcji niewiele różniła się od filmowego oryginału. Jednak w głównych rolach nie ujrzeliśmy już Jennifer Gray i Patricka Swayzego. Ich miejsce zajęli odpowiednio: Melora Hardin i Patrick Cassidy. Oglądalność pierwszych pięciu odcinków oscylowała od dziesięciu do piętnastu milionów. Ostatnie sześć epizodów obejrzało już od siedmiu do dziewięciu milionów widzów. Natomiast dwunasty epizod nigdy nie został wyemitowany.
Twórcom serialu udało się odwzorować klimat lat sześćdziesiątych – akcja rozgrywa się w 1963 roku. Przyjemne dla oka zdjęcia, wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa to największe plusy produkcji. Aktorstwo jest przyzwoite, ale ani Hardin ani Cassidy nie potrafili zachwycić jak Gray i Swayze. Pierwsze odcinki „Dirty Dancing” śledziło się całkiem przyjemnie, ale z czasem serial zaczął przypominać coraz bardziej telenowele i obawiam się, że jeśli produkcja przetrwałaby dłużej na antenie, to mocno zbliżyłaby się do oper mydlanych w stylu „Santa Barbara”.
6/10
4. „Koszmary Freddy’ego” (“Freddy’s Nightmares”, 1988)

„Koszmary Freddy’ego” nawiązywały do kultowych produkcji spod znaku „Koszmar z ulicy wiązów” Wesa Creavena. Serial, która dała Hollywood między innymi Johnny’ego Deppa, w 1988 roku miała na koncie już cztery części. Postanowiono wykorzystać popularność Kruegera przenosząc go na ekrany telewizorów. „Koszmary Freddy’ego” doczekały się dwóch sezonów, na które złożyły się czterdzieści cztery epizody. Poziom poszczególnych odcinków był różny. W niektórych Freddy pełnił rolę głównego czarnego charakteru (np. odcinek otwierający), w innych był tylko drugoplanowym elementem, który wprowadzał widza do historii z miasteczka Springwood.
W większości epizodów główni bohaterowie segmentu dostawali bolesną karę za swoje niecne uczynki (np. mężczyzna zmyślający swój życiorys, aby być bardziej popularny wśród najbardziej atrakcyjny kobiet z video randki, czy licealistka, która używa złowrogiego amuletu, aby pokonywać konkurentki na lekkoatletycznych zawodach), które miały wpływ na codzienność Springwood.
„Koszmary Freddy’ego” przypominały momentami kultowe „Opowieści z krypty”, ale część fanów Kruegera była niezadowolona w związku z wykorzystaniem wizerunku ich popkulturowego idola, ograniczając go zbyt często do roli epizodysty. Wes Craven był jedynie producentem wykonawczym serialu.
7/10
5. „Coming to America” (1989)

„Książę w Nowym Jorku” był wielkim przebojem roku 1988. Film zarobił ponad trzysta milionów dolarów, a Eddie Murphy po raz kolejny swoim wdziękiem rozbawił cały świat. Wytwórnia Paramount postanowiła spróbować przenieść historię afrykańskiego księcia na ekran telewizora. Nakręcono pilot serialu, który jednak nie spotkał się z przychylnym odbiorem włodarzy największych stacji. Ostatecznie żaden z czterech głównych graczy nie był zainteresowany zainwestowaniem w produkcję. Telewizyjny „Książę w Nowym Jorku” (oryg. „Coming to America”) zapewne nigdy nie ujrzałby światła dziennego, gdyby nie program „CBS Summer Playhouse”.
Pod koniec lat osiemdziesiątych (1987-1989) telewizja CBS w wakacyjnym okresie emitowała piloty seriali, które nie zostały przez nikogo zakupione. W pierwszym sezonie od 12 czerwca do 18 września pokazano dziewiętnaście osobnych pilotów. W założeniu widzowie otrzymali możliwość głosowania na ich zdaniem najciekawszą produkcję, która miała potem zostać zrealizowana przez CBS, ale ostatecznie nic takiego się nie stało. „Książę w Nowym Jorku” pojawił się w trzecim sezonie serii. Odcinek obejrzało ledwie pięć milionów widzów, zbierając przy okazji wyłącznie negatywne recenzje. Miejsce Eddiego Murphy’ego zajął Tommy Davidson, będący na początku swojej kariery, która na dobre rozwinie się w latach dziewięćdziesiątych za sprawą wcześniej wspomnianego programu „In Living Color”. Davidson wcielił się w postać Prince’a Tariqa.
Tariq był niekoniecznie udanym połączeniem kreacji Murphy’ego i Arsenio Halla z oryginalnego „Księcia w Nowym Jorku”. Paul Bates odgrywający w filmie epizodyczną postać Oha, tutaj grał pierwsze skrzypce obok Davidsona. Twórcy próbowali wymyślić koncepcję projektu na nowo, ale ich poczucie humoru i prezentowane tu żarty już wtedy były uznawane za archaiczne, dziś nazwalibyśmy je cringe’owe. W dodatku Tommy Davidson na potrzeby serialu mówił z dziwnym, irytującym akcentem, który miał przypominać mowę afrykańskich przybyszy, a stał się parodią najniższych lotów. Eddie Murphy był producentem wykonawczym serialu, ale według Davidsona – nigdy nie pojawił się na planie, zapewne nawet nie widział końcowego efektu. Może i dobrze?
2/10
6. „Ferris Bueller” (1990)

O serialu „Ferris Bueller” wspominałem już przy okazji tekstu o „Wolnym dniu Ferrisa Buellera”. Dzieło Johna Hughesa jest jednym z moim ulubionych filmów. Matthew Brodercik wykreował postać, która stała się ikoną popkultury, w szczególności wśród nastolatków z przedmieść. W 1990 roku telewizja NBC postanowiła przedstawić widzom swojego Ferrisa. Towarzyszyła temu duża i głośna reklama. W tamtym okresie włodarze NBC przygotowali dwie nowe produkcje kierowane do nastolatków: „Bajer z Bel Air” i właśnie „Ferris Bueller”. W wypadku serialu z Willem Smithem, niekonwencjonalność scenariusza oraz oryginalny humor przyniosły sukces. Natomiast „Ferris Bueller” zakończył swój żywot po zaledwie trzynastu odcinkach.
Pierwszy epizod przyciągnął ponad dwadzieścia dwa miliony Amerykanów. W trakcie regularnej cotygodniowej emisji, pierwsze jedenaście odcinków zbierało średnio od piętnastu do dziewiętnastu milionów widzów. Wyemitowany po dwutygodniowej przerwie dwunasty epizod obejrzało już tylko osiem milionów, a ostatni odcinek NBC zdecydowało się pokazać dopiero w kolejnym roku przy okazji letnich zapchajdziur, co skończyło się wynikiem ledwie czterech milionów. Pomijając irytującą muzykę oraz opening przypominający swoim motywem siermiężność lat siedemdziesiątych, telewizyjny „Ferris Bueller” nie miał w sobie dawnego uroku. Charlie Schlatter nie potrafił sprostać poziomowi, który zaprezentował Matthew Broderick.
W pierwszym odcinku Schlatter jako Ferris za pomocą piły mechanicznej tnie poster filmowego Buellera, ale nie oferuje widzowi nic w zamian. Bueller z NBC był jednym z wielu ekranowych nastolatków. Jennifer Aniston w roli siostry głównego bohatera starała się dorównać Jennifer Grey, i szło jej to całkiem nieźle, jako jedyna z obsady zbierała przychylne recenzje od krytyków. „Ferris Bueller” nie był tak luźny i zabawny jak oryginał, a z drugiej strony jako zaangażowany serial o codzienności nastolatków, nie miał w sobie krzty nieszablonowości, zbyt łatwo przeskakując po trudnych tematach. John Hughes nie brał udziału w powstawaniu tego dzieła.
6/10
7. „Pracująca dziewczyna” (“Working Girl”, 1990)

„Pracująca dziewczyna” to zabawna komedia z Melanie Griffith i Harrisonem Fordem w rolach głównych. Ponad sto milionów dolarów, które zarobił film, nie uszło uwadze producentów telewizyjnych. Serialowa wersja „Pracującej dziewczyny” zadebiutowała na ekranach NBC 16 kwietnia 1990 roku w środku sezonu, zastępując jeden z wcześniej skasowanych programów. Stacja od początku traktowała produkcję jako zapchajdziurę, ograniczając promocję do minimum. Z dwunastu zamówionych odcinków NBC wyemitowało osiem, z czego ostatnie trzy w letnim, wakacyjnym paśmie. Po latach audycja wspomniana jest przed wszystkim w związku z osobą Sandry Bullock, będąca ówcześnie na początku swojej kariery.
Nie licząc trzech epizodów w „George Lopez” (Bullock była jednym z producentów serialu) aktorka nigdy nie wzięła już udziału w telewizyjnej produkcji. Jednak talent komediowy, który pokazała przy okazji „Pracującej dziewczyny”, w późniejszym czasie da o sobie znać między innymi w „Narzeczonym mimo woli”. Historia skromnej i pracowitej sekretarki, która przez szczęśliwy zbieg okoliczności dostaje awans na wyższy szczebel w korporacji była naprawdę zabawna. Momentami serial przypomniał „Skrzydła”, które bazowały na podobnym humorze i energii bijącej z ekranu.
7/10
8. „Wujaszek Buck” (“Uncle Buck”, 1990)

„Wujaszek Buck” to ciepła, rodzinna komedia wyreżyserowana przez Johna Hughesa. John Candy wykreował w niej postać lekkodusznego, a zarazem oddanego mężczyzny, który zostaje zmuszony zaopiekować się dziećmi swojego brata. Film był kolejnym hitem spod ręki Hughesa, zarabiając prawie osiemdziesiąt milionów dolarów. Niecały rok później CBS wyemitowało telewizyjną wersję przygód Bucka. Na potrzeby serialu uśmiercono postacie brata Bucka i jego żony. Nikt z filmowej obsady nie zdecydował się powtórzyć swojej roli. Miejsce Johna Candy’ego zajął inny komik – Kevin Meaney. Meaney swoim wyglądem oraz zachowaniem mocno przypominał pierwowzór. Jednak aktor nie miał szans dorównać kapitalnej kreacji Candy’ego. Pierwsze dziewięć odcinków osiągnęło przyzwoitą oglądalność (od piętnastu do dziewiętnastu milionów), ale zmiana terminu emisji z poniedziałku na piątek, sprawiła, że przed ekrany zasiadało poniżej dziesięciu miliomów Amerykanów.
Piątek i sobota w amerykańskiej telewizji to dni, w których emitowane są najmniej dochodowe projekty. Serial w piątkowym paśmie wytrzymał zaledwie siedem tygodni, po czym CBS skasowała produkcję, bez wyemitowania ostatnich sześciu epizodów. „Wujaszek Buck” to typowy średniak, któremu zdarzają się naprawdę śmieszne momenty, ale ginie w natłoku bardziej oryginalnych audycji. Serial miał mocną konkurencję w postaci między innymi „Pełnej chaty” czy „Kto tu jest szefem?”, które kierowane były do podobnej publiczności, a miały już wyrobioną markę oraz posiadały większą dozę oryginalności. John Hughes nie brał udział w pracy nad serialem.
6/10
9. „Wyrzutki” (“The Outsiders”, 1990)

Po finansowej klapie musicalu „Ten od serca”, Francis Ford Coppola przez większość lat osiemdziesiątych musiał odrabiać straty, biorąc udział w wielu komercyjnych projektach. Na pierwszy ogień poszła produkcja „Wyrzutki” z 1983 roku, oparta na dobrze przyjętej książce Susan Eloise Hinton z 1967 roku. Coppola na planie mógł współpracować z doborową obsadą młodych gniewnych m.in. Tom Cruise, Matt Dilon, Emilio Estevez, Diane Lane czy Rob Lowe. Historia walki dwóch zwaśnionych gangów zarobiła prawie trzydzieści milionów dolarów, w dodatku była okraszona przychylnymi recenzjami.
Na początku 1990 roku telewizja Fox postanowiła dać zielone światło „Outsiders” w trzynastoodcinkowej wersji. Serial miał stanowić kontynuację filmu, ilustrując codzienność rodziny Curtisów. Pierwszy epizod zobaczyło ponad czternaście milionów Amerykanów, ale z każdym kolejnym odcinkiem oglądalność spadała. Produkcja zakończyła swój żywot na jednym sezonie. Nie był to zły projekt, ale jego realizacja przypadła kilka lat za późno. Na początku lat dziewięćdziesiątych widzowie szukali w telewizji innych treści, aniżeli odgrzewanych kotletów rozgrywających się trzy dekady wcześniej.
5/10
10. “Wspaniała przygoda Billa i Teda” (“Bill & Ted’s Excellent Adventures”, 1992)

„Wspaniała przygoda Billa i Teda” stanowiła kamień milowy dla kariery Keanu Reevesa. Oryginalna produkcja opowiadała o dwóch siedemnastolatkach, którzy marzą o karierze muzycznej, ale na przeszkodzie stają im bardziej przyziemne sprawy np. sprawdzian z historii. Bill i Ted poprzez spotkanie tajemniczego nieznajomego dostają szansę podróżowania w czasie. Nastolatkowie stają się świadkami wielu ważnych momentów. Film wstrzelił się w końcową erę produkcji łączących kino sci-fi i coming of age, zarabiając przy tym ponad czterdzieści milionów dolarów. W 1991 roku pojawiła się kontynuacja pt. „Szalona wyprawa Billa i Teda” – trochę chłodniej przyjęta przez widzów i krytyków. Mimo to producenci postanowili wycisnąć ile się da z marki Billa i Teda.
Na początku lat dziewięćdziesiątych powołali do życia produkcję animowaną o ich przygodach, a w 1992 roku na ekranach telewizorów zadebiutował serial. Wersja, która trafiła na antenę Foxa, była kręcona po kosztach. Między innymi z tego powodu nie zobaczyliśmy w niej głównych gwiazd projektu: Keanu Reevesa i Alexa Wintera. Ich miejsce zajęli: Evan Richards (ten sam o którym wspomniałem przy okazji „Down and Out in Beverly Hills”) i Christopher Keenedy. Serial z powodu słabej oglądalności i miażdżących ocen krytyków został anulowany po siedmiu odcinkach. Momentami naprawdę trudno oglądało się poszczególne epizody, które raziły głupotą i aktorstwem nie zbyt wysokich lotów – pisząc eufemistycznie.
5/10










